Nawet kilkanaście milionów osób na świecie kupuje kompulsywnie. Nierzadko popada przez to w długi i kłopoty. W Polsce też rośnie liczba zakupoholików. Są nimi zarówno panie, jak i panowie, głównie po trzydziestce. Nie żałują sobie na nic, a w kupowaniu widzą sens swojego życia, źródło radości, sposób na odreagowanie. Kiedy kończy się miłość do zakupów, a zaczyna uzależnienie?
– Każdy nałóg zaczyna się tam, gdzie kończy się kontrola. Zanim jednak zakupoholik zda sobie sprawę z tego, że ma kłopot, mija sporo czasu. Działa taki sam mechanizm jak w uzależnieniu od seksu, alkoholu czy hazardu. Zaczyna się niewinnie. Człowiek chce poprawić sobie humor, odreagować po pracy, po trudnych rozmowach, wydarzeniach, po ciężkim dniu, po niepowodzeniach. I szuka odskoczni. Jedni sięgają po lampkę wina, inni idą na zakupy. I z czasem uzależniają się od emocji, które temu towarzyszą. Kupione rzeczy poprawiają nastrój, działają jak pocieszacz, mile łechtając ego. Kupienie nowej rzeczy sprawia przyjemność, ponieważ aktywizuje ośrodek nagrody w mózgu. A to działa uzależniająco. By to uczucie podtrzymać, zakupoholik znów musi coś sobie kupić i koło się zamyka. Jak powiedział mi jeden z uzależnionych, trzydziestoparoletni biznesmen: „Kolejny zegarek już mnie nie cieszył jak ten pierwszy. Dlatego szedłem do sklepu i kupowałem kolejny, nowszy, modniejszy, droższy. I tak zamykało się błędne koło”. Zakupy stają się problemem, kiedy człowiek szuka coraz to nowszych wymówek, żeby uzasadnić kupowanie. Obiecuje sobie lub innym, że nie wejdzie do sklepu, a jednak znowu to robi. Okłamuje siebie i innych, że to, co kupuje, jest mu potrzebne, ukrywa zakupione przedmioty lub powiększa debet na koncie. Jedna z uzależnionych pań powiedziała, że nie patrzyła na konto i nie sprawdzała wydatków, bo sama przed sobą nie chciała się przyznawać, ile wydała pieniędzy. Wolała nie patrzeć na ujemny stan konta, tylko kupować i myśleć, że stać ją na następne ciuchy. Osoby uzależnione oszukują też swoich najbliższych, np.: chowają kupione rzeczy, nie mówią, na co wydały pensję, wybierając pieniądze z konta, kłamią, że muszą je pożyczyć przyjaciółce. Z czasem mechanizm zaprzeczania i okłamywania coraz bardziej oplata zakupoholików. Jeden z menedżerów, który wydawał spore sumy na kolejne aparaty komórkowe, opowiadał: „Zachowywałem się jak alkoholik chowający butelkę. Poprzedni telefon chowałem po zakamarkach domowych, a żonie mówiłem, że go zgubiłem, i kupowałem kolejny”.
Czytałam, że zakupów nie robimy dla siebie, a dla innych. To prawda?
– Zakupoholizm to zmora naszych czasów. Pułapki zakupoholizmu czyhają na nas nie tylko w sklepach, ale też w Internecie. Ludzie poprzez nabywane dobra identyfikują się, określają. Wielu się wydaje, że jeśli mają więcej, są kimś lepszym, ważniejszym, lepiej postrzeganym w pracy, wśród przyjaciół. Wmawia się nam, że posiadanie jest manifestacją statusu. Presja społeczeństwa jest tak silna, że zakupoholika może zaprowadzić na finansowe dno, bo wciąż będzie kupował więcej i więcej.
Kim jest zakupoholik? Jakie cechy charakteru można mu przypisać i jakie okoliczności sprawiają, że się uzależnia?
– Niektórzy nie potrafią znieść tego, że jest im źle, i zrobią wszystko, by to zmienić. Zamiast zmierzyć się ze swoim problemem, szukają zastępczych czynności i wpadają w nałogi. Z mojego doświadczenia wynika, że zakupoholikami stają się osoby, które się nagle dorobiły i zaczęły korzystać z tych pieniędzy, ale są też tacy, którzy wcale dużo nie zarabiają. Zamożność na pewno sprzyja wydawaniu. U takich osób później przychodzi opamiętanie, bo na co dzień nie liczą się z pieniędzmi. W zamożnych środowiskach często rozmawia się o pieniądzach, o wydawaniu. Te osoby chętnie się porównują z innymi, definiują się przez to, co mają. W sidła kompulsywnego kupowania wpadają głównie osoby w wieku 30–40 lat, głównie panie, chociaż problem coraz częściej dotyczy również mężczyzn. Z tym że oni kupują głównie drogie gadżety elektroniczne i zwykle sobie i rodzinie tłumaczą, że są to przedmioty niezbędne. Zazwyczaj używają też argumentu, że skoro zarabiają i ich na to stać, to dlaczego mieliby nie kupić kolejnych głośników czy zegarka. Panie zazwyczaj kupują ubrania, kosmetyki, biżuterię. Jednak w zakupoholizmie nie chodzi o przedmioty, ale o emocje, które wyzwalają. Człowiek jest szczęśliwy w momencie kupowania, cieszy się, że będzie mógł się pochwalić np. nową sukienką. Jednak uczucie radości szybko mija, zdarza się, że pojawia się poczucie winy, że kupiliśmy kolejną rzecz, że za dużo wydaliśmy. I zakupoholik zaczyna z tym czuć się źle, idzie zatem po kolejne zakupy, by poprawić sobie nastrój i zagłuszyć wyrzuty sumienia.
W którym momencie dociera do niego, że ma problem?
– Te osoby nie zdają sobie sprawy z tego, że mają za dużo, że zaczynają tonąć i brakuje im np. szafy, żeby pomieścić ubrania. Często nawet nie mają czasu, by rozpakować kupione rzeczy i wcale tego nie dostrzegają. Uwagę na to zwracają im rodzina i przyjaciele. Jednak oni bagatelizują problem. Zwykle pierwszy wstrząs przychodzi, gdy do drzwi puka komornik. Chociaż nawet wtedy nie dociera do wszystkich, że są w trudnej sytuacji finansowej. Nie rezygnują od razu z następnych zakupów. Biorą pożyczki, kredyty, zaciągają długi u znajomych. Każdy uzależniony człowiek potrafi sobie świetnie wytłumaczyć, zracjonalizować swój problem. Nie będzie zatem szukać pomocy, tylko znajdzie wytłumaczenie, że np. następnym razem już nie dopuści do tego, że zabraknie mu pieniędzy w połowie miesiąca. Takie osoby, gdy widzą, że zaczyna brakować pieniędzy dla ich rodziny, że ona cierpi z tego powodu, szukają innej formy zdobycia pieniędzy, ale nie ograniczają w żaden sposób swoich zakupów. Gdyby się nad tym zastanowili, wówczas umieliby sobie powiedzieć stop. A oni sobie tłumaczą, że jakoś to będzie. Kiedyś pomagałam menedżerce, która wpadła w sidła konsumpcjonizmu. Nie potrafiła przetrwać jednego dnia bez zakupów. Kupowała tylko markowe ubrania, torebki, buty. Bardzo szybko znalazła się w finansowym dołku i trafiła na terapię, ale nie z własnej woli. Została na nią przyprowadzona. Pani miała już na głowie komornika i mnóstwo długów. Korzystała z terapii i wydawało się, że chce wyjść z nałogu. Więcej pracowała, by spłacić zobowiązania, ale w końcu się okazało, że oszukuje i mnie, i siebie. Jej terapia trwała kilka miesięcy, ale nie przyniosła rezultatów. Pani popadła w jeszcze większe tarapaty, zrezygnowała z pomocy. Miałam też dwie samotne osoby, którym się udało, bo miały silną grupę wsparcia. Przyjaciele pomogli im w najgorszym momencie. Te osoby straciły dach nad głową przez swoje długi, ale koledzy przyjęli ich do swoich domów, pożyczyli pieniądze na leczenie. Po pół roku terapii, udało im się wyjść z tego. Wsparcie przyjaciół okazało się tu niezwykle ważne. Te osoby wiedziały, że nie są same, że ktoś się o nie troszczy i chce im pomóc. To bardzo ułatwiło wyjście z nałogu. Znam też ludzi, którzy bez terapii sobie poradzili. To też jest możliwe. Powiedzieli sobie, że więcej tego nie zrobią, i udało im się wytrwać w postanowieniu. Nie każdy potrzebuje pomocy specjalisty, ale z nią na pewno jest dużo łatwiej.
Żeby się leczyć, trzeba mieć pieniądze, a te osoby już je wydały na co innego. Są bezpłatne terapie dla zakupoholików?
– W Polsce niewiele osób szuka pomocy w tym zakresie, może dlatego więc brak jest specjalistycznych poradni czy grup wsparcia. A gdyby były, może z bezpłatnej pomocy korzystałoby więcej zakupoholików. Gdy się ma długi, raczej nie myśli się o płatnej pomocy. Często przychodzą do mnie rodzice, mąż, żona osoby uzależnionej i to oni pokrywają koszty terapii. Do gabinetu trafiają też całe rodziny, by poszukać wsparcia, dowiedzieć się, jak radzić sobie z takim problemem, a uzależniony nie przychodzi, uważa bowiem, że on nie ma żadnego problemu, że rodzina przesadza. Oczywiście do gabinetów trafiają również osoby świadome swojego uzależnienia, które zdają sobie sprawę z tego, że traktują zakupy jak remedium na swoje kłopoty, na poradzenie sobie ze stresem, z frustracją, niepowodzeniami.
Zakupoholizm wymaga leczenia. Na czym polega praca z uzależnionymi?
– Podobnie jak w przypadku innych uzależnień, podstawową formą leczenia jest psychoterapia. Nie da się tu zastosować leków, trzeba pracować nad sobą, nad psychiką. Najlepsze efekty uzyskuje się przez pracę w grupie osób, które mają świadomość, że dzieje się z nimi coś niedobrego. Jeśli ktoś nie widzi, że zakupy nim rządzą, nie deklaruje chęci zmiany, wówczas nie ma nad czym pracować. Zakupoholik musi chcieć przestać kupować kompulsywnie, tak jak alkoholik musi chcieć przestać pić. Uświadomienie sobie uzależnienia to pierwszy krok w walce z manią zakupów. Psycholog analizuje problem, zastanawia się wspólnie z zainteresowanym, z czego on wynika, jakie są przyczyny kompulsywnego kupowania i na nich się skupia, a nie na samym wydawaniu pieniędzy. Zakupoholizm traktuje się jako objaw jakiegoś problemu. Podpowiadamy też, jak sobie radzić na co dzień, jak inaczej, bezpieczniej można wyrazić swoje emocje niż poprzez wydawanie pieniędzy. Jeśli uzależniony to zrozumie, będzie wiedział, co może zrobić, jak zapanować nad sobą, by znów nie popaść w kłopoty. Osoba uzależniona chce czasem ograniczyć kolejny zakup, ale nie ma do tego wystarczająco silnej woli, bo ta jest osłabiona, zaburzona. Człowiek sam nie zawsze potrafi przerwać swoje niechciane zachowania, dlatego pomoc specjalisty się przydaje. Nie jest to łatwe, bo ludzie mają tendencję wracania do dawnych schematów, ale wyleczenie jest możliwe. Przez wyleczenie rozumiemy sytuację, kiedy osoba wcześniej dokonująca kompulsywnych zakupów potrafi odzyskać pełną kontrolę nad swoim zachowaniem związanym z zakupami. Terapia powinna trwać minimum rok, a czasami dłużej.
Co dla osób leczących się z zakupoholizmu może być trudne?
– Nie da się zakazać im chodzenia po sklepach ani odciąć ich od Internetu. Taka osoba musi zrozumieć, że naprawdę ma problem, wiedzieć z czego on wynika i wykształcić w sobie sposoby na walkę z pokusami. Nie proponujemy w tym przypadku żadnych zamienników, bo nie chodzi o odwrócenie uwagi od problemu, a o jego zrozumienie. Są osoby, które w trakcie leczenia boją się chodzić na zakupy, a jeśli idą, to chcą, by towarzyszył im ktoś bliski, kto w razie czego zwróci im uwagę. Ale są też tacy, którzy sami sobie świetnie radzą, bo wiedzą, jak mają robić zakupy. Niektórym pomaga zabranie gotówki na zakupy zamiast kart, inni zmniejszają sobie limit wypłaty z konta, by mieć kontrolę nad wydatkami. Jeszcze inni idą z konkretną listą zakupów. Sposobów jest wiele. Każdy musi znaleźć swój. Osoba uzależniona miewa też momenty zwątpienia podczas leczenia i nie należy się zrażać ani poddawać tylko dalej walczyć.
Co myśli o sobie zakupoholik?
– Gdy już sobie uświadomi, że jest uzależniony, najczęściej źle siebie ocenia. Gdy zaczyna do niego docierać, jakie są skutki jego działań, trudno jest mu się z tym pogodzić. Pamiętajmy, że niektórzy tracą dorobek całego życia. Wówczas pojawia się poczucie rezygnacji, bezsilności, a nawet depresja. Zakupoholizm prowadzi bowiem nie tylko do braku kontroli nad finansami, pojawiają się także kryzysy w relacjach, w związkach. Życie z zakupoholikiem to trudny sprawdzian dla rodziny, dla związku. Dla osoby uzależnionej duże znaczenie ma wsparcie bliskich. Ale jednocześnie muszą oni ją kontrolować. Nigdy nie ma pewności, czy zakupoholik nie powróci do dawnych nawyków. Trudne dla takich rodzin jest to, że partnerzy, co jest zrozumiałe, obwiniają zakupoholika o trudną sytuację, wytykają mu błędy, potknięcia, a wówczas on pod wpływem stresu może odreagować na zakupach. W tym przypadku trzeba być delikatnym. Ufać, wierzyć, ale sprawdzać.

