Sam dług dla mieszkańców Wysp Brytyjskich nie jest niczym złym. Karta kredytowa dla większości obywateli Zjednoczonego Królestwa i Republiki Irlandii jest przecież dokumentem ich sumienności i wiarygodności. Na dobrą historię swojej karty kredytowej większość Brytyjczyków czy Irlandczyków pracuje całe życie. Historia kredytowa jest zatem czytelnym zapisem ich uczciwości i obywatelskości, przepustką w uczciwe życie poddanego Jej Królewskiej Mości lub obywatela Republiki Irlandzkiej. Polacy na Wyspach Brytyjskich w sposób zdecydowanie odmienny podochodzą do kwestii długu i roli kart kredytowych. Karta kredytowa nie jest dla nich żadnym istotnym dokumentem czy dowodem czegoś, ona jest najzwyczajniej narzędziem do „łapania kasy”. Dlatego też Polacy zadłużają się nagminnie i absolutnie bez żadnych hamulców. Najlepiej na najwyższą, możliwą do uzyskania sumę. Nasi rodacy wykazują się przy tym nieprawdopodobną wręcz kreatywnością. Opracowali już dziesiątki, a może nawet setki, metod, jak, będąc bez grosza, ściślej bez pensa, czyli nie mając kompletnie żadnej zdolności kredytowej, wyciągnąć z tamtejszego systemu bankowego pieniądze w jak największej ilości.
Na kartę
Najłatwiejszym, a w związku z tym najczęściej stosowanym sposobem okazuje się wypłacanie przy użyciu bankomatów lub czeków znacznie większych sum, niż wynikałoby to ze stanu kont. W Polsce byłoby to dość utrudnione, wśród łatwowiernych Brytyjczyków i Irlandczyków okazuje się skuteczne.
Na czek
Popularne też są oszustwa z czekami. Jeden rodak dogaduje się z drugim i wypisuje mu czek. Kiedy pierwszy realizuje czek i pobiera pieniądze, drugi anuluje go w innym oddziale banku. Polacy wyspecjalizowali się również w wyłudzaniu pieniędzy z banków metodą na słupy, czyli na podstawionych kredytobiorców.
Na scenkę
Ale ten sposób na poprawienie stanu majątkowego wydaje się krańcowo prymitywny w porównaniu z czymś, co na rynku polskim praktycznie nie występuje, za to na Wyspach Brytyjskich jest dopracowane do perfekcji. Są to działania z pogranicza biznesu i sztuki teatralnej. Organizowane są wyspecjalizowane grupy, określane już jako „aktorzy socjalni”, którzy stosując wszelkie dostępne chwyty aktorskie odgrywają przed tamtejszymi urzędami i instytucjami administracyjnymi z podziałem na role sceny tragiczne lub tragikomiczne. Po co? Po to, by najzwyczajniej wyłudzić pieniądze.
Na ucieczkę się nie uda
Polak zatem na Wyspach Brytyjskich zadłuża się maksymalnie. Następnie albo spłaca tylko minimalną część długu, albo całkowicie zapomina o spłacie. Buduje sobie w ten sposób negatywną historię kredytową. A gdy już zaczyna grunt pod nogami mu się palić, uważa, że pozostała mu jeszcze ucieczka przed długiem do Polski. Nic z tego. W Polsce pojawiły się ostatnio firmy windykacyjne, które zapowiadają, że skutecznie zamierzają ściągać długi, które obywatele polscy zaciągnęli w Irlandii i Wielkiej Brytanii.
Oczywiście nie wszyscy Polacy na Wyspach Brytyjskich zachowują się w ten bulwersujący wyspiarzy sposób. Jest ich chyba jednak wystarczająco dużo, żeby zwrócić uwagę tamtejszych gazet na polski problem.
Biliony funtów długów
Ale trzeba być sprawiedliwym. Brytyjczycy też mają zobowiązania finansowe. Zadłużenie w Wielkiej Brytanii stale rośnie. Jest dwukrotnie większe niż w kontynentalnej Europie. Według BBC, dług przypadający na przeciętnego Brytyjczyka to 3 tys funtów. Średnia zadłużenia liczona wraz z kredytami mieszkaniowymi wynosi od 9 tys. do 60 tys. funtów. Sumując wszystkie długi Brytyjczyków, otrzymamy kwotę prawie 1,3 bln funtów. Wszystkie oficjalne badania, w tym przeprowadzone przez świetnie notowany serwis Uswitch oraz firmę Callcredit, jednoznacznie wskazują na fakt, że przeciętnemu Brytyjczykowi po opłaceniu towarów pierwszej i drugiej potrzeby oraz po spłacie wspomnianych zadłużeń zostaje pod koniec miesiąca zaledwie 157 funtów.