Trudno jest przewidzieć, co w danym roku okaże się zyskowną inwestycją. – Zarobić można, np. kupując akcje niewielkiej spółki albo obraz genialnego, a nieodkrytego jeszcze artysty. Są to jednak spekulacje, na których równie łatwo można stracić – mówi Monika Szlosek, dyrektor bankowości detalicznej i inwestycyjnej Deutsche Banku.
Najnowsze badanie Deutsche Banku pokazuje, iż prawie połowa Polaków uważa, że inwestując w nieruchomości, można sporo zyskać. Ta opinia nie zmienia się od czterech lat, chociaż w ostatnich latach nieruchomości staniały. Siłę przyzwyczajenia widać też w ocenie zyskowności innych inwestycji. Złoto, choć w ostatnich trzech latach uległo znacznej przecenie, jest uznawane za korzystną inwestycję przez ponad 7 proc. osób. Podobnie lokata bankowa, której wysokie oprocentowanie sprzed kilku lat, sięgające dwucyfrowych liczb, było ewenementem spowodowanym m.in. reakcją rynków na gigantyczny kryzys finansowy.
Nie zawsze dom przyniesie zyski
– Jednym z największych błędów w ocenie potencjalnego zysku z nieruchomości jest przywiązywanie zbyt dużej wagi do danych historycznych. A to często prowadzi do błędnych decyzji. W taką pułapkę wpadło wielu inwestorów – uważa Szlosek. Rynek nieruchomości jest bardzo zróżnicowany. Trzeba pamiętać, że atut nieruchomości widać dopiero z perspektywy czasu, często kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. – Kupowanie mieszkań z myślą o sprzedaży za kilka lat jest ryzykowne, a dodatkowo wymaga znacznego kapitału – mówi. Jednak, zdaniem analityków, nieruchomości mają zalety w porównaniu z innymi inwestycjami: są funkcjonalne, kupujący mają szansę na własną rękę znaleźć wyjątkowe okazje i w długim terminie powinny zyskać na wartości, szczególnie jeśli znajdują się w ciekawych lokalizacjach.
Inwestować, ale nie wszystko
Na drugiej pozycji najbardziej zyskownych, według Polaków, form pomnażania pieniędzy jest złoto, na które w 2011 roku wskazywało aż 13,4 proc. ankietowanych. Obecnie już tylko 7,2 proc. osób tak uważa. Ten spadek wynika z wahania ceny kruszcu. W 2011 roku uncja kosztowała 1800 dolarów. Wspięła się na ten poziom z nieco ponad 400 dolarów za uncję w 2005 roku. Szczęśliwcy, którzy nabyli złoto 10 lat temu, zarobili aż 450 proc. w ciągu sześciu lat. Niestety, ci, którzy kupili sztabki później, w latach 2011–2012, nie mogą już mówić o takim zysku, bowiem od tego czasu cena złota spadła do 1100 dolarów za uncję. – Złoto jest bardzo specyficzne. Zastosowanie praktyczne metalu jest bardzo ograniczone, a jego wysoka wartość jest spowodowana tym, że wciąż funkcjonuje jako rezerwa w wielu bankach centralnych i postrzegane jest jako alternatywa dla współczesnego pieniądza. Oznacza to, że jego przyszła cena w dużym stopniu zależy od decyzji gospodarczo-politycznych na najwyższym światowym szczeblu. Równie dobrze może poszybować w górę, co w dół. Dlatego można traktować je jako uzupełnienie portfela, swoiste ubezpieczenie na wypadek załamania się światowych walut, jednak inwestowanie w złoto znacznych oszczędności to już bardzo ryzykowna gra – uważa Monika Szlosek.
Fundusze niedocenione
Na trzecim miejscu najbardziej zyskownych inwestycji, zdaniem Polaków, znalazła się giełda – takie deklaracje złożyło 7 proc. ankietowanych. Tyle samo Polaków uważa, że zarobić można także na lokacie bankowej, a 2,6 proc. ankietowanych jest zdania, że obligacje są dobrym sposobem na pomnożenie pieniędzy. – Obligacje są z pewnością jednymi z najbezpieczniejszych produktów inwestycyjnych, ale właśnie dlatego zysk jest mocno ograniczony. Dużo większy potencjalny zysk oferują fundusze, chociaż nie spotkały się z dużym zainteresowaniem – mówi Monika Szlosek. Za najbardziej zyskowne uznało je mniej niż 4 proc. ankietowanych. – To zaskakujący wynik. Można przyjąć różne kryteria składające się na ogólną ocenę zyskowności: potencjalną roczną stopę zwrotu, ryzyko straty, elastyczność wejścia i wyjścia z inwestycji, barierę wejścia, wyniki historyczne, możliwość inwestycji w długim terminie. Z punktu widzenia inwestora indywidualnego fundusze niosą ze sobą potencjał zysku atrakcyjniejszego niż w przypadku produktów depozytowych – mówi Szlosek.