W połowie kwietnia warszawska giełda obchodziła 25. rocznicę pierwszej sesji. Czy sytuacja naszego rynku kapitałowego daje nam powody do świętowania?
– Polski rynek kapitałowy to nie tylko rynek publiczny, ale też rynek prywatny. I o ile ten pierwszy faktycznie przeżywa ciężkie chwile, a jeszcze trudniejsze nadejdą, o tyle ten drugi jest, w mojej ocenie, w świetnej kondycji i ma przed sobą doskonałe perspektywy. Rynek kapitałowy jako całość będzie wciąż rósł i zyskiwał na znaczeniu, jednak rynek publiczny nie ma dziś czego świętować, chyba że sobie powspomina.
Nasza giełda jak każda miała lepsze i gorsze chwile, jednak, jak twierdzi część komentatorów, obecnie przeżywa największe problemy. Zgadza się pan z taką opinią?
– Zgadzam się z twierdzeniem, że giełda rozumiana, jako publiczny rynek kapitałowy jest w tak trudnym momencie, że zaczęliśmy wyraźnie tracić osiągnięcia ostatnich lat.
Na czym ten „trudny moment” polega?
– Nie chodzi tylko o spadek obrotów, obniżenie poziomu płynności czy ogólny marazm. Chodzi także o to, że rynek publiczny przestał być efektywnym narzędziem wspomagającym rozwój biznesu. Z punktu widzenia biznesu giełda ma dawać konkretną wartość dodaną. Ponadto błędne decyzje urzędników Skarbu Państwa doprowadziły do utraty zaufania do rynku. Projekt akcjonariatu obywatelskiego, a szczególnie część ofert publicznych, które zostały przeprowadzone w jego ramach – taka choćby oferta JSW – stał się dla niektórych projektem zawiedzionych nadziei. Wielkie i atrakcyjne inwestycyjnie oferty są już tylko wspomnieniem, a jednocześnie upadłości spółek giełdowych przestały być tylko wypadkami przy pracy. To wszystko odbija się na cenach. Proszę spojrzeć na wyjątkowo długotrwały spadek indeksów, na to, że WIG20 ma właśnie za sobą dziewięciomiesięczny okres obniżek bez precedensu w dotychczasowej historii GPW. To oznacza wymierne straty dla inwestorów.
Skąd tak poważny kryzys? W którym momencie i kto popełnił błąd?
– To był splot wielu czynników. Zwróciłbym może uwagę tylko na jeden z nich, wcześniej niekomentowany. Żaden z dotychczasowych tak zwanych liderów publicznego rynku kapitałowego nie miał wystarczającej siły, by być nim naprawdę.
Jakiego lidera potrzebuje publiczny rynek kapitałowy?
– Takiego, który byłby w stanie go na tyle zjednoczyć, by skutecznie przekonać decydentów o kluczowej dla rozwoju innowacyjnej gospodarki roli rynku kapitałowego. Dotąd każdemu brakowało czegoś, aby tworzyć ambitne plany rozwoju, przekonywać do nich środowisko rynkowe i polityczne, a potem je realizować, stając się jednocześnie autorytetem.
Czy winę ponoszą też politycy? Mam na myśli zwłaszcza zmiany w systemie ubezpieczeń społecznych i cios zadany OFE.
– Myślę, że politycy mający wpływ na życie gospodarcze zawsze mieli inne priorytety niż dbanie o ekonomię, bo nie można dbać o nią, ignorując rynek kapitałowy. To przykre, bo co innego mówili publicznie, co innego robili, a raczej nie robili.
Co jest szczególnie niepokojące, jeśli chodzi o głębokość obecnego kryzysu?
– Wystarczy uważnie posłuchać przedsiębiorców, by zauważyć, że obecność na rynku publicznym staje się dla nich kulą u nogi, a nie szansą rozwoju. Zaniżone wyceny rynkowe, brak płynności, coraz bardziej skomplikowane i ryzykowne dla przedsiębiorcy regulacje, prowadzące do wzrostu kosztów prowadzenia biznesu i spadku jego efektywności, zbyt duże wymogi dotyczące transparentności biznesu, prowadzące do ryzyka związanego z odkrywaniem się wobec konkurencji, często kontrowersyjne zachowania Skarbu Państwa wobec spółek, których jest akcjonariuszem – zwłaszcza jego polityka personalna czy rozporządzanie zyskami – oraz ignorowanie interesów akcjonariuszy mniejszościowych. Co się zaś tyczy spółek prywatnych, to wskazać należy na istotne ryzyko wynikające z udziału w ich akcjonariacie funduszy emerytalnych, których przyszłość jest obecnie więcej niż niepewna. Tych wad i ryzyka jest naprawdę całe mnóstwo. Prestiż bycia na rynku publicznym ich nie zrównoważy.
Kilka lat temu szefowie GPW miewali wizję jej rozwoju, pomysły. Dlaczego nie ma nowych?
– GPW nie jest spółką rządzącą się normalnymi, rynkowymi zasadami. Kiedyś popełniono koszmarny błąd, dokonując jej częściowej prywatyzacji, w wyniku której większość kapitałową posiadają inwestorzy prywatni, a decyzje zapadają głosami Skarbu Państwa. To była jedna z najgorszych decyzji w historii polskiego rynku kapitałowego, świadcząca o braku wyobraźni ówczesnych decydentów tego procesu. Giełda jako przedsiębiorstwo świadczące usługi swoim klientom powinna być przedsiębiorstwem w 100 proc. prywatnym, a funkcje misyjne powinny być realizowane w inny sposób. Aktualna sytuacja prowadzi do tego, że giełda zamiast intensywnie się rozwijać, stała się elementem gry wpływów różnych środowisk. Najlepszym przykładem tego były rozgrywki wokół GPW w schyłkowej fazie rządów Platformy Obywatelskiej. Pomysły rozwojowe nie były dla większościowego właściciela ważne, ważne było obsadzenie GPW własnymi ludźmi i załatwianie interesów niemających wiele wspólnego z rozwojem rynku. Ostatnie długie miesiące to zwyczajny letarg. Istotny wzrost kursu akcji GPW, który odnotowaliśmy jesienią 2014 roku, wynikał wyłącznie z chwilowego zabiegu związanego z zapowiedzią wypłaty bardzo wysokiej dywidendy przez dwa kolejne lata. Spółka zamiast inwestować w przyszłe źródła przychodu, zaczęła się pozbywać gotówki. W sytuacji, kiedy oczywiste jest, że trzeba obniżać opłaty dla klientów, nie ma wzrostu obrotów, a więc zachwiane są podstawowe filary biznesu GPW, nie można biernie czekać, trzeba się rozwijać, a rozwój kosztuje. No, chyba że myśli się z perspektywy krótkoterminowego menedżera, który chce szybko i dużo zarobić, a potem zniknąć. GPW jako rynek finansowy jest w aktualnej sytuacji po prostu słabym biznesem. Uratować go może mądra dywersyfikacja. Przejęcie Towarowej Giełdy Energii było przedsmakiem tego, co można było zrobić.
Być może należałoby więc wrócić do niektórych wcześniejszych pomysłów? Ponownie pomyśleć o przejęciach, choćby zakupie grupy giełd środkowo-europejskich CEE SEG czy o inwestycjach w platformy obrotu alternatywnego typu Aquis Exchange?
– Każdy pomysł ma swój właściwy czas. To, co było dobre dwa, trzy lata temu, dzisiaj już niekoniecznie musi mieć sens. Ponieważ jednak obecnie nie śledzę aż tak dokładnie jak kiedyś otoczenia rynku publicznego, nie mogę jednoznacznie stwierdzić, co jest teraz dobre, a co złe. Jednego jestem pewien: zaciekle krytykowany przez niektórych tzw. ekspertów rynkowych pomysł inwestycji GPW w Aquis był strzałem w dziesiątkę.
Co na to wskazuje?
– Dzisiejsze (8 marca 2016 roku – red.) obroty na tej platformie były już ponad dwa i pół razy większe niż obroty na GPW. Były większe niż suma obrotów na wszystkich giełdach w Europie Środkowej. A przecież platforma Aquis została uruchomiona zaledwie około dwóch lat temu. Inwestycja GPW w tę platformę była wyrazem innego myślenia, do którego lokalne otoczenie nie przywykło i którego się bało. Tu trzeba więcej świeżej krwi i świeżych szarych komórek. Skostniałe struktury, jak choćby Izba Domów Maklerskich, powinny trafić w nowe ręce, w ręce ludzi uczciwych, młodych, z realnym doświadczeniem międzynarodowym i dobrymi pomysłami.
A co z ideą przejęć konkurentów z regionu, grupy giełd SEE SEG?
– Według mnie dwa lata temu był doskonały moment na taką konsolidację. Prawie wszystko było już wynegocjowane i to na bardzo dobrych dla GPW warunkach. Wystarczyło wcisnąć guzik.
Czy dzisiaj jest na to właściwy moment?
– Mam wątpliwości. Nasz rynek jest za słaby, by taką konsolidację przeprowadzić na dobrych warunkach. Ponadto zmieniają się inne okoliczności biznesowe w Europie, a GPW pozostaje na marginesie zainteresowania głównych europejskich graczy.
Dlaczego wtedy tak się nie stało?
– Bo ważniejsza okazała się walka o stołki. W efekcie zaprzepaszczono szansę, jaką stwarzała konsolidacja giełd w naszym regionie. A ona mogła być motorem dalszych zmian umożliwiających realizację naprawdę ambitnego planu, znacznie przekraczającego wyobrażenia lokalnych komentatorów.
Teraz trzeba nowych pomysłów czy można też wrócić do tych starych?
– Zauważyłem, że następcy nie umieją lub nie chcą korzystać z pomysłów i doświadczeń poprzedników. To najwyraźniej nie mieści się w standardach naszej pseudokultury korporacyjnej, kultury na pokaz, a nie kultury na co dzień. A co się tyczy nowych pomysłów, to warto dostrzegać, że świat tak szybko się zmienia, że nowe pomysły są koniecznością.
Co konkretnie należałoby robić?
– Powiem brutalnie: to pytanie do tych, którzy biorą pieniądze za kształtowanie i realizację strategii. Kiedy ja kierowałem GPW i byłem za to wynagradzany, dobrze wiedziałem, co trzeba zrobić, choć ze względów konkurencyjnych nie mogłem o wszystkim mówić publicznie. Sporo z tych niezmiernie ambitnych planów zostało zapisanych i są dostępne w archiwach GPW.
Czy możliwy jest jeszcze korzystny dla rynku kapitałowego scenariusz?
– Dobry scenariusz jest taki: wicepremier Mateusz Morawiecki weźmie w garść ministrów gospodarczych i zrealizuje swój plan, w efekcie rynek kapitałowy wreszcie zacznie spełniać swoją zasadniczą rolę, czyli rolę finansowania bardziej ryzykownych i innowacyjnych przedsięwzięć.
A scenariusz czarny, ten o którym wspominał pan na początku naszej rozmowy?
– Wicepremier Morawiecki polegnie, a wraz z nim wszystkie dobre pomysły. Publiczny rynek kapitałowy skurczy się drastycznie z powodu odpływu emitentów na rynek prywatny. Spółki z dużym udziałem OFE w akcjonariacie zostaną wykupione przez fundusze private equity i wycofane z giełdy, Skarb Państwa przejmie część banków prywatnych i przez to jeszcze mocniej wpłynie na kurczenie się rynku. Inwestorzy jak ognia unikać będą spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa, przez co ich obecność na giełdzie stanie się nieuzasadniona… dalej już nawet nie chcę rozwijać tych czarnych myśli…
Słyszałem taką opinię, że po ćwierć wieku od ponownego uruchomienia giełdy w Warszawie na nowo trzeba odbudowywać świadomość zasad funkcjonowania rynku kapitałowego i jego roli dla gospodarki. Czy naprawdę Polacy stracili tę świadomość, a może nigdy jej nie mieli?
– Nigdy jej nie mieli. Miała ją tylko garstka ludzi, którzy nie potrafili jej upowszechnić. Fundamentem nie tylko rynku kapitałowego, ale w ogóle sprawnej gospodarki jest zaufanie, i je trzeba budować. Tymczasem doświadczenia ostatnich lat doprowadziły do tego, że nawet ja, człowiek z natury bardzo ufny, to zaufanie utraciłem.
Czego życzyłby pan GPW w dniu jej urodzin?
– Instytucjom nie składam życzeń, chciałbym jednak życzyć pani prezes Małgorzacie Zaleskiej, by została najlepszym szefem GPW w historii i miała na tyle wizji i sił, by za kolejne 25 lat ton takiej rozmowy jak nasza był diametralnie inny..

