Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, ile kosztujesz… Chyba że z raportu OECD „Health at a Glance”. Oczekiwana długość życia od 1970 roku w najbardziej rozwiniętych krajach świata, do których zalicza się też Polska, wzrosła o ponad 10 lat. Na czele rankingu są Japonia i Hiszpania, w których oczekiwana długość życia wynosi odpowiednio 83,4 roku i 83,2 roku.Polska jest pod tym względem średniakiem – długość życia wspólna dla obu płci to 77,1 roku. Podobną wartość tego wskaźnika mają takie kraje, jak: Chile, Czechy, Estonia czy Turcja, ale także USA.
Od wydatków po jałmużnę
To jeden z największych paradoksów – USA są bezwzględnym liderem pod względem wydatków na zdrowie, a amerykański system ochrony zdrowia jest najbogatszy i najbardziej kosztochłonny. Stany Zjednoczone wydają na zdrowie ponad 8,7 tys. dolarów rocznie na osobę. Dla porównania – kolejny kraj, Szwajcaria, wydaje nieco ponad 6,3 tys. dolarów. Średnia OECD to 3,4 tys. dolarów. Polska z 1,5 tys. dolarów zajmuje w gronie OECD jedno z ostatnich miejsc, wyprzedzając jedynie Turcję i Meksyk. Polska, co oczywiste, nie może się porównywać z USA, Szwajcarią czy Norwegią. Ale z Czechami – już tak. A tam nakłady na zdrowie rocznie to ponad 2 tys. dolarów. Również inny ważny wskaźnik ekonomiczny – procent PKB przeznaczany na zdrowie – umieszcza nas pod koniec stawki (36. miejsce wśród 44 krajów). Łącznie, publiczne i prywatne, nakłady na zdrowie wynoszą w krajach OECD średnio 8,9 proc. W Polsce – 6,4 proc., z czego tylko 4,8 proc. to pieniądze publiczne. W Czechach łączne wydatki na zdrowie wynoszą 7,1 proc. PKB, z czego 6 proc. pochodzi z pieniędzy publicznych.
Brak dostępu do lekarza
Te wskaźniki przekładają się wprost na ocenę wydolności systemów zdrowotnych. Tegoroczny raport OECD nie pozostawia dużego pola do interpretacji, bo autorzy piszą wprost: „We wszystkich państwach OECD, z wyjątkiem Grecji, USA i Polski, istnieje powszechny dostęp do służby zdrowia”. Grecja w tym zestawieniu znalazła się głównie przez kryzys finansowy trawiący od kilku lat systemy publiczne w tym kraju.
Amerykański system jest niewydolny
USA od lat są wskazywane przez ekspertów OECD jako antywzór – kraj, w którym na zdrowie wydaje się gigantyczne pieniądze (wręcz nieracjonalnie duże), tyle że korzystać z dobrodziejstw nowoczesnej medycyny mogą tylko niektórzy obywatele. Autorzy raportu piszą wprost: inne kraje nie powinny wzorować się na systemie zdrowotnym USA, bo jest on niewydolny. Duża grupa mieszkańców USA nie jest objęta żadnym ubezpieczeniem i dostęp do świadczeń zdrowotnych ma bardzo ograniczony. Wiele osób musi się zadowolić tylko podstawowym ubezpieczeniem – w związku z tym dostępność do bardziej kosztownych (choć potrzebnych) terapii czy np. leków jest również iluzoryczna. Z innej strony – nie ma społeczeństwa bardziej dotkniętego fatalnymi nawykami zdrowotnymi: brak aktywności fizycznej i zła dieta od lat przekładają się na wzrost odsetka osób dotkniętych chorobami cywilizacyjnymi. Polska – nie ma tu ani dużych pieniędzy, ani olbrzymich nierówności, jak w USA, ani żadnego kataklizmu finansowego, jak w Grecji. Jest system, który od lat nie może zostać uporządkowany i zracjonalizowany.
Leki w Polsce za mało dofinansowane
Najbardziej jest to widoczne na przykładzie wydatków na leki. W przeliczeniu na głowę mieszkańca w Polsce to 326 dolarów rocznie. Średnia OECD to 515 dolarów, a więc – znacząco więcej. Ale gdy wydatki te przeliczymy na procent PKB – osiągamy już średnią OECD. Jednak podczas gdy w krajach OECD państwo dopłaca do leków średnio 57 proc., w Polsce z pieniędzy publicznych pokrywana jest niespełna jedna trzecia wydatków na leki (32 proc.). Resztę pacjenci finansują z własnej kieszeni. Obok Stanów Zjed-noczonych i Kanady jesteśmy w czołówce rankingu krajów z najwyższym współpłaceniem za leki dostępne w obrocie detalicznym. Z raportu wynika, że ponad 30 proc. pacjentów w Polsce ma kłopoty z wykupieniem zapisanych przez lekarza leków. Jeśli Polska nie podejmie kroków, by uporządkować i zmienić system refundacji leków, będzie jeszcze gorzej. Raport OECD zwraca uwagę na globalny problem, jakim są rosnące w zawrotnie szybkim tempie wydatki na leki. W tej chwili co piąty dolar wydawany w krajach OECD na zdrowie przeznaczany jest właśnie na zakup farmaceutyków. Kraje OECD wydają co roku na leki 800 mld dolarów, z czego zdecydowaną większość – na leki dostępne w obrocie detalicznym, przede wszystkim w aptekach. I pod tym względem rekordzistą są Stany Zjednoczone – wydatki per capita przekraczają tysiąc dolarów. Drugie miejsce zajmuje Japonia (752 dolary), ale niewiele mniej wydają Grecy (721 dolarów). Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc (326 dolarów), wyprzedzając jedynie Izrael, Estonię i Danię, (240 dolarów).
Raport podkreśla, że zakupy leków to pozycja w wydatkach na zdrowie, która w największym stopniu jest finansowana ze środków prywatnych (przez polisy zdrowotne lub bezpośrednio z kieszeni pacjenta). – Od dekady prywatne nakłady na leki rosną szybciej niż publiczne – czytamy w raporcie. Średnia wielkość prywatnego współpłacenia dla krajów OECD to 43 proc., z czego większość – 37 proc. – to płatności bezpośrednie. Dla porównania – z prywatnych źródeł finansowanych jest 21 proc. wydatków na opiekę ambulatoryjną i szpitalną (łącznie). W trzech krajach udział prywatnych źródeł finansowania zakupu leków jest szczególnie wysoki: to USA i Kanada, w których większość prywatnych pieniędzy pochodzi z polis ubezpieczeniowych, i Polska, w której ubezpieczenia dodatkowe nie istnieją i w której 68 proc. pieniędzy wydawanych na leki pochodzi z kieszeni pacjentów. Duża część z tej kwoty to pieniądze przeznaczane na leki OTC, czyli dostępne bez recepty. Raport OECD ujawnia jeszcze jedną prawdę, że Polacy wydają rekordowo dużo właśnie na takie medykamenty.
A jak sytuacja wygląda na drugim biegunie? Najmniej procentowo za leki muszą dopłacać z własnej kieszeni mieszkańcy Luksemburga (państwo pokrywa 82 proc., 5 proc. jest finansowane z ubezpieczeń) oraz Holandii (80 proc. finansuje publiczny płatnik). Również w Niemczech pacjenci finansują bezpośrednio z kieszeni mniej niż 20 proc. kosztów zakupu leków. – Systemy opieki zdrowotnej nie radzą sobie ze zmianami demograficznymi, starzeniem się społeczeństw i coraz większą liczbą osób chorujących przewlekle – uważają autorzy raportu, analizując dynamikę wzrostu wydatków na leki, w tym wydatków finansowanych bezpośrednio lub pośrednio z kieszeni pacjentów. Właśnie w tym obszarze najlepiej widać eksplozję kosztów związanych z ochroną zdrowia.
Po pierwsze, dramatycznie zwiększa się konsumpcja leków. W latach 2000–2013 podwoił się zestaw leków zażywanych na nadciśnienie, cukrzycę i depresję. W przypadku leków obniżających cholesterol mamy do czynienia z potrojeniem. Z jednej strony – żyjemy dłużej, więc w sposób naturalny rośnie też liczba osób, które muszą przyjmować leki. Z drugiej strony – zaczynamy je zażywać coraz wcześniej na skutek większego zasięgu chorób cywilizacyjnych. Leki na nadciśnienie, które kiedyś przepisywane były 60-latkom, dziś lekarze często przepisują już pacjentom 20 lat młodszym.
Po drugie, na rynku pojawiają się leki nowych generacji – skuteczniejsze, obciążone mniejszą ilością działań niepożądanych, a więc bezpieczniejsze dla pacjenta, ale równocześnie nieporównywalnie droższe. Wchodzą też całkowicie nowe terapie obejmujące pacjentów, dla których wcześniej leków nie było. Choćby w tej chwili – koncerny farmaceutyczne kończą prace nad lekami dla pacjentów ze SMA czy chorobą Duchenne’a (częścią typów), chorobami genetycz-nymi polegającymi na zaniku mięśni. W tej chwili ludziom nieuleczalnie chorym, bez nadziei na zatrzymanie postępu choroby, leki, które mają pojawić się na rynku w najbliższych latach, właśnie taką nadzieję dadzą. Będą jednak bardzo drogie – roczna terapia może kosztować nawet milion dolarów.
Drożeją też terapie w chorobach znacznie częstszych. Na podstawie danych z USA pokazano w raporcie np. wzrost kosztów miesięcznej terapii onkologicznej w ramach programu Medicare. 10, 15 lat temu terapia miesięczna koszto-wała ok. 5 tys. dolarów. W ciągu dekady – koszt się podwoił. Autorzy raportu podkreślają, że istnieje prawidłowość: wchodzące na rynek terapie lekowe kosztują kilkadziesiąt procent więcej niż te, które już są stosowane.
NA ZDROWIE WYDAJEMY MAŁO, CHOĆ CORAZ WIĘCEJ
OECD przeanalizowała również, jak w ostatnich latach rosły wydatki na zdrowie.
W latach 2005–2009 Polska była jednym z liderów wzrostu nakładów na ten cel (w ujęciu procentowym). Było to spowodowane, po pierwsze, stopniowym wzrostem składki na ubezpieczenie zdrowotne, po drugie, boomem gospodarczym, który sprawiał, że do kasy NFZ płynęło znacznie więcej pieniędzy ze składek. Efekt? Wydatki na ochronę zdrowia wzrosły w tym czasie w naszym kraju o 8,4 proc. Średnia dla krajów OECD w tym czasie to 3,4 proc.
W latach 2009–2013 wzrost nakładów na ochronę zdrowia w Polsce wyniósł tylko 2,3 proc., ale w OECD – zaledwie 0,9 proc. Polska znalazła się w środku stawki w grupie krajów, którym udało się utrzymać wzrost. W tym samym czasie w Grecji obniżyły się nakłady na ochronę zdrowia o ponad 7 proc., poważne spadki odnotowały też: Luksemburg, Irlandia, Portugalia i Hiszpania.