Jeżeli nie jestem suwerenny technologicznie, to nie jestem wolny i nie jestem bezpieczny – mówi Krzysztof Dyki, prezes ComCERT. Tymczasem 92 proc. danych państw zachodnich jest przechowywanych i przetwarzanych w USA, a wśród 20 najpotężniejszych „big techów” nie ma żadnej firmy z Europy.
Scentralizowany świat globalnego internetu, zdominowany przez wielkie firmy technologiczne, wymaga dyskusji o roli państw i pojęciu suwerenności. Na pytania, czym jest suwerenność cyfrowa czy szerzej suwerenność technologiczna i jak ją budować, odpowiadali eksperci i politycy w trakcie konferencji „Suwerenność cyfrowa – utopia czy realna szansa”, zorganizowanej 25 stycznia przez Ośrodek dialogu i analiz THINKTANK w Centrum Prasowym PAP.
Eksperci przyznają, że monitorowanie GAFA (Google, Apple, Facebook, Amazon) jest niewykonalne. Facebook może np. zablokować konto legalnie działającej partii politycznej, a Twitter profil byłego prezydenta.
„Największym wyzwaniem i swoistą kwadraturą koła jest to, że o ile systemy prawne, kraje, nawet organizacje gdzieś mają granice, to technologia już tych granic nie ma. I jak regulować technologię z tej perspektywy?” – zastanawiał się prof. dr hab. Maciej Rogalski, dr hab. nauk prawnych, profesor w Uczelni Łazarskiego w Warszawie.
Świat cyfrowy to obszar infrastruktury i usług, których jesteśmy konsumentami. Zdaniem uczestników debaty suwerenność cyfrowa i bezpieczeństwo informacji odnosi się do trzech obszarów: infrastruktury, urządzeń końcowych użytkowników oraz dostawców oprogramowania – głównie globalnych korporacji technologicznych. W każdym z tych obszarów ważna jest możliwość wyboru, by nie tworzyć monopolu ograniczającego możliwości rozwoju.
„Suwerenność fizyczną możemy tworzyć, regulować dekretami, ale oprogramowanie, na którym umownie to wszystko >>jeździ<<, tworzą jednak firmy globalne. Widać to było na starcie pandemii, gdy pojawiły się aplikacje na smartfony do śledzenia kontaktów społecznych. Po pierwszych eksperymentach rządy musiały szybko pójść do Google i Apple z prośbą o standard technologiczny” – powiedziała Katarzyna Szymielewicz, prezes Fundacji Panoptykon.
Przyznała, że monitorowanie globalnych graczy jak GAFA jest niewykonalne – chyba że przez nich samych, bo tylko oni mają do tego algorytmy. Dlatego nie da się zbudować niczego bez ich udziału.
„Państwo nie może sobie wyobrazić, ani tym bardziej zrealizować, własnej przestrzeni cyfrowej, gdyż jest to utopia, ale może negocjować wartości ważne dla siebie, takie jak sfera wolności, bezpieczeństwa, ochrony konsumenta. Zabezpieczać ważne dla demokracji fundamenty, jak debata publiczna czy media” – podkreśliła.
Ekspertom wtórują politycy.
„Rolą państwa jest dbanie o swoje interesy. Jeżeli nie jesteśmy w stanie wyprodukować sami wszystkiego, to przynajmniej powinniśmy zaopatrywać się u różnych dostawców” – zaznaczył Krzysztof Bosak, współzałożyciel i jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość, poseł na Sejm V i IX kadencji.
Jego zdaniem dla budowania suwerenności kluczowe jest po pierwsze zapobieganie centralizacji, czyli kontrolowaniu głównych węzłów infrastruktury przez jednego czy dwóch biznesowych graczy. Po drugie – nieuzależnianie się od żadnego gracza, a po trzecie wspieranie interoperacyjności, a nie izolowanych, zamkniętych systemów.
„Ważną kwestią jest również posiadanie zdolności, iż w krytycznych momentach (jak konstytucyjne stany wyjątkowe) można utrzymać działanie infrastruktury obsługującej ruch sieciowy lub też, jeżeli taka jest racja stanu lub wynika to w danym momencie, wyłączyć ją” – uważa Krzysztof Bosak.
W opinii Krzysztofa Dyki, prezesa ComCERT wolność w informatyce oznacza swobodę wyboru technologii i produktów, wykorzystywanych w zakresie projektowania, wdrażania, konfigurowania systemów, a później swobodę wyboru w zakresie tworzenia usług, które działają na określonej infrastrukturze.
„Nie mogę być związany, zależny od kogokolwiek. Jeżeli korzystam z chmury nienależącej do mojego kraju, to w dowolnym momencie ktoś może pstryknąć i wyłączyć wszystkie moje usługi. Jeżeli reprezentuję państwo, to chmura powinna znajdować się w jego granicach” – wyjaśnił.
Krzysztof Gawkowski, przewodniczący klubu parlamentarnego Lewicy wskazał, że 92 proc. danych państw zachodnich jest przechowywanych i przetwarzanych w USA, a w rankingu 20 najpotężniejszych marek technologicznych na świecie nie ma żadnej firmy z Europy.
„Wiele państw europejskich, szczególnie tych najbardziej rozwiniętych cyfrowo jak Estonia, Niemcy czy Finlandia, zwraca uwagę, że suwerenność cyfrowa w Europie musi być wzmocniona. Możliwości technologiczne Europy muszą być bardziej wykorzystywane” – stwierdził.
W opinii Mariusza Busiło, prawnika w Kancelarii Bącal, Busiło sp. k. suwerenność technologiczna została postawiona w dualizmie konfliktu między państwami, które chcą uregulować duże korporacje, a dużymi korporacjami, które nie chcą być regulowane. W rezultacie państwa zrzekają się suwerenności na rzecz organizacji międzynarodowych jak Unia Europejska, czy powołując organizacje jak Światowa Organizacja Handlu (WTO).
„Najbardziej suwerennym technologicznie obecnie państwem są Chiny” – zauważył.
Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland wskazał, że odchodzenie od globalizacji, przenoszenie produkcji do własnego kraju, dublowanie fabryk, będzie podbijać ceny, a odpowiedzią na zagrożenia w postaci np. odcięcia gospodarczego od pewnych produktów czy usług jest poszukiwanie międzynarodowej współpracy w ramach np. UE oraz standaryzacja.
„Suwerenność powinna być pojmowana nie na poziomie narodowym, czyli wykluczenia usługodawców amerykańskich czy teraz chińskich, ale poprzez standaryzację, czyli budowanie pewnych interfejsów po to, żeby łatwo było zmieniać dostawców w przyszłości” – stwierdził.
Konferencję można obejrzeć w całości pod linkiem.
Źródło informacji: PAP MediaRoom. Zdjęcie ilustracyjne – fot. Shutterstok.