Przypomnę, że sektor obejmuje zarówno tych, którzy hodują i łowią ryby, jak i tych, którzy je przetwarzają oraz naukowców zajmujących się rybactwem. Unijne pieniądze zostały przydzielone na poszczególne osie i są sukcesywnie rozdysponowywane. Pierwsza oś dotyczy potencjału połowowego, w tym modernizacji floty i wypłat rekompensat dla rybaków. Tu wsparcie przekroczyło 100 mln euro i skorzystało z niego ok. 4000 osób, w tym armatorzy rybaccy, kapitanowie statków i inne osoby zatrudnione zgodnie z umową o pracę. Oś druga wspiera hodowlę i chów ryb, włącznie z tzw. rekompensatami wodno-środowiskowymi. Dotyczy to stawów hodowlanych, a pod wodą jest w Polsce ok. 60 tys. ha takich stawów. Ich właściciele skorzystali ze wsparcia kwotą ponad 150 mln euro. Wypłaty z pierwszej i drugiej osi sprawnie realizuje Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, podobnie jak z trzeciej. Ta oś dotyczy działań wspólnych, promocyjnych i naukowych. Na te cele przeznaczono znacznie ponad 212 mln euro. W tej kwocie są przewidziane środki na inwestycje, m.in. na budowę przepławek, które mają udrożnić przepływ ryb na tarło. Natomiast oś czwarta dotyczy finansowania lokalnych grup rybackich, które działają praktycznie w każdym województwie. Są to głównie stowarzyszenia skupiające rybaków, organizacje społeczne i samorządy lokalne. Oś ta ma za zadanie m.in. wspierać pozytywny wizerunek zawodu rybaka, przypominać jego tradycję i zachęcać do niego młodych – nie tylko w regionach nadmorskich. Na tę oś przeznaczono blisko jedną trzecią całej kwoty, tj. ponad 313 mln euro. Te pieniądze są wykorzystywane na podstawie lokalnych strategii rybackich i dysponują nimi urzędy marszałkowskie. Tu mogę pochwalić lokalnych organizatorów, dzięki którym Polska jest liderem w Unii Europejskiej co do liczby lokalnych grup rybackich. Jest ich u nas 48, a w całej UE jest ponad 200. Środki pochodzące z tej osi mają na celu również tworzenie miejsc pracy i uatrakcyjnianie regionu – także pod względem turystycznym oraz promowanie produktów rybackich zarówno świeżych, jak i przetworzonych. Chcemy też promować regiony poprzez ryby. To ostatnie jest bardzo ważne, bowiem polskie społeczeństwo spożywa zbyt mało ryb – statystyczny rodak zjada ok. 13 kg ryb rocznie, a np. Francuz czy Belg ponad 20 kg. Oś piąta tego programu jest osią techniczną, są to środki na obsługę administracyjną całości.
Co się zmienia w nadmorskich miejscowościach rybackich? Jak Unia pomaga rybakom?
– Naszym dużym sukcesem jest utworzenie lokalnych centrów pierwszej sprzedaży, a więc miejsc spotkań rybaków z przetwórcami ryb. Eliminujemy w ten sposób pośredników, którzy odbierali część zysków jednym i drugim oraz podbijali ceny dla konsumentów. Zmodernizowano porty rybackie oraz są budowane i sukcesywnie oddawane do użytku nowoczesne przystanie rybackie: w Kuźnicy, Mechelinkach k. Gdyni, Dębkach czy Mrzeżynie. Dodam, że polskie przetwórstwo ryb to najdynamiczniej rozwijająca się dziedzina gospodarki narodowej. Dzięki inwestycjom uchodzi za najnowocześniejsze w Europie, a pod względem technicznym oraz jakości produkcji jest w pierwszej trójce na świecie. Rocznie przerabiamy ponad 500 tys. t ryb, z czego ok. 150 tys. z zasobów krajowych, a większość to surowiec importowany. W 250 zakładach dopuszczonych do handlu produktami rybnymi na obszarze UE oraz 450 dopuszczonych do sprzedaży bezpośredniej tylko na terenie kraju pracuje ponad 20 tys. osób. Wytwarzają łącznie 0,6% produktu krajowego brutto, a wydajność pracy jest 4 razy wyższa niż w innych branżach przetwórczych. Dlatego rybactwo i przetwórstwo ryb warto wspierać.
rozmawiał HENRYK PIEKUT
Cały wywiad w numerze 12/2012 Eurogospodarki.

