Odwrócenie tendencji jest tym bardziej uderzające, że jeszcze do niedawna rynek amerykański był jednym z największych importerów gazu. Gazochłonne przedsięwzięcia przemysłu, szczególnie chemicznego, spowodowały, że USA musiały szukać przyjaciół w krajach, które dalekie były od oczekiwań, jakie surowce energetyczne sprawiały, że Kuwejt, Arabia Saudyjska czy Irak były dla administracji kolejnych prezydentów miejscami o ponadprzeciętnym, a wręcz kluczowym, znaczeniu.
Rewolucja LNG, jak mówi się o technice szczelinowania w wydobywaniu gazu łupkowego, już na dzień dzisiejszy przynosi rewolucyjne zmiany dla rynku surowców, a można być pewnym, że to dopiero początek. Styczniowe uchwały stały się gruntem, dzięki któremu w Stanach wśród najpopularniejszych i najbardziej przyszłościowych inwestycji znajdują się terminale eksportowe, w wielu przypadkach rekonstruowane w dokładnie tych samych miejscach, w których jeszcze do niedawna odbierano LNG z importu.
Pierwszym krajem, który będzie odbierał gaz eksportowany przez USA, stanie się Japonia. Terminal Freeport, zbudowany przez firmę Conoco-Phillips w regionie Zatoki Meksykańskiej, w lecie będzie transportował gaz na wschód. Znaleziono też wstępne porozumienie z jedną z firm córek BP, która chce zająć się eksportowaniem gazu do Wielkiej Brytanii. Wiele krajów europejskich i azjatyckich będzie wkrótce dopisywać się do listy zainteresowanych. Raczej w przeciągu tygodni niż miesięcy.
LEON MEDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 7/2013 Eurogospodarki.