Będąc obserwatorem tego procesu, a jednocześnie doświadczając jako mieszkaniec na własnej skórze procedury owej rewolucji śmieciowej, można odnieść wrażenie, że pomimo dwóch lat, jakie ustawodawca przewidział na implementację, samorządy nie zdały tego egzaminu celująco. Szczególnie zaskakujący jest fakt, że zarówno administracja rządowa, jak i samorządowa dysponują olbrzymim zapleczem, dla którego przygotowanie do nowego ładu nie powinno być problemem. Rzeczywistość jednak okazała się mniej kolorowa. Cieniem na tym procesie kładą się przykłady samorządów, które wprowadzenie nowego systemu odłożyły aż do 2014 r. Trudno jednoznacznie postawić diagnozę tego zjawiska, bo stwierdzenie o niekompetencji włodarzy nie wyjaśnia wszystkiego i, oprócz niewątpliwej niesprawiedliwości tego stwierdzenia, jest dużym uproszczeniem problemu.
Wprowadzenie nowelizacji ustawy zniosło dominację firm przewozowych, stwarzając jednocześnie sytuację, którą można nazwać monopolem gminnym. Teraz to gmina ma własność odpadów i w drodze przetargów (choć jak praktyka pokazuje nie zawsze) wybiera firmy, które świadczą dla niej usługi transportowe. Rewolucja dokonała się również w obiegu finansowym systemu. Do tej pory wytwórca odpadów, czyli mieszkaniec, rozliczał się bezpośrednio z przewoźnikiem. Obecnie gmina stała się pośrednikiem w obiegu pieniądza. Powstał w pewnym sensie nowy podatek, który mieszkańcy uiszczają gminie, a ta z kolei kontraktuje i opłaca dalsze usługi.
Skuteczność i zasadność ekonomiczna tego systemu jest kolejnym punktem spornym czy raczej problematycznym. Wprowadzając ustawę, gminy przystąpiły do uchwalania stawek obciążających mieszkańców, nie znając jeszcze realnych kosztów funkcjonowania systemu, gdyż nie rozstrzygnięto w owym czasie przetargów na wywóz odpadów. Zarówno sam sposób stanowienia, jak i ich wysokość budziły wiele emocji i sprzeciwów. Niejednokrotnie ceny za odpady rosły wielokrotnie w stosunku do wcześniejszych opłat, choć były i takie sytuacje, gdy mieszkańcy zaczynali płacić mniej.
Osobnymi problemami stały się: zapewnienie jakości usług, regularność odbioru, terminy niejednokrotnie absurdalnie wydłużone czy dostępność pojemników i worków do gromadzenia odpadów. Nad niektórymi miastami zawisło widmo tzw. syndromu neapolitańskiego – gór śmieci nieodbieranych z posesji.
Nowa ustawa, oprócz obowiązków dla gminy, to również nowe obowiązki dla mieszkańców, którym rewolucja śmieciowa, bardziej niż urzędnikom, dała się we znaki. W tym kontekście na pierwszy plan wysuwają się nowe (choć nie wszędzie) obowiązki selektywnego gospodarowania odpadami.
Pozostaje mieć nadzieję, że nowa perspektywa funduszu spójności na l. 2014-2020 będzie uwzględniać niedostatki systemu gospodarki odpadami i znajdą się mechanizmy wsparcia finansowego realizacji inwestycji o najwyższych standardach w gospodarce odpadami, a dzięki już podejmowanym działaniom i perspektywom dalszych inwestycji Polska uniknie dotkliwych kar za brak wdrożenia dyrektywy odpadowej.
TOMASZ NOWICKI
Cały artykuł w numerze 10/2013 Eurogospodarki.