W opinii prezydenta, obecnie nie ma możliwości wejścia Polski do strefy euro, bowiem nasz kraj nie spełnia kryteriów z Maastricht. Jest również blokada w konstytucji, której nie da się zmienić, nie dysponując 2/3 głosami w Sejmie. Jego zdaniem o tym, czy nasz kraj przystąpi do strefy euro, czy nie, zadecyduje przyszły parlament. Konieczne więc jest odsunięcie debaty o kwestiach euro na czas po wyborach parlamentarnych, dlatego, że szkoda „bić pianę”.
Tymczasem kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda zapowiedział w poniedziałek (23 marca br.), że jeśli zostanie prezydentem, Polska nie wejdzie do strefy euro. Ostrzegał przy tym przed drożyzną, jaka ma panować np. na Słowacji, która przyjęła wspólną walutę.
Kandydatka SLD Magdalena Ogórek oświadczyła z kolei w środę (25 marca br.), że wprowadzenie euro jest „na ten moment kompletnie nierealne”.
Głos w tej sprawie zabrał także były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który w programie „Fakty po Faktach” powiedział, że ze smutkiem patrzy na dyskusję o euro. Zdaniem byłego prezydenta Polakom należy się poważna debata na ten temat, a decyzję o przyjęciu wspólnej waluty powinni podjąć obywatele w referendum.
Tymczasem w sondażu przeprowadzonym przez TNS Polska 52 proc. Polaków wskazało, że wprowadzenie w Polsce euro przyniesie więcej szkód niż zysków. Tylko 15 proc. było przeciwnego zdania. W opinii 23 proc. ankietowanych zamiana złotego na euro nie będzie ani czymś dobrym, ani czymś złym.