Nareszcie polskie towary przestały się kojarzyć z tandetą i niską jakością. I nareszcie nie tylko niska cena gwarantuje im konkurencyjność. Z roku na rok eksportujemy coraz więcej, a „made in Poland” zyskuje na znaczeniu. Według danych NBP w 2015 roku nasze produkty oferowane były praktycznie we wszystkich państwach na świecie (dokładnie na 218 rynkach), a ich wartość wyniosła przeszło 170 mld euro (ok. 740 mld zł). Jesteśmy obecni w niemal wszystkich sektorach gospodarki – od maszyn i urządzeń dla rolnictwa poprzez przemysł odzieżowy aż po wydobycie ropy naftowej czy usługi z branży wysokich technologii. Za granicę nie tylko wysyłamy towary, ale także inwestujemy kapitał na przejęcia tamtejszych firm i budowę polskich przedstawicielstw. Jak policzył GUS, na koniec 2014 roku suma bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) naszych przedsiębiorstw przekroczyła 230 mld zł. Wśród przeszło 60 tys. polskich firm aktywnych za granicą dorobiliśmy się już grupy światowych liderów w swoich dziedzinach oraz przedsiębiorstw, które bez kompleksów mogą z tą czołówką rywalizować. Jeśli wierzyć prognozom Komisji Europejskiej, w kolejnych latach będzie jeszcze lepiej. Tylko w 2016 roku wielkość zagranicznej sprzedaży zwiększy się o ponad 5 proc. Rok później dynamika eksportu ma wzrosnąć do ponad 6 proc. Równie dynamicznie mają rosnąć nakłady z tytułu BIZ.
Mocna odzieżówka
CCC i LPP. Przez większość analityków to właśnie ta para wymieniana jest jako przykład największych sukcesów polskiej przedsiębiorczości ostatnich lat. Obie mają za sobą ponad dekadę intensywnego wzrostu. W tym czasie zdołały zająć miejsca liderów na rynku krajowym oraz wypracować silną pozycję za granicą. Pierwsza z wymienionych – CCC – działa w sumie w 15 państwach, gdzie sprzedaje ponad 25 mln par obuwia rocznie. Poza Polską marka jest szczególnie silna w Czechach, na Węgrzech oraz w Niemczech. W sumie na koniec 2015 roku posiadała za granicą przeszło 220 salonów, które odpowiadały za ponad jedna trzecią wszystkich osiąganych przychodów. Jeszcze lepiej radzi sobie LPP, właściciel takich popularnych marek odzieżowych, jak Reserved czy House. Spółka jest obecna na kilkunastu rynkach zagranicznych. Poza Europą swoje produkty sprzedaje m.in. w Egipcie czy Katarze. Według deklaracji zarządu w najbliższych latach sprzedaż poza Polską ma dostarczać ponad połowę przychodów spółki. Oba przedsiębiorstwa notowane są na warszawskiej giełdzie i wchodzą w skład indeksu największych spółek WIG20. Ich rynkowa wartość to odpowiednio: 5,6 mld zł (CCC) i 9,3 mld zł (LPP). Mimo imponujących rozmiarów i niewątpliwych sukcesów nasze firmy w skali globalnej nadal pełnią jednak jedynie rolę statystów. Światowi potentaci, tacy jak hiszpańska Zara czy amerykańskie Nike, są kilkadziesiąt razy więksi.
Lider rynku srebra
Prawdziwym mistrzem w swojej branży jest natomiast państwowy KGHM. Spółka znana głównie z wydobycia miedzi jest jednocześnie światowym liderem, jeśli chodzi o produkcję srebra. Według danych z 2014 roku łączna produkcja wyniosła ponad 1,25 tys. ton, a nasz koncern nieznacznie wyprzedził pod tym względem brytyjsko-meksykańskie Fresnillo. KGHM jest też autorem największego w historii polskiego przejęcia zagranicznej firmy. W 2012 roku kosztem ponad 9 mld zł zakupił jednego ze swoich największych światowych konkurentów – kanadyjską Quadrę. Obecnie podmiot pod nazwą KGHM International gospodaruje m.in. w Stanach Zjednoczonych, Chile, Kanadzie, a nawet na Grenlandii. KGHM jest także obiektem westchnień polityków. Doskonałe wyniki biznesowe (ponad 27 mld zł zysku osiągnięte od 2010 roku) nie mogły ujść ich uwadze. Jako większościowy właściciel Skarb Państwa pod postacią dywidendy co roku „wysysa” dużą część wypracowanych profitów. Znacznie osłabia potencjał inwestycyjny lubińskiego koncernu. Żeby nie musieć dzielić się zyskiem z pozostałymi akcjonariuszami (państwo posiada niecałe 32 proc. udziału), w 2012 roku rząd uchwalił podatek od wydobycia miedzi i srebra. Ta kwota w całości trafia do budżetu państwa. Tylko w tym roku z tego tytułu KGHM będzie musiał zapłacić ponad 1,5 mld złotych. Sytuacji naszego prymusa nie poprawiają także spadające ceny miedzi (od 2011 roku spadły o ponad 50 proc.). Choć firma nadal znajduje się wśród światowych liderów – warta jest dziś o ponad 40 proc. mniej niż jeszcze 12 miesięcy temu. Jeśli sytuacja na rynku surowców będzie się nadal pogarszać, a państwo nie poluzuje łańcuchów, którymi spętało spółkę, wkrótce jej sytuacja może jednak znacząco się pogorszyć.
Surowcowi giganci
PKN Orlen to pod względem uzyskiwanych przychodów największa spółka w Europie Środkowo-Wschodniej. Wyprzedzamy m.in. węgierski MOL oraz czeską Skodę. W przeciwieństwie do lubińskiego KGHM, płocki koncern wciąż utrzymuje się przy tym na fali wznoszącej. Jest to głównie zasługa krachu na rynku surowców. Z powodu taniejącej ropy naftowej znacznie zwiększyła się bowiem marża handlowa spółki. Dzięki temu w 2015 roku PKN Orlen osiągnął najwyższy w historii zysk netto, wynoszący ponad 2,8 mld zł. Firma obecna jest także za granicą. Niestety, biznes prowadzony poza Polską na razie jest dla Orlenu źródłem licznych niepowodzeń. Kupno rafinerii w litewskich Możejkach czy inwestycje w czeski Unipetrol okazały się niewypałem. W 2014 roku spółka musiała dokonać odpisów ich wartości w kwocie niemal 5,4 mld zł (90 proc. wartości). Dziś zagraniczne przyczółki polskiej grupy warte są zaledwie 0,6 mld zł. Lepiej idzie jej natomiast w Niemczech. Posiada tam przeszło 560 stacji benzynowych. Początkowo prowadziła swój biznes na bazie marek Orlen oraz Star. Wkrótce okazało się jednak, że konserwatywni Niemcy przywiązani są do tej drugiej nazwy (polski koncern przejął prawa do marki Star w 2003 roku). Firma ujednoliciła więc swój wizerunek i dziś posiada już blisko 6 proc. udziałów w niemieckim rynku dystrybucji paliw.
Pod względem wartości rynkowej jeszcze większy od Orlenu jest ko-ejny podmiot z państwowej stajni – PGNiG. Firma związana jest z wydobyciem i dystrybucją surowców (głównie ropy naftowej i gazu ziemnego). W Polsce posiada najwięcej koncesji na poszukiwania i wydobycie. Jest aktywna także za granicą – spółka szukała surowców w Egipcie czy Libii. Dziś obecna jest w Pakistanie i Norwegii. Wielkość szacowanych zasobów, które posiada PGNiG, wynosi ponad 80 mld m3 gazu ziemnego. To ilość, która wystarczyłaby na pokrycie pięcioletniego zapotrzebowania na ten surowiec całej Polski. Posiadane zasoby ropy stanowią natomiast równowartość blisko 12-miesięcznych po-trzeb.
Stado tygrysów
Polska obecność za granicą to nie tylko państwowy kapitał czy przedstawiciele branży odzieżowo-obuwniczej. W gronie tygrysów biznesu warto wymienić także m.in. spółkę Inglot – obecny w 50 krajach podmiot produkujący kosmetyki – czy Mokate dostarczające swoje wyroby (głównie kawę) na ponad 70 rynków zagranicznych. Możemy pochwalić się także cenionymi producentami autobusów (Solaris) czy taboru kolejowego i tramwajów (Pesa). W ostatnich miesiącach najgłośniej było jednak o warszawskim CD Projekt Red i jego topowej produkcji „Wiedźmin 3”. Gra już po 1,5 miesiącu od premiery znalazła ponad 6 mln nabywców – zdecydowaną większość za granicą. Jest to jeden z nielicznych przykładów, kiedy polska firma posiada tak silny wpływ w tworzenie światowej popkultury. Dzięki „Wiedźminowi” spółka CD Projekt Red tylko od kwietnia do czerwca 2015 roku zarobiła na czysto ponad 240 mln zł. Należy jednak zwrócić uwagę, że był to raczej jednorazowy wyskok niż trwały trend. Przed spółką jeszcze daleka droga, zanim pod względem rynkowej wartości zdoła doścignąć inną polską spółkę z branży – Asseco. Wart niemal 5 mld zł podmiot zalicza się do indeksu WIG20. Grupa działa na ponad 50 światowych rynkach i jest największym przedsiębiorstwem informatycznym w naszej części Europy.
Mówiąc o polskich firmach działających w skali globalnej, warto wymienić tu także producentów okien – Drutex, Fakro oraz Oknoplast. Rozpoznawalne za granicą są także Integer (usługi pocztowe), Ursus (producent maszyn i urządzeń rolniczych) czy XTB (broker rynku walutowego).
Czy to na pewno polska firma?
Gdyby spytać przeciętnego konsumenta, z jakich krajów pochodzą firmy Kruger & Matz, Wittchen, Gino Rossi czy Monnari, mało który wskazałby na Polskę. Tymczasem wszystkie wymienione to marki należące do rodzimych przedsiębiorców. Wygląda więc na to, że negatywny stereotyp o polskich produktach nadal funkcjonuje. W raporcie przygotowanym przez BD Center ponad 30 proc. polskich firm wskazało słaby wizerunek Polski jako główną barierę w prowadzeniu zagranicznej ekspansji. Niesłusznie. Szyld o nazwie Polska wart jest coraz więcej. W zestawieniu firmy BrandFinance nasz kraj został ogłoszony 20. najbardziej wartościową marką-państwem na świecie. Pierwsze miejsce na świecie zajęły Stany Zjednoczone, natomiast europejskim liderem są Niemcy. Polscy przedsiębiorcy nie powinni mieć więc kompleksów ani obaw, że produkt sygnowany ha-łem „made in Poland” wywoła złe skojarzenia. Mimo to wciąż wiele firm „farbuje” swoje marki tak, aby stwarzały wrażenie zachodnich.
Biznes łatwo spłoszyć
Obecnie aż 80 proc. aktywności polskich firm ogranicza się wyłącznie do państw Unii Europejskiej. Rząd oraz unijne instytucje starają się pomagać krajowym przedsiębiorcom w dotarciu na inne kontynenty. Odbywa się to m.in. za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego czy izb i agencji handlowych. Z myślą o przedsiębiorcach uruchomiono Portal Promocji Eksportu. Do wzięcia są także fundusze w ramach perspektywy unijnej na latach 2014–2020. Oprócz zastrzyku finansowego na rozpoczęcie działalności eksportowej firmy mogą liczyć także na doradztwo, konsulting czy udział w branżowych targach. W skuteczność tych środków wierzą analitycy Grant Thornton. Ich zdaniem w najbliższych latach polskie firmy w największym stopniu będą zainteresowane działalnością w Ameryce Północnej i Południowej. Do 2020 roku na drugą stronę Atlantyku mają docierać towary warte blisko 50 proc. więcej niż obecnie. Starań rządu wciąż nie odczuwają jednak sami przedsiębiorcy. Brak wsparcia instytucjonalnego i nadmierna biurokracja podawane są jako jedne z największych barier związanych z działalnością zagraniczną. Firmy bardziej boją się jedynie ryzyka kursowego oraz nadmiernej konkurencji.
Przed państwem trudne zadanie, aby to zmienić. Za przestrogę niech służy negocjowana od ponad trzech lat umowa handlowa pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi (ang. TTIP). Choć dokument otworzy przed polskimi firmami największy rynek świata, to jednak nie u wszystkich wzbudza entuzjazm. Oprócz swobodnego przepływu dóbr i usług, prawdopodobnie narzuci na nasz kraj wiele ograniczeń – choćby w kwestii praw autorskich (ACTA). Aby więc nie płoszyć biznesu, przydałaby się większa transparentność w tej sprawie. Tymczasem rozmowy są ściśle tajne. Oficjalnie – w obawie przed kradzieżą informacji przez Rosjan lub Chińczyków. Pytanie tylko, czy taka postawa pozwala zbudować zaufanie przedsiębiorców? W końcu chyba to właśnie o nich tu chodzi?