Zeszłoroczne dane dotyczące sprzedaży piw nieprzemysłowych, czyli niezwiązanych z głównym nurtem największych koncernów piwnych, odnotowały 10-proc. wzrost. W 2010 r. oscylował on w okolicach 7%.
Rosnący popyt sprawił też, że na piwną mapę Polski wracają rozlewnie, które w wyniku trudnych czasów zawiesiły swoją działalność. Na przykład browar Gab z Wąsocza koło Częstochowy wrócił do produkcji złocistego trunku po kilku latach przerwy, dzięki przedsiębiorstwu Browar Południe. Firma wprowadziła do sprzedaży zapomnianą przez wielu markę Krakowiak i to w kilku różnych odmianach. W małopolskich (i nie tylko) sklepach można spotkać Krakowiaka w wersji klarownej, miodowej oraz z dodatkiem miodu i soku malinowego. Podobnie sytuacja wygląda z piwem Lwówek, które ostatnio odniosło spektakularny sukces z nową odmianą Lwówek Belg, która czerpie z receptur bardzo charakterystycznych piw belgijskich.
Tego typu zakładów można wyliczyć znacznie więcej, a tendencja zapowiada się na rosnącą. Prognozy wskazują, że liczba małych browarów w najbliższych latach będzie konsekwentnie rosnąć, podobnie jak miało to miejsce w przypadku naszych sąsiadów – Niemców i Czechów.
Wzrost odbywa się kosztem największych firm piwnego biznesu. W 2010 r., kiedy małe browary notowały wyraźny wzrost, sprzedaż piw Kompanii Piwowarskiej, największego gracza przemysłu piwnego, zmalała o 1%. Druga w hierarchii Grupa Żywiec, notowana przez GPW, zaliczyła aż 7-proc. spadek. Cała branża rosła, ale znacznie wolniej niż małe rozlewnie. Nic więc dziwnego, że marketingowi eksperci zatrudniani przez te molochy zaczęli zastanawiać się nad tym, co zrobić, żeby chociaż w pewnym stopniu przejąć konsumentów produktów małych browarów. Stąd też na półkach coraz częściej można spotkać piwa produkowane przez największe marki, ale w zupełnie inny sposób. Łomża wprowadziła serię piw pod hasłem Export, a wśród nich m.in. piwo pszeniczne, miodowe i malinowe. Duże firmy zorientowały się, że Polacy są już mocno znudzeni smakiem piw przemysłowych, które na dobrą sprawę różnią się między sobą niuansami. Stało się jasne, że klienci są zainteresowani piwami krzyżującymi zupełnie nowe smaki, niefiltrowanymi, niepasteryzowanymi, o krótkim terminie ważności, z zupełnie innym aromatem i smakiem. Podobne zachowanie zanotowano w Grupie Żywiec, która w latach 2010-2011 wprowadziła na rynek blisko dwadzieścia nowych pozycji z niepasteryzowanymi odmianami swoich marek Królewskie, Specjal i Leżajsk.
Wzrost sprzedaży piw z małych browarów zainteresował też psychologów społecznych, którzy sygnalizują, że trzeba cieszyć się, że w Polsce wreszcie wzrasta kultura picia i że dla młodych ludzi coraz większe znaczenie ma jakość, a nie ilość alkoholu.
LEON MEDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 6/2012 Eurogospodarki.