Dowód? Po roku trzymania pieniędzy na koncie oszczędnościowym Patryk nie zarobił ani grosza. Właśnie z powodu podatku od zysków kapitałowych, potocznie zwanego podatkiem Belki. Choć jego ustawowa wysokość wynosi 19 proc., to w przypadku naszego czytelnika państwo zabrało mu całość zarobionych pieniędzy. Takich przypadków jest więcej, zdarzają się regularnie. Pokazuje to ułomność obowiązującego prawa i uwidacznia skąpstwo ustawodawcy, który zdziera z inwestorów i oszczędzających do ostatniego grosza.
Niska kwota – wysoki podatek
Jeśli odłożymy na koncie oszczędnościowym lub lokacie z dzienną kapitalizacją odsetek kwotę 250 zł, a oferowane oprocentowanie wyniesie 2 proc. rocznie, wówczas załapiemy się na 100-procentową stawkę podatkową. Powodem jest zapis w ustawie mówiący o tym, że podstawa podatku nie może być niższa niż 0,01 zł. W przypadku omawianej kwoty posiadany kapitał każdego dnia powiększa się dokładnie o 1,4 gr. Następnie kwota zaokrąglana jest w dół do pełnych groszy, co w konsekwencji oznacza, że całość otrzymanych odsetek zostanie pobrana z tytułu podatku Belki. Zamiast w ciągu roku zarobić 5 zł, czyli 2 proc. od powierzonej bankowi kwoty, oszczędzający nie dostanie nic. Jeśli zdecydujemy się zwiększyć nasz depozyt i wpłacimy na konto np. 450 zł, wówczas nasze odsetki wzrosną do 2 gr dziennie, z czego 1 gr trafi na rzecz państwa. Efektywna stopa opodatkowania w tym przypadku wyniesie 50 proc. Dopiero przy czterocyfrowych kwotach należny podatek spadnie do swojej ustawowej wysokości.
Problem dotyczy więc jedynie osób oszczędzających niewielkie kwoty. Posiadający większe zaskórniaki takiego kłopotu już nie mają. Czy jednak prawo nie powinno dotyczyć wszystkich w równym stopniu? Przysłowie: „Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”, które ma uczyć ludzi oszczędności, w przypadku tych uboższych zupełnie się nie sprawdza, ponieważ wszystko, co zarobili, jest im zabierane. Rozwiązań tego problemu jest wiele. Rząd – wzorem podatku dochodowego – mógłby wprowadzić niewielką kwotę wolną od podatku. Wówczas drobni ciułacze uniknęliby absurdów skazujących ich na 100-procentową stawkę opodatkowania. Mieliby także dodatkową zachętę do odkładania chociażby niewielkich kwot. Do tego wystarczyłaby tylko odrobina dobrej woli i pomyślunku. Tylko i aż tyle.
Zemsta władzy
Niespodzianki podobne do tej, jaka spotkała Patryka, są pokłosiem zmiany zasad w naliczaniu podatku od zysków kapitałowych. Jeszcze do końca marca 2012 roku podstawa i wysokość opodatkowania ustalana była nie z dokładnością do 1 gr, ale z zaokrągleniem do pełnych złotych. W nielicznych przypadkach pozwalało to na całkowite uniknięcie podatku Belki. Jeśli ktoś zarobił kwotę nie wyższą niż 2,49 zł, wówczas wykazywał jedynie 2 zł zysku. Od tej sumy zobowiązany był odprowadzić 19-proc. podatek, który wynosił 38 gr. Jednak zgodnie z zasadami zaokrąglenia ta wartość zmniejszana była do zera, przez co w rzeczywistości danina nie była płacona.
Rząd początkowo nie przywiązywał zbyt dużej wagi do tej luki. Niemal we wszystkich przypadkach oprocentowanie lokat zapewniało bowiem zyski wyższe niż owe 2,49 zł. Instytucje finansowe szybko zdecydowały się jednak na wykorzystanie furtki, którą dawało im obowiązujące prawo. Wprowadziły do swojej oferty lokaty oraz konta oszczędnościowe z dzienną kapitalizacją odsetek. Odsetki dopisywane były każdego dnia. Każdego dnia powstawał też nowy obowiązek podatkowy, z czego bank w imieniu klientów skrupulatnie się rozliczał. W przypadku tak częstej kapitalizacji naliczone odsetki były jednak bardzo niskie, co po dokonaniu zaokrągleń pozwalało całkowicie uniknąć daniny. W praktyce mechanizm był bardzo skuteczny. Jeśli lokata bądź konto oprocentowane było na np. 3 proc. rocznie, wówczas nawet przy wpłaceniu na nie aż 30 tys. zł, inwestycja zachowywała swój „antybelkowy” charakter. Jeśli inwestor posiadał większy kapitał, wówczas otwierał kilka lokat, pilnując, aby nie przekroczyć granicznej kwoty. Ile dzięki temu zostawało w portfelach Polaków pieniędzy, pokazują dane na temat wysokości podatku Belki odprowadzanego do budżetu państwa. W 2011 roku, czyli jeszcze przed nowelizacją przepisów, podatek od lokat i środków zgromadzonych w funduszach inwestycyjnych wynosił 2,4 mln zł. Rok później oszczędzający musieli oddać fiskusowi już ponad 3 mld złotych. W 2013 roku, czyli pierwszym, kiedy znowelizowane przepisy obowiązywały przez pełne 12 miesięcy, do budżetu państwa wpłynęło niemal 3,3 mld zł. Łatwo obliczyć, że z powodu zaostrzenia przepisów oszczędzający zarobili o ok. 700 mln zł mniej, a tyle zyskał budżet państwa.
Liczy się każdy grosz
Wnikliwy obserwator zapyta, dlaczego rząd zdecydował się usunąć lukę dopiero po 10 latach od wejścia w życie podatku od zysków kapitałowych? Z powodu ogromnej bezwładności legislacyjnej, braku kompetencji ustawodawcy oraz skoncentrowaniu się na drugim źródle dochodów podatkowych, czyli zyskach z inwestycji giełdowych. Wielkość depozytów i lokat bankowych jest mniej więcej stała, natomiast notowania giełdowe – a co za tym idzie zyski inwestorów – zmieniają się dynamicznie. W czasach hossy ich portfele pęcznieją, a wpływy podatkowe szybko rosną. Przykładowo, w 2008 roku wraz z silnym odbiciem na rynkach akcji wpływy z tego tytułu przekroczyły 2,2 mld zł. W kolejnych latach, kiedy zyski były znacznie mniejsze wpływy z podatku Belki spadły w okolice 1 mld zł. Ubiegły, zakończony stratami rok był pod tym względem najsłabszy w obecnej dekadzie. Wraz z malejącymi wpływami z zysków giełdowych rząd znalazł stabilniejsze źródła dochodów. Z tego powodu uszczelnił sposób opodatkowania środków trzymanych w bankach. Nie ma jednak łatwo – te także spadają. Powodem jest spadek stóp procentowych. Dziś znajdują się one na wyjątkowo niskim poziomie, przez co rekordowo małe są także odsetki inwestorów.
Ratunek w IKE
Poza założeniem firmy w jednym z rajów podatkowych obecnie mamy właściwie tylko jeden sposób uniknięcia podatku od zysków kapitałowych. Jest nim założenie indywidualnego konta emerytalnego typu IKE. Dzięki niemu co roku możemy zainwestować określoną kwotę, która nie jest obciążona podatkiem Belki. W 2016 roku maksymalny limit wynosi 12 165 zł. Istnieje jednak jeden haczyk – zdeponowane środki możemy wypłacić dopiero po ukończeniu 60. roku życia. Jeśli zrobimy to szybciej, wówczas będziemy musieli uiścić stosowny podatek. Pośrednim rozwiązaniem jest także kupno jednostek uczestnictwa w tzw. funduszach parasolowych. Korzystając z takiej opcji, podatku co prawda nie unikniemy, ale możemy odroczyć go na kilka lat. Zapłacimy go dopiero w momencie zakończenia inwestycji. Lokaty „antybelkowe”, polisolokaty czy instrumenty strukturyzowane takiej możliwości już nie dają.