Jest pan uznawany za jednego z najlepszych polskich ekspertów od finansów. Dziś polska gospodarka znajduje się w dość trudnym okresie spowodowanym przede wszystkim swoim zadłużeniem.
– Ciężar długu publicznego uważam za najpoważniejszy problem znacznej części współczesnych gospodarek, w tym gospodarki polskiej. Problem ten ma charakter nie tylko ekonomiczny, ale i polityczno-społeczny, czego dobitnie dowiodły wydarzenia, które w pierwszej połowie października wstrząsnęły Waszyngtonem i całymi Stanami Zjednoczonymi. Najkrócej rzecz ujmując – jeśli dochody państw (przede wszystkim podatkowe) nie pokrywają państwowych wydatków, to brakujące środki trzeba pożyczyć na rynku finansowym, a od skumulowanego długu zapłacić odsetki; po przekroczeniu pewnych progów dług nabiera charakteru samonakręcającego się mechanizmu.
To znaczy, że mamy problem, czy może już głęboki kryzys?
– Ocena polskich problemów z długiem publicznym wymaga zwrócenia uwagi na kilka kwestii. Po pierwsze – mamy do czynienia z dwiema metodologiami liczenia długu w relacji do produktu krajowego brutto: krajową i stosowaną przez Eurostat – ESA 95. Do 2008 r. włącznie różnice w wyliczeniach przeprowadzonych obydwiema metodologiami były bardzo nieznaczne – ich wielkość nie przekraczała dziesiątych części punktu procentowego (pp). W 2009 r. różnica przekroczyła już cały punkt procentowy (49,8% PKB wg metodologii krajowej, a 50,9% PKB wg Eurostatu), a w kolejnych latach urosła do 2-3 pp. Wynikało to z faktu, że mniej restrykcyjnej metodologii krajowej zaczęto używać do chowania części długu (np. poprzez przenoszenie go do Funduszu Drogowego). Od wielu lat uważam, że jednym ze wstępnych kroków do naprawy finansów publicznych w Polsce jest konsekwentne stosowanie w wyliczeniach wyłącznie metodologii ESA 95, bo lepiej chroni ona przed kreatywną księgowością. Po drugie – wbrew opiniom części opozycji politycznej – Polska nie jest „drugą Grecją”, ani – na szczęście – nie znalazła się jeszcze na drodze prowadzącej ku problemom porównywalnym z greckimi. Według wspomnianej już metodologii ESA 95, a więc pozwalającej dokonać wiarygodnych porównań między krajami, na koniec pierwszego kwartału 2013 r. dług grecki wynosił 160,5% PKB, średni dług w krajach strefy euro – 92,2% PKB, a dług Polski – 57,3% PKB. Z takim poziomem długu Polska znalazła się na 15. miejscu wśród krajów Unii Europejskiej, niemal dokładnie w połowie stawki. I dokładnie tak należy naszą sytuację na tle Europy postrzegać – nie należymy do liderów niskiego zadłużenia jak Łotwa czy Szwecja, gdzie dług nie sięga 40% PKB, ale nie znaleźliśmy się także wśród najbardziej zadłużonych Greków, Włochów, Portugalczyków, Irlandczyków, Belgów i Francuzów. Po trzecie, umiarkowany – jak na warunki współczesnej Europy – poziom polskiego długu nie pozwala na poczucie uspokojenia i bierność. W Konstytucji RP i Ustawie o finansach publicznych znalazły się dalekowzroczne zapisy o progach ostrożnościowych dotyczących długu (60%, 55% i 50% PKB). Tym rozwiązaniem prawnym Polska wyprzedzała większość krajów europejskich, które dopiero teraz pracują nad podobnymi przepisami. W tym roku nie dało się już jednak znowelizować budżetu bez zawieszenia pierwszego progu ustawowego (50% PKB). To nie tylko przejaw osłabiania litery prawa, lecz również dowód na to, że kontrola nad narastaniem długu uległa zakłóceniu.
Czyli, co mamy robić? Może faktycznie, jak proponuje minister Rostowski, w OFE trzeba szukać uzdrowienia finansów. A może problem tkwi w czym innym?
– W sytuacji utraty kontroli nad narastaniem długu publicznego aktywa finansowe zakumulowane w OFE stały się jedynym rezerwuarem, z którego można czerpać, by doraźnie, jednorazowo dług obniżyć. Umorzenie obligacji skarbowych, które zgromadzono w funduszach, to sposób na zmniejszenie długu o ok. 8 pp w relacji do PKB (czyli zejście z powrotem poniżej dwóch pierwszych progów ostrożnościowych). To jest jakieś rozwiązanie, ale sięgnięcie po nie powinno zostać poprzedzone pytaniem do 16 mln członków OFE, czy są gotowi je zaakceptować i na jakich warunkach. Należało otwarcie przyznać, że za cenę zmniejszenia aktywów finansowych zabezpieczających przyszłe emerytury obniżamy dług państwa i poszerzamy możliwości rozwojowe gospodarki. Zamiast tego uruchomiono zupełnie niepotrzebną kampanię zniechęcania do samych OFE i do rynku finansowego w ogóle; to był błąd, który jeszcze może przynieść dalsze, negatywne konsekwencje. Jest też wspomniana kwestia warunków, pod jakimi redukcja aktywów OFE miałaby zostać przeprowadzona. Permanentny, liczony w dziesiątkach miliardów złotych rocznie, deficyt ZUS, wynika z licznych przywilejów emerytalnych wybranych grup społecznych, istnienia KRUS-u, który częściowo spełnia funkcje pomocy socjalnej dla najuboższych mieszkańców wsi, ale w części zapewnia komfortowe warunki bardzo bogatym rolnikom, zdestabilizowania – w wyniku działań rozpoczętych w 2007 r. – systemu rentowego. Jeśli te strukturalne problemy ZUS nie zostaną rozwiązane, to dług – po doraźnym, jednorazowym obniżeniu – zacznie narastać na nowo. O nieuchronności takiego zjawiska boleśnie przekonali się Węgrzy, którzy po zdemontowaniu swojego drugiego filara w systemie emerytalnym obniżyli dług z 81,4% PKB w 2011 r. do 79,2% w 2012 r., a na koniec pierwszego kwartału 2013 r. znaleźli się na poziomie jeszcze wyższym niż wcześniej, bo 82,4% PKB. Po prostu brak prawdziwych reform w systemie fiskalnym sprawił, że dług odrósł tak jak głowa hydry.
Cały wywiad w numerze 11/2013 Eurogospodarki.