Strona główna Kalejdoskop Dwa grzechy główne drobnego inwestora

Dwa grzechy główne drobnego inwestora

0

Inwestorzy operujący relatywnie niewielkimi środkami – jak nikt inny – muszą mierzyć siły na zamiary. To znaczy, nie powinni zawierać zbyt dużych transakcji. Niezważanie na ograniczoność posiadanego kapitału jest główną przyczyną niepowodzenia, zwłaszcza w długoterminowych inwestycjach. Nazywa się to nadmiernym wykorzystaniem dźwigni finansowej. Dźwignia to możliwość (nie konieczność), która odpowiednio wykorzystana pomaga w inwestycjach, ale źle zastosowana daje wręcz negatywne, niepożądane efekty. Każdy inwestor sam decyduje o tym, jak dużej efektywnej dźwigni finansowej potrzebuje. Dźwignia finansowa to nic innego, jak możliwość skorzystania z dodatkowego kapitału do wykonania transakcji większej niż posiadane środki. Lewarowanie, bo taka jest potoczna nazwa zawierania transakcji z zastosowaniem dźwigni, to np. popularna praktyka m.in. na rynku akcji w czasie trwania hossy. Wtedy też inwestorzy byli skłonni zaciągać kredyt pod zakup akcji.
Dla przykładu inwestor posiadał kapitał równy 10 tys. złotych i zakupił za swoje środki 10 tys. akcji spółki X po 1 zł. W momencie wzrostu ceny akcji o 10 proc. i sprzedaży wszystkich posiadanych akcji inwestor zarobił 1000 zł, a jego kapitał powiększył się do 11 tys. zł.
W momencie lewarowania w skali 2:1 sytuacja wyglądałaby w następujący sposób (w przykładzie nie jest uwzględniony koszt kredytu). Inwestor posiada własne środki w wysokości 10 tys. zł oraz zaciągnął kredyt na 10 tys. zł. Zatem za 20 tys. zł może zakupić już 20 tys. akcji spółki X po 1 zł. Gdy akcje zdrożeją o 10 proc. inwestor po ich sprzedaży będzie w posiadaniu 22 tys. zł. Oddając 10 tys. zł kredytu zostanie mu na rachunku 12 tys. zł, a więc zarobił 2000 zł.
Z kolei w przypadku niekorzystnego dla inwestora scenariusza, czyli spadku ceny akcji o 10 proc. i dźwigni 2:1 posiadany kapitał stopnieje o 2000 zł, ponieważ z wyceny akcji inwestorowi pozostanie na rachunku 18 tys. zł, z czego będzie musiał zwrócić 10 tys. zł zaciągniętego kredytu. Zatem dźwignia finansowa działa niczym mnożnik dla zysków, ale także i dla strat. Niemniej jednak trzeba pamiętać, że inwestor sam decyduje o tym, czy zaciągnąć kredyt, czy też nie.
Na rynku walutowym wygląda to podobnie. Na przykład inwestor z kapitałem 1000 euro, który zdecydował się zawrzeć transakcję na parze EURUSD równą 1 lot (jednostka transakcyjna), zakładając, że kurs wzrośnie, czyli kupił 100 tys. euro, wykorzystał dźwignię 100:1. Kupno 100 tys. euro za posiadane 1000 euro jest możliwe dzięki dostępnej u brokera/domu maklerskiego dźwigni finansowej, która zgodnie z polskim prawem może wynosić maksymalnie 100:1 (100 000/1000 = 100). Jest to wariant bardzo ryzykowny. To z kolei oznacza, że zmiana kursu o 1 proc. doprowadzi do zmiany stanu konta o +100 lub -100 proc. (w zależności od kierunku zmian na rynku).
Żeby uniknąć tak dużego ryzyka, wystarczy zawrzeć transakcję o wiele mniejszej wartości. Np. 0,1 lota, co spowoduje wykorzystanie dźwigni równej 10:1 (wtedy kurs musiałby zmienić się aż o 10 proc., aby stan konta zmienił się o ±100 proc). To oczywiste, że zmiana kursu o 10 proc. jest mniej prawdopodobna, a więc tym samym podejmujemy znacząco mniejsze ryzyko. Przy czym można oczywiście zawierać transakcje o mniejszym nominale, co jeszcze bardziej redukuje ryzyko i daje inwestorowi większą kontrolę nad transakcjami przy szybko zmieniającej się sytuacji na rynku forex, czyli rynku walutowym.
Drugim grzechem głównym popełnianym przez drobnych mało zasobnych inwestorów – oprócz wspomnianego nieumiejętnego zarządzania ryzykiem – jest trwanie, a nawet dodawanie nowych zleceń do transakcji już przynoszących straty. W klasycznym biznesie, jeśli realizacja przygotowanego wcześniej biznesplanu nie spełnia oczekiwań to albo się modyfikuje działania, albo biznesplan. Nikt nie czeka, aż samo się coś zmieni i rzeczywistość dostosuje się do naszych oczekiwań zapisanych w głowie czy na papierze. Potrzebna jest elastyczność, umiejętność wycofania się po pierwszych stratach. Niestety, na rynkach finansowych inwestorzy często trwają przy swoich pomysłach i do końca liczą, że to rynek zmieni kierunek i podąży zgodnie z ich wcześniejszymi oczekiwaniami. Zwiększają zaangażowanie w transakcje, które przynoszą straty zamiast zmienić swoje plany. To również dotyczy rynku akcji i to nawet polskich. Dla przykładu akcje jednej ze spółek, która miała się zajmować poszukiwaniem i wydobyciem ropy naftowej i gazu, a zadebiutowała w 2007 roku, spadły do dziś o ponad 99,9 proc.
Artykuł pochodzi z nr 4/2016 Eurogospodarki