Samorządy na kredyt

Dla przykładu: niewielkie Olecko na Mazurach chce wyemitować dwa tys. obligacji po 1 tys. zł każda, czyli za dwa mln zł – by mieć wkład własny przy budowie hali widowiskowo-sportowej, współfinansowanej w dużej mierze z funduszy unijnych. Z kolei 30-tysięczny powiat olecki emituje obligacje na 6,85 mln zł, by spłacić wcześniejsze kredyty i pożyczki. Wykup obligacji rozpocznie się za sześć lat, a skończy w 2021 r. Ale to będzie już zmartwieniem innych radnych.
Pod młotek nie pójdą
Samorząd Suwałk obligacji na razie nie emituje, ale zapożycza się w bankach. Prezydent miasta Józef Gajewski wciąż uspokaja, że nie grozi sytuacja z czasów przedwojennego, socjalistycznego włodarza miasta Wawrzyńca Gałaja, gdy miasto znalazło się na skraju bankructwa. – Do Ratusza nie przyjdzie komornik i nie zabierze ostatniego krzesła – mówi.
Faktem jednak jest, że w tym roku podatki płyną mniejszym strumieniem, niż miało to miejsce rok wcześniej. Przy 290 mln zł dochodów zadłużenie miasta może wynieść na koniec roku 106 mln zł, co będzie stanowić 35,7 proc. planowanych na ten rok dochodów budżetowych. Daleko zatem jeszcze do ustawowej granicy 60 proc., której nie wolno miastu przekraczać.
Na razie oko cieszą inwestycje współfinansowane z funduszy unijnych, takie jak: dwupasmowa przelotowa ulica Reja, aquapark, modernizacja Muzeum Okręgowego, OSiR czy kilkanaście milionów złotych z funduszu ochrony środowiska oraz unijnego programu Infrastruktura i Środowisko na budowę: 3,5 km sieci kanalizacyjnej, 7,8 km sieci wodociągowej oraz modernizację oczyszczalni ścieków. Aby jednak utrzymać obecne tempo inwestycji wspieranych unijnym groszem, w ciągu najbliższych trzech lat miasto musi znaleźć 100 mln zł z własnych funduszy. A z tym może być kłopot.
Uciekające podatki
Spowolnienie gospodarcze powoduje, że do samorządowych kas też wpływa mniej pieniędzy z podatków PIT i CIT. W 2009 r. wpływy do kas gminnych z tytułu podatku PIT były mniejsze o 10 proc., a CIT – o 9 proc. W 2010 r. te tendencje będą nadal się umacniać, mimo zapowiedzi części ekonomistów, że Polska powoli wychodzi z kryzysu.
Tymczasem w 2010 r. znacznie spadną wpływy z dwóch ważnych podatków wiejskich: rolnego (aż o 40 proc.) oraz leśnego. Przychody z tego pierwszego są obecnie niewielkie, ponieważ wylicza się go na podstawie ceny żyta, która w zeszłym roku była bardzo niska. Taniało też drewno, co z kolei negatywnie odbije się na budżetach wielu gmin puszczańskich, zwłaszcza w północno- wschodnim regionie kraju, oraz na południu (np. w Bieszczadach). Nie jest też dla samorządów zachęcający budżet państwa na rok 2010. Oprotestowali go już m.in. radni sejmiku podlaskiego. Nic dziwnego, skoro np. Wojewódzki Zarząd Melioracji ma otrzymać aż o 50 proc. mniej pieniędzy, a ośrodek doradztwa rolniczego będzie miał zmniejszony budżet o 23 proc.
Radni przegłosowali zatem stanowisko, w którym zwracają uwagę rządowi, by koszty łatania dziury rozdzielić w miarę równomiernie, bo obecnie silniejsze województwa są traktowane łaskawiej.
Satelita za meldunek
Mają one i inny problem podatkowy. Wielu przedsiębiorców i ludzi majętnych buduje się na obrzeżach i płaci podatki wójtowi, a nie prezydentowi. Radni z Warszawy chcą nawet uchwalić specjalną ulgową „kartę podatnika” dla obywateli stałych duszą i zameldowaniem.
Śladem Warszawy w pozyskiwaniu nowych obywateli i podatków postanowiono iść m.in. w powiecie olsztyńskim. Rozpoczyna się tu akcja „Jestem lokalnym patriotą, płacę podatki tam, gdzie mieszkam”. Urzędnicy mają przekonywać nowych właścicieli domów i rezydencji w powiecie, że aby im żyło się lepiej, niezbędne są inwestycje, m.in. w drogi, chodniki, wodociągi, sieć szerokopasmową internetową i inne osiągnięcia współczesnej cywilizacji. Jeżeli jednak nadal będą obywatelami np. Olsztyna czy nawet Warszawy, to nie mają co marzyć o dogodnych warunkach życia. Wpływy finansowe bowiem się kurczą.
Samorządowcy będą zachęcać nie tylko słowem, ale i przez kieszeń. Radni powiatowi dali 50 proc. ulgi takim osobom przy przerejestrowaniu samochodów czy wydaniu nowego prawa jazdy. O ulgach myślą wszyscy. Wójt gminy Dywity postanowił, że raz w miesiącu wśród nowo zameldowanych będą losowane trzy satelitarne mapy nawigacyjne gminy, którą opracował miejscowy informatyk. Z kolei dziesięciotysięczny mieszkaniec gminy (do tej liczby brakuje już niewielu „dusz”) otrzyma w nagrodę najnowocześniejszy telewizor plazmowy. Dochody powiatu olsztyńskiego, gdyby posiadacze domów wybudowanych na tym terenie byli w nich zameldowani, wzrosłyby aż o 20 proc.
Jak wiadomo, każdy kij ma dwa końce. W tym przypadku co dobre dla wsi, jest złe dla miasta. Miejskie dochody skurczą się o sporą kwotę. Na wsi nie budują domów biedni obywatele miast. Często prowadzą działalność gospodarczą. Wystarczy mieć w gminie kilku, kilkunastu bogatych biznesmenów, by budżet gminy wzbogacić nawet o kilka milionów złotych.
Najtrudniej jest tym gminom, w których doszło do upadłości znaczących zakładów, jak np. w kilkunastotysięcznych Łapach na Podlasiu. W 2008 r. realizując decyzje Unii o ograniczeniu produkcji cukru, zamknięto tu cukrownię, a w 2009 r. upadłość ogłosiły zakłady Naprawy Taboru Kolejowego. Upadły, bo potentat – PKP Cargo – też przeżywający trudności, przestał zlecać naprawy. Remontuje sam. Efekt jest taki, że ponad tysiąc ludzi straciło pracę, a miastu zabraknie w tym roku 4 mln zł na realizację podstawowych zadań. Tymczasem Cargo podpisało niedawno umowę z Chińczykami o utworzeniu spółki w Szczecinie. Z Azji przypłyną wagony do polskiego portu i tu będą tylko składane. W specjalnym liście do premiera Donalda Tuska burmistrz Łap pyta zatem: „jaka to ma być logika, czy nie lepiej produkować lub składać wagony w Łapach właśnie, skoro w niedalekiej przyszłości to przez Polskę Wschodnią będą biec szybkie koleje z i do Azji?”.
Rząd nie dołoży, ale skojarzy
Już w czerwcu 2009 r. samorządy alarmowały rząd, że może im zabraknąć kilka miliardów złotych, co spowoduje wstrzymanie wielu inwestycji, w tym budowy dróg, zabraknie pieniędzy nawet na wydatki związane z samym funkcjonowaniem urzędów.
Marszałkowie ściany wschodniej wiosną 2009 r. skierowali wniosek do rządu, by obecny 14-procentowy udział w podatku CIT zmienić w udział w podatku VAT, bo ten w obecnej sytuacji finansowej kraju jest pewniejszy. Rząd na to nie wyraził zgody i w zamian zachęca samorządowców do szerszego korzystania z programu partnerstwa publiczno-prywatnego. I nie chodzi tylko o inwestycje drogowe czy inną infrastrukturę, ale np. o wyłanianie w drodze przetargu zarządzających obiektami rekreacyjno-sportowymi i powierzanie im prowadzenia szkół, przedszkoli, szpitali itp.
Zdaniem Ministerstwa Gospodarki jest miejsce w tym programie i dla dużych, i dla małych miast. Małe gminy mogą powierzyć biznesowi budowę przedszkoli, wodociągów, kanalizacji i oddać je w zarządzanie prywatnym firmom, co przyniesie gminom oszczędności. Resort będzie kojarzył samorządy, które przystąpią do programu, z zagranicznymi bankami i firmami.
Samorządy mają jednak obawy. Liczne w ostatnich latach spektakularne akcje różnych organów ścigania nie są budujące. Cóż z tego, że np. członkowie byłego zarządu Olsztyna, którzy przed laty weszli w taki układ z biznesem, po ośmiu latach procesów sądowych zostali uniewinnieni, skoro przegrali politycznie. Przed sądem postawiono burmistrza Siemiatycz za to, że ponoć za tanio sprzedał tereny inwestycyjne, których wcześniej nikt nie chciał brać nawet za darmo. Nawet wicepremier Waldemar Pawlak zauważył, że urzędnicy boją się podejmować decyzje. Za złą mogą bowiem odpowiadać nawet karnie. Za uchylenie się od podjęcia decyzji co najwyżej nie otrzymają nagrody.
Wiele potrzebnych inwestycji, na które nie można otrzymać unijnego wsparcia ani znaleźć bogatego sponsora, pewnie długo nie doczeka się realizacji. Trudno uwierzyć, ale w Suwałkach jest aż 40 km dróg (ulic) gruntowych w osiedlach domków jednorodzinnych. Aby położyć tam asfalt i uzbroić w media
techniczne, trzeba wydać 70 mln zł.
Jak wyliczyli stołeczni urzędnicy, blisko pół mln ludzi korzysta codziennie z warszawskiej infrastruktury (jeździ tramwajami, autobusami, metrem, chodzi do kin, teatrów), ale podatki płaci włodarzom podwarszawskich gmin. Gdyby płacili stołecznej kasie, wzbogaciłaby się ona aż o 1 mld zł rocznie.
JAN WYGANOWSKI
źródło: Eurogospodarka 3/2010
 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Udostępnij wpis:

Zapisz się na Newsletter

Bądź na bieżąco ze wszystkimi artykułami, tematami i wydarzeniami.

PROJEKT CHARYTATYWNY GLORIA VICTISspot_img

Popularne

Podobne
Podobne

Wpływ konfliktu na ukraińskie płace

Od stycznia br. siła nabywcza ukraińskich pensji spadła średnio...

„Chcę wyjechać na wieś…”

Po raz kolejny zmalała liczba ludności kraju – tym...

Chiny wyprzedziły USA!

Jak stwierdzono w raporcie MFW, opublikowanym 7 października br.,...

Fundusz Senioralny

Pieniądze można dostać z Gdańskiego Funduszu Senioralnego przeznaczonego dla...