W kwietniu 1951 r. Belgia, Francja, Luksemburg, Niemiecka Republika Federalna i Włochy podpisały traktat paryski, ustanawiając Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, z której po latach powstała Unia Europejska.
Belgia
Poparcie przez Belgię planu Schumanna (i powstania EWWiS) nie było korzystne dla tego państwa, ponieważ problemem stał się natychmiast nierentowny przemysł węglowy. Likwidacja sektora górnictwa węgla kamiennego, uważanego w Belgii przez dziesięciolecia za najistotniejszy element gospodarki i podstawę przemysłu, była ciosem dla tego kraju. Frankojęzyczna Walonia, skupisko kopalń, z miejsca stała się ubogim krewnym Flandrii – niderlandzkojęzycznej, głównie rolniczej. Rozziew między dwiema częściami Belgii trwa, choć mało kto już pamięta, od czego się to zaczęło.
Francja
Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, w czasie gdy we Francji burzliwie rozwijano energetykę jądrową, pojawił się dylemat: co robić z niepotrzebnymi już kopalniami węgla Alzacji, Lotaryngii i Nordu? A przede wszystkim co zrobić w górnikami? Na zlecenie rządu wykonano wówczas analizy, m.in. socjologiczne, z których jasno wynikało, że dwie profesje absolutnie nie poddają się procesem restrukturyzacyjnym i tzw. przebranżowieniu: rybacy dalekomorscy i właśnie górnicy węglowi. Kto urodził się górnikiem, ten pozostanie nim do końca życia.
W związku z powyższym Francuzi uruchomili wieloletni program pomocy finansowej i socjalnej dla eksgórników oraz – co niemniej ważne – dla ich rodzin. Stwierdzono bowiem, że rodziny górnicze cechuje model XIX-wieczny, patriarchalny, w którym żona pozostaje w domu, wychowując (nader często) liczny zastęp dzieci i świadcząc na rzecz rodziny wiele usług: krawieckich, pralniczych, kuchennych i porządkowych, które w innych regionach kraju zaspokajano na zewnątrz gospodarstwa domowego. Wydaje się, że również i u nas na Górnym Śląsku w dużej mierze funkcjonuje podobny model społeczny.
A jest to model wyjątkowo kruchy, oparty na jednej osobie. Owym górniku. Gdy umrze, straci pracę czy zostanie kaleką, cierpi cała rodzina, niemal natychmiast osuwając się na dno drabiny społecznej. Taka rodzina wymaga kosztowej opieki ze strony państwa, z reguły generuje długi, nie stwarza popytu rynkowego, zadowalając się minimalną konsumpcją.
Niemcy
W 2018 r. wygasną państwowe subwencje dla niemieckich kopalni węgla kamiennego – skończą pracę ostatnie trzy kopalnie spółki Deutsche Steinkohle. W 2013 r. górnicy DSK wydobyli ponad 11 mln ton węgla kamiennego, z czego większość trafiła do elektrowni węglowych. W 2018 r. dla 18 tys. górników „kamiennych” nadejdzie ostatnia szychta. Inaczej w kopalniach węgla brunatnego z rzeszą 20 tys. górników. Wydobycie węgla brunatnego nawet wzrosło w 2012 r. do 185 mln ton. I nie maleje!
Co w Niemczech się udało? Wydobycie węgla kamiennego ograniczano stopniowo, dzięki czemu udało się uniknąć najbardziej gwałtownych protestów ze strony górników. Jednocześnie trwał proces likwidacji szkód, np. dawne Zagłębie Saary po likwidacji kopalń przekształcono w region ogród.
USA
Kryzys górnictwa węgla kamiennego nie omija Stanów Zjednoczonych. Od 2003 r. w USA upadło kilkanaście koncernów wydobywczych, a w efekcie niskich cen węgla i jego nadpodaży problemy finansowe nękają większość firm wydobywających ten surowiec. Głównym „wrogiem” węgla kamiennego okazała się się tu obfitość gazu ziemnego z łupków.
Problemem dla operatorów zamykanych kopalni stała się konieczność zabezpieczenia i rekultywacji terenów powydobywczych. To koszt średnio 1,5 mln dolarów na kopalnię. Dodatkowy problem to konieczność świadczeń zdrowotnych dla byłych pracowników.
Bloomberg powołuje się na opinię analityka UBS, którego zdaniem sytuacji amerykańskich kopalni nie poprawi nawet umiarkowany wzrost cen węgla, a płynności wystarczy im jeszcze najwyżej na kilka lat. Według danych rządowych ze stanu Wyoming pochodzi obecnie 20% całego węgla wydobytego w USA, gdy z kopalń w Appalachach, które od lat zajmowały pierwsze miejsce, wyjeżdża go już tylko 17% – podał mining.com.
Przykładem trudnej sytuacji branży górnictwa węglowego w Stanach Zjednoczonych jest firma James River Coal Co, która w 2014 r. dwukrotnie próbowała sprzedać bez skutku swoją kopalnię węgla w Richmond w stanie Virginia. Wcześniej James River wstrzymał pracę kilkunastu innych kopalni. Zadłużenie James River wynosi już ok. 800 mln dolarów i – zdaniem Bloomberga – może to być kolejny producent węgla, który ogłosi bankructwo. Od 2003 r. w Stanach Zjednoczonych upadło już kilkanaście koncernów wydobywczych, a w efekcie niskich cen węgla i jego nadpodaży problemy finansowe nękają większość firm wydobywających ten surowiec.
Wielka Brytania
Powiedzmy jasno: oddłużanie kopalń nie ma sensu. Nikt tego w świecie rozwiniętym nie czyni. Można kopalniom pomóc (głównie łagodnie zejść ze sceny), ale ich się nie oddłuża. Pomoc to wyciągnięcie ręki, oddłużanie to zamazanie odpowiedzialności za długi, to bezkarność, a w efekcie zachęta do ponownego sięgania do cudzej kieszeni.
Oddłużanie to odkładanie agonii, co czyni ją znacznie boleśniejszą. Powoduje zadłużanie się kolejnych ogniw zależnych od losów kopalni, współpracujących przedsiębiorstw, handlu węglem, wreszcie last but not least rodzin górniczych.
Pomoc to co innego. Jej alternatywą jest metoda Margaret Thatcher. Przypomnijmy. W 1979 roku wybory w Wielkiej Brytanii wygrała Partia Konserwatywna z Margaret Thatcher na czele rządu. Dla pani premier jasne było, że największym zagrożeniem dla planowanych reform jest ruch związkowy. Kraj miał w pamięci zwłaszcza strajki górnicze. Codzienne przerwy w dostawie prądu doprowadziły do paraliżu państwa. Doszło nawet do takiej sytuacji, że w Wielkiej Brytanii pracowano jedynie trzy dni w tygodniu, a w cztery pozostałe nie było dostaw energii elektrycznej!
W lutym 1982 r. Izba Gmin przyjęła ustawy ograniczające prawa związków zawodowych. Zakładały one na przykład pozbawienie związków immunitetu chroniącego je przed wytoczeniem procesu za strajk oraz ustalenie odszkodowań za straty poniesione na skutek nielegalnego strajku na poziomie 250 tys. funtów.
Na początku 1984 r. w górnictwie brytyjskim zatrudnionych było 180 tys. osób. Spośród 170 kopalń trzy czwarte przynosiło straty. Wydobycie sięgało 90 mln ton rocznie (w Polsce przez trzy kwartały 2014 r. – 52 mln t). Brytyjski Państwowy Zarząd Kopalń chciał do 1988 r. ograniczyć zatrudnienie w górnictwie o 64 tys. osób, a wydobycie o 25 mln ton. Zwalnianym pracownikom dawał odprawę w wysokości 1 tys. funtów za każdy rok pracy. Związek górników nie przyjął tych planów i domagał się dotacji państwowych i wstrzymania prywatyzacji kopalń.
Strajkujący nie otrzymywali normalnego wynagrodzenia, a jedynie zasiłki wynoszące maksymalnie 30 proc. normalnych uposażeń. Zarząd kopalń łamał opór strajkujących, fundując powracającym do kopalń specjalne premie. W lutym 1985 r. do pracy wróciła połowa górników, a 9 marca protest się zakończył.
W strajku od 12 marca 1984 r. do 9 marca 1985 r. wzięło udział 145 tys. górników. Prace zatrzymano w 130 kopalniach, wydobycie spadło o 75 proc. Aresztowano ok. 12 tys. górników. Prawie 5 tys. z nich stanęło przed sądem, większość została skazana. Ponad 200 osób otrzymało wyroki powyżej jednego roku pozbawienia wolności. Około tysiąca górników zostało w czasie strajku wyrzuconych z pracy pod różnymi pretekstami. W trakcie protestów śmierć poniosło dziewięć osób: cztery podczas pikiet, trzy w biedaszybach, dwie popełniły samobójstwo. Setki osób zostało rannych i aresztowanych. Straty wyniosły 1642 mln funtów. Po strajku nastąpiła reforma sektora węglowego. Pod koniec lat 80. w Wielkiej Brytanii czynne były 73 kopalnie. W latach 90. tylko 16. Zostały one uprzednio sprywatyzowane. I o tym warto dziś w Polsce pamiętać. Jak powiedział Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.– Trzeba skończyć z dotowaniem nierentownych i starych branż, co jest kosztowne dla budżetu, nierozwojowe i powoduje braki w finansowaniu rzeczy istotnych. Mam tu na myśli górnictwo, przywileje służb mundurowych czy te wynikające z odmiennego systemu emerytalno-podatkowego dla rolników.
PS. 4 kopalnie z Kompanii Węglowej mają zostać zlikwidowane: „Sośnica-Makoszowy” w Gliwicach oraz „Pokój” w Rudzie Śląskiej, „Brzeszcze” i „Bobrek-Centrum” z Bytomia. Gliwice już protestują.