Z jednej strony mocno szokującym jest, że do pokojowej Nagrody Nobla nominowani byli tak wielkiej sławy działacze pokojowi jak Adolf Hitler i Józef Stalin, ale to można zrzucić na karb tzw. chichotu historii i uznać za ciekawostkę. Bardziej niepokoją stosunkowo nowe wyróżnienia i polityka, jaką komitet noblowski obrał w XXI w.
Obserwatorzy z całego świata już od wielu lat twierdzą, że członkowie Akademii są bardzo ostrożni i starają się unikać kontrowersji. Z drugiej jednak strony zdarzają się też zupełnie zaskakujący laureaci. Henry Kissinger i Le Duc Tho za zaprowadzenie pokoju w Wietnamie, gdy wojna jeszcze trwała! Niemalże analogiczna sytuacja z nagrodami dla przywódców Izraela i Palestyny! Nagroda dla Ala Gore’a promującego ekologiczną gałąź biznesu! Największym negatywnym echem wydaje się być Nagroda Nobla dla Baracka Obamy. W świetle jego niedotrzymanych obietnic dotyczących wycofania kontyngentów, dla wielu komitet noblowski stracił wiele ze swego prestiżu. Żartowano, że komitet przyjął założenie, że minimum jeden na dwóch prezydentów USA musi dostać pokojową Nagrodę Nobla, a ponieważ George’owi W. Bushowi wręczyć jej nie było sposobu, został Obama. Najbardziej jednak bulwersowało chyba to, że dostał on Nobla wtedy, kiedy wchodził na urząd. Nawet nie przeprowadził żadnej poważnej zmiany! A uzasadnienie ze zwrotami typu „wysiłki zmierzające do ograniczenia arsenałów nuklearnych” tak naprawdę odnosiły się głównie do przedwyborczych obietnic, a nie do faktycznych rozwiązań.
Ostatnio Nagrodę Nobla dostała pogrążona w kryzysie, trzeszcząca w szwach i desperacko poszukująca rozwiązania Unia Europejska. W tym przypadku wyróżnienie brzmi bardziej jak nagroda pocieszenia, bo ten milion dolarów raczej nie rozwiąże problemu eurostrefy. Owszem, pomimo wielu zarzutów, nie da się Unii Europejskiej zarzucić jednego – utrzymała pokój w Europie, a kiedyś nasz kontynent z pokoju przecież raczej nie słynął.
Czy jednak to jest najlepszy moment, żeby wyróżnić organizację? Nawet komisarze europejscy czy członkowie Parlamentu Europejskiego zdawali się być skrępowani, kiedy pytano ich o Nobla. Trzy lata temu i pięć lat temu zasadność tej nagrody byłaby taka sama, więc czemu nie wtedy? Zresztą wydaje się to dziwne w kontekście nagród dla pokojowych aktywistów. Wielu ekspertów sugeruje, że może być to impuls mający skłonić Europę do wzmocnienia polityki zagranicznej. Faktycznie, w przypadku światowych konfliktów UE zawsze stoi z boku, ewentualnie wysyła kontyngent jako ostatnia i jest to kontyngent medyczny. Nie da się tegorocznej laureatce przypisać zasług w kategorii krzewienia pokoju poza Europą, a i w samej Europie – jak wiemy – ostatnio jakoś wcale spokojnie nie jest.
Nie milkną również echa po skandalu związanym z literacką Nagrodą Nobla dla chińskiego pisarza Mo Yana, który prywatnie jest przyjacielem jednego z członków komitetu, Goerana Malmqvista. Ten ostatni wydał wraz ze swoją żoną książkę w Chinach, a przedmowę napisał właśnie Mo Yan. Inaczej patrzy się też na komentarze krytyków sugerujących, że wielu laureatów to wybór „niekontrowersyjny”, kiedy przyjrzymy się liście osób, które Nobla nie otrzymali, takich jak Kafka, Tołstoj, Czechow, Joyce, Twain czy Proust.
Czyżby właśnie nadeszły czasy kryzysu wielkiej Nagrody Nobla? Tak na dobrą sprawę, kiedy głębiej się zastanowimy, jest to nagroda przyznawana przez jednonarodowe gremium, suma wygranej nie jest na tyle zawrotna, żeby wpłynęła mocno na życie któregoś z wybitnych laureatów i na dodatek nie obejmuje sporej sfery rzeczywistości przez anachroniczny podział na dziedziny, w których nie ma np. matematyki. Tak to już jest, że prestiż buduje się latami, a potem można go stracić przez kilka nieodpowiednich decyzji.
DANIEL WARDZIŃSKI
źródło: Eurogospodarka nr 12/2012