Strona główna Kalejdoskop Już nikt nie jest za biedny

Już nikt nie jest za biedny

0
Już nikt nie jest za biedny

Upadłość konsumencka to zwrot, który powraca do mediów i na usta polityków. Oprócz okazjonalnych deklaracji pomocy najbiedniejszym nie stoją jednak za tym konkretne porady. Ostatnio o upadłości konsumenckiej można na przykład było usłyszeć w kontekście kredytów we franku szwajcarskim. Ale mało kto mówił o tym, kto może z upadłości konsumenckiej skorzystać i kogo na to stać.
Bankructwo dla bogatych
Upadłość konsumencka została w Polsce wprowadzona w 2009 roku, ale można powiedzieć, ze istniała głównie na papierze. W ciągu prawie pięciu lat do sądów wpłynęło ponad 2 tysiące wniosków o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, z czego ogłoszono niecałe 100 upadłości (co jeszcze nie jest równoznaczne z oddłużeniem). Jedną z bezpośrednich przyczyn tego słabego wyniku były koszty związane z ogłoszeniem upadłości. Proces nie był ani tani, ani pewny. W pierwszej kolejności osoba fizyczna musiała opłacić wniosek (200 zł), a następnie sąd upadłościowy przed orzeczeniem upadłości oceniał, czy majątek upadłego wystarczy, by pokryć koszty postępowania (koszt działania syndyka, biegłych itd.). Istotne jest to, że co wniosek i co okręg sądowy, to koszty wyceniano inaczej. Po jednej stronie Wisły sąd mógł wymagać innego „minimalnego” majątku niż ten sąd z drugiego brzegu rzeki. Brak wytycznych ustawodawcy i oparcie się na uznaniowych kosztach sprawdza się przy upadłości przedsiębiorstw, natomiast przy upadłości konsumenckiej stanowiło nie lada wyzwanie. Tym samym upadłość ograniczona była tylko do tych osób, które były na tyle majętne, by za całą procedurę zapłacić – głównie dzięki majątkowi w postaci mieszkania albo odłożonej gotówce. Tyle tylko, że to nie pozwalało uwolnić się od długów osobom najbardziej potrzebującym, tym którzy zadłużyli się z powodu choroby, swojej bądź kogoś bliskiego, którzy niespodziewanie stracili pracę albo przydarzyła im się inna tragedia spychająca ich na margines, jak nie społeczeństwa, to obrotu gospodarczego.
Jeśli osobista sytuacja upadłego w oczywisty sposób wskazuje, że nie jest zdolny dokonać jakichkolwiek płatności, sąd umarza zobowiązania w całości bez planu spłat wierzycieli.

Koszty tymczasowo pokrywa Skarb Państwa
Nowelizacja ustawy – Prawo upadłościowe i naprawcze, która weszła w życie 31 grudnia 2014 r., niesie nadzieję również ludziom bez majątku. Po pierwsze, koszt wniosku został zmniejszony do 30 zł. Ponadto ograniczono wynagrodzenie syndyka do ok. 1000 zł (co jest kontrowersyjną decyzją) i zniesiono opłaty za ogłoszenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. A co najważniejsze, jeśli dłużnik nie ma pieniędzy, by opłacić te zmniejszone, konkretne, a nie uznaniowe, koszty zgodnie z art. 4917 Prawa upadłościowego i naprawczego, jeśli majątek niewypłacalnego dłużnika jest niewystarczający, to koszty postępowania pokrywa tymczasowo Skarb Państwa. Dłużnik spłaci je w ramach planu spłaty.
Wolność finansowa w zasięgu ręki
Co jeśli jednak nie dość, że nie mamy majątku, który można spieniężyć, to nie mamy nawet pracy, z której moglibyśmy cokolwiek spłacić? Takich sytuacji jest wiele: matka opiekująca się chorym dzieckiem, która żyje z zasiłku, emeryt, którego konsultant namówił na „darmową pożyczkę” na wakacje dla wnuków, czy też żona, której mąż nabrał kredytów i zmarł, a ona utrzymuje siebie i trójkę dzieci. W tym wypadkach ustawodawca jest jeszcze bardziej szczodry. Jeśli osobista sytuacja upadłego w oczywisty sposób wskazuje, że nie jest on zdolny do dokonania jakichkolwiek płatności, to sąd umarza zobowiązania w całości bez planu spłat wierzycieli. Jest to diametralna zmiana w stosunku do poprzednich przepisów. Zdaje się, że już zmiana w kosztach postępowania, która stanowiła barierę finansową, będzie stanowiła bodziec do złożenia wniosku o upadłość i zdobycie wolności finansowej. Trzeba przyznać, że w końcu nasze przepisy osiągnęły pewien stopień normalności i upadłość nie jest już luksusową zabawką, a może stać się powszechnym narzędziem. Nareszcie nie można być zbyt biednym, by upaść.
Autor jest prawnikiem w Kancelarii Michniewicz i Wspólnicy