Strona główna Finanse Kto daje i odbiera, czyli jak górnicze gminy wkopały się w kłopoty

Kto daje i odbiera, czyli jak górnicze gminy wkopały się w kłopoty

0
Kto daje i odbiera, czyli jak górnicze gminy wkopały się w kłopoty

Główna należność to ponad 300 mln zł, a nagromadzone latami odsetki od tej sumy sięgają obecnie 280 mln zł. – Problem w tym, że stale rosną – mówi Tadeusz Chruszcz, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin Górniczych w Polsce (SGGP). W połowie marca członkowie organizacji spotkali się po raz kolejny, aby szukać wyjścia z patowej sytuacji, w jakiej znalazły się górnicze samorządy. Dotychczasowe działania SGGP nie przyniosły bowiem oczekiwanego rezultatu, choć władze stowarzyszenia próbowały poruszyć niebo i ziemię – słały pisma i apele do posłów, senatorów, ministrów, do szefowej rządu Ewy Kopacz.
Podatek dla wyrobiska
Dzisiejsze kłopoty samorządów sięgają swymi korzeniami początku wieku. Powszechnie wtedy pobierano podatek od nieruchomości, naliczając go dla wyrobiska. Władze gmin były utwierdzane w tym, że to właściwa interpretacja prawa przez liczne głosy podatkowych ekspertów.
– Nikt nigdy nie opodatkowywał wyrobiska górniczego rozumianego jako pusta przestrzeń w górotworze powstała w wyniku wydobycia kopaliny. Opodatkowywane były poszczególne chodniki, sztolnie, komory, szyby itp. – wyjaśnia Bernard Labusek, skarbnik miasta Rydułtowy. I dodaje, że chodziło o kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt procent wszystkich wyrobisk, które służą jako ciągi komunikacyjne lub wentylacyjne, czasem również ewakuacyjne. Podatek był zatem, według relacji urzędnika, nakładany na swoisty szkielet kopalni, konieczny do tego, by można było prowadzić działalność gospodarczą, jaką jest wydobywanie kopalin.
Dopóki ceny węgla rosły, obciążone takim podatkiem spółki górnicze nie narzekały, jednak gdy pod koniec minionej dekady doszło do złamania się koniunktury, podatnicy zaczęli szukać sposobu na obniżenie daniny. Pytanie o zasadność stosowanej od lat interpretacji pojawiało się coraz częściej, aż wreszcie WSA w Gliwicach skierował je oficjalną drogą do Trybunału Konstytucyjnego. 13 września 2011 roku zapadł wyrok: TK uznał, że zgodnie z ustawą zasadniczą samego wyrobiska górniczego podatkiem od nieruchomości obciążać nie można, co jednak nie wyklucza nakładania podatku na znajdujące się w tym wyrobisku obiekty budowlane. To oznaczało radykalną zmianę sytuacji. Gminy nie tylko nie mogły już liczyć na daninę, w takiej wysokości, w jakiej pobierały ją dotychczas, ale firmy górnicze zakwestionowały również wysokość danin, jakimi były obciążane przez samorządy w ciągu ostatnich lat. Spółki wydobywcze masowo domagały się zwrotu nadpłaconych kwot. Zapadały kolejne wyroki, których treść nie świadczyła co prawda o tym, by po orzeczeniu TK stosowano już jednoznaczną wykładnię przepisów, ale decyzje organów sądowych zasadniczo okazywały się niekorzystne dla samorządów terytorialnych. Efektem jest obecne zadłużenie gmin wobec spółek wydobywczych.
Wpływ fundamentów na wartość budowli
Przedstawiciele samorządów są często zdania, że sądy administracyjne, orzekając teraz w podobnych sprawach opierają się na błędnej tezie. Sprowadza się ona do stwierdzenia, że „skoro wyrobisko górnicze nie jest budowlą, to koszt jego wydrążenia nie może być uwzględniony w wartości obiektów budowlanych i urządzeń umieszczonych w tym wyrobisku”. – Można podać wiele przykładów przeczących takiej tezie – mówi skarbnik miasta Rydułtowy. – Np. wykop pod fundamenty budynku nie jest budynkiem, a nikt nie ma wątpliwości, że koszty wykonania wykopu pod fundamenty wpływają na wartość budynku. Dlatego też dziura w ziemi powstała w wyniku poprowadzenia drogi nie jest budowlą, natomiast nie ulega wątpliwości, że koszt wykonania tych prac wpływa na wartość drogi itd. – tłumaczy.
Mimo to wiele górniczych gmin znalazło się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Największe trudności wydają się mieć m.in. Mszana, Ornatowice, Suszec, Pawłowice i Jastrzębie-Zdrój. To przede wszystkim te gminy, choć nie tylko one, mają największe sumy do zwrotu jako nadpłacony przez kopalnie podatek.
Oddajcie im janosikowe
A jeszcze niedawno, zanim Trybunał Konstytucyjny zakwestionował zasadność naliczania tzw. podatku od wyrobisk, niektóre górnicze gminy ściągały daniny w takiej wysokości, która nakładała na nie konieczność płacenia do budżetu państwa tzw. janosikowego. – Teraz gdy już wiadomo, że wysokość podatku nie powinna być aż tak duża, okazuje się, że nie ma żadnych formalnych procedur, które pozwalałyby odzyskać pieniądze przekazane w ramach janosikowego – tłumaczy Tadeusz Chruszcz z SGGP. – Miał być stworzony katalog, dzięki któremu wiadomo byłoby, co i jak opodatkowywać. Tymczasem od decyzji TK minęły już ponad trzy lata, a katalogu jak nie było, tak nie ma. Co więcej, o ile wiem, prace nad nim zostały wstrzymane – dodaje przewodniczący Stowarzyszenia.
– Nasze zadłużenie wobec Jastrzębskiej Spółki Węglowej sięgnęło 85 mln zł – mówi Dariusz Holesz, skarbnik Jastrzębia-Zdroju. Miasto wprawdzie oddało węglowej firmie większość należności (musiało m.in. na ten cel wyemitować obligacje), jednak wciąż zalega JSW na kwotę 35 mln zł. A dla gminy jest to suma wielka, równa jej całorocznym dochodom z wszystkich rodzajów podatków ściąganych przez Jastrzębie-Zdrój.
Z kolei urzędnicy z Rydułtów mówią, że nie są w stanie określić tego, jaką kwotę gmina miałaby zwrócić. Wysokość nadpłaty wynika bowiem z indywidualnych decyzji podatkowych jednego podatnika, którym jest Kompania Węglowa. Zgodnie z ordynacją podatkową są to wartości objęte tajemnicą skarbową, więc informacji o nich może udzielić jedynie sam podatnik, a nigdy organ podatkowy. – W naszej gminie nie doszło do konieczności zwrotu znacznych kwot podatku –  mówi Bernard Labusek, skarbnik miasta. Dodaje, że nie było potrzeby podejmowania negocjacji w sprawie ewentualnego rozłożenia spłaty na raty.
W gminie Pawłowice – jak twierdzą jej przedstawiciele – zadłużenie wobec JSW wynosi obecnie 8,4 mln zł, spółka wydobywcza jest zdania, że więcej. Sporna jest kwestia wysokości odsetek (nikt nie kwestionuje natomiast tego, że samorząd zwrócił już ok. 34,6 mln zł). Gmina wyjaśnia, że kilkakrotnie podejmowała próby negocjacji ze spółką, ale podczas spotkań nie udało się osiągnąć porozumienia. Problematyczne będzie dla Pawłowic jednak nawet oddanie koncernowi węglowemu tylko tej kwoty, jaką naliczyła gmina. Gdyby samorząd zrobił to w korzystniejszej dla siebie formie poprzez zmniejszenie opłat, które miały wpłynąć od spółki, tegoroczne dochody gminy zostałyby znacznie nadszarpnięte. Jednocześnie jednak wydatki pozostałyby na niezmienionym poziomie. – Taka sytuacja oznacza pojawienie się deficytu budżetowego. Gmina, w celu pokrycia różnicy między dochodami a wydatkami postanowiła wyemitować obligacje – wyjaśniają przedstawiciele Pawłowic.
W jeszcze gorszej sytuacji jest Jastrzębie-Zdrój. Gmina nie może sobie pozwolić na wypuszczenie papierów dłużnych, bo już raz to zrobiła. Ewentualna kolejna emisja spowodowałaby przekroczenie przez samorząd ustawowych limitów zadłużenia. Nawet ciąć wydatków nie ma jak. Jedna z nielicznych, jeśli niejedyna, pozycja budżetowa, jaka mogłaby być naruszona, to wydatki na promocję miasta. Na tym jednak gmina mogłaby zaoszczędzić najwyżej kilkaset tysięcy złotych, a dług do spłaty w tym roku jest kilkadziesiąt razy większy.
Miasto, jak twierdzi jego skarbnik, znalazło się zatem w sytuacji, w której zgodnie z ustawą o finansach publicznych konieczne może być prowadzenie programu naprawczego. – To z kolei oznacza cięcia wydatków bieżących oraz praktycznie zatrzymanie procesu inwestycyjnego – wyjaśnia Dariusz Holesz.
Taka blokada programów inwestycyjnych to dla Jastrzębia-Zdroju katastrofa. Oznaczałaby bowiem, że nie udałoby się zrealizować m.in. termomodernizacji czterech szkół, przebudowy zespołu szkół dla osób niepełnosprawnych, budowy przedszkola i uzbrojenia działek na terenie strefy przemysłowej itd.
Obecnie spór trwa o wyceny
Także spółki górnicze przyznają, że mimo wyroków TK, WSA i NSA spór nie wygasł i między nimi a gminami istnieją rozbieżności dotyczące sposobu naliczania podatku. – Teoretycznie ograniczyliśmy wartość przedmiotu sporu o roboty górnicze, a więc podatki powinny być niższe, ale gminy dokonują samodzielnej wyceny infrastruktury dołowej przez swoich  rzeczoznawców majątkowych, a my nie zgadzamy się z tą wyceną – tłumaczy Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
Dodaje, że firma nie zgadza się również z tym, że opodatkowaniem powinny być obejmowane obudowy wyrobisk. To powoduje, że powstała kolejna odnoga sporu, w zakresie której nie mamy jeszcze żadnych konkretnych rozstrzygnięć.
Są jednak spółki, które deklarują, że z nadpłatami nie mają żadnych problemów. Należy do nich Katowicki Holding Węglowy. – Nie mieliśmy tego problemu. Władze gmin, pod obszarem których prowadzimy eksploatację, odnosiły się do tematu bardzo rozsądnie, ze świadomością, że stan prawny nie był jednoznaczny – mówi Wojciech Jaros, rzecznik KHW.
Zdaniem Tadeusza Chruszcza chodzi jednak o to, że kopalnie należące do KHW fedrują głównie pod dużymi miastami, takimi jak Katowice czy Ruda Śląska. Podatek od wyrobisk w budżecie takich samorządów stanowi margines.
Specustawa to nie jest rozwiązanie
W lutym tego roku SGGP wystosowało do przedstawicieli władz zarówno wykonawczych, jak i ustawodawczych, apel o pilne zajęcie się tym palącym problemem. Samorządowcy postulują też, aby powstała specustawa, dzięki której obecne długi gmin górniczych wobec kopalń nie liczyłyby się do limitu zadłużenia, bo dzięki temu mogłyby zdobyć fundusze na bieżącą działalność. Byłoby to rozwiązanie doraźne, ale pozwalałoby samorządom na zyskanie czasu na „finansowy oddech”, choć oczywiście powiększałoby zobowiązania gmin.
Być może właśnie z tego powodu Tadeusz Chruszcz wątpi, by specustawa była tu najlepszym rozwiązaniem. Jego zdaniem ratunkiem dla samorządów może być wypracowanie porozumienie ze spółkami wydobywczymi. Szef SGGP przypomina, że jest już precedens sprzed ponad dekady. Różnica polega na tym, że wtedy to samorząd terytorialny ustąpił. Gminy górnicze zawarły porozumienie z Kompanią Węglową, w której skład weszła część państwowych kopalni. Nowa spółka przejęła długi kopalń wobec samorządów, z czego w ratach spłaciła w ciągu kilku lat 518,4 mln zł. Odsetki w wysokości 101,9 mln zł zostały umorzone.
– Mam nadzieję, że uda się to zrobić w ramach opracowywanego właśnie programu pomocowego dla Śląska i Małopolski – mówi Tadeusz Chruszcz. O rządowym programie da tych dwóch regionów stowarzyszenie rozmawia już od jakiegoś czasu. Podczas marcowego spotkania przedstawicieli SGGP zaproponowano, by doraźnie włączyć pakiet osłonowy dla gmin górniczych (który miałby pomóc im uregulować zadawnione należności wobec firm kopalnianych) do „Programu dla Śląska i Małopolski”.
Radykalne rozwiązanie problemu, jak pisze DGP, proponuje z kolei Jerzy Markowski, były SLD-owski wiceminister gospodarki, który opowiada się za likwidacją podatku od budowli w wyrobiskach. Wskazuje, że taki podatek obowiązuje jedynie w Polsce, a sama regulacja od początku była nieprecyzyjna, bo nikt nie zdefiniował, czym dokładnie jest budowla podziemna. Zapomniano też o tym, że są wyrobiska, które istnieją latami, ale też techniczne, które działają zaledwie kilka lub kilkanaście dni.
– Efekt jest taki, że ze względu na spory toczące się z rozliczaniem podatku, najwięcej na tej regulacji zarobili prawnicy – ocenia Adam Bielak