Choć w tym roku praska giełda papierów wartościowych obchodzi okrągłe dwudzieste urodziny, to jednak początki jej działalności datowane są na koniec XIX stulecia. Wtedy określano ją nazwą „bursa”, zaś progu tego przybytku nie śmiała przekroczyć żadna kobieta. Coś z tego pozostało, bowiem do dnia dzisiejszego handel papierami wartościowymi pozostaje domeną mężczyzn.
Jaka przyszłość czeka praską giełdę? Wszystko wskazuje na to, że nie będzie to przyszłość świetlana. Chyba że podjęte zostaną radykalne decyzje. Jedną z nich już teraz sugeruje prezydent Miloš Zeman. W czasie swojej wizyty w Warszawie zasugerował, że rozwiązaniem problemów praskiej giełdy mogłoby być połączenie z jej warszawską siostrą. Według prezydenta Zemana, o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie siedziby nowej połączonej giełdy w stolicy Polski. „Środkowoeuropejska giełda byłaby poważną przeciwwagą dla innych giełd” – powiedział. „Warszawska giełda świetnie działa i przekroczyła już obroty giełdy wiedeńskiej. Praska giełda upada. I to nawet nie za sprawą braku kapitału, ale raczej z powodu braku odpowiedniego zarządzania” – uważa prezydent Zeman.
A co o tym pomyśle sądzą najbardziej zainteresowani? Zdaniem czeskich maklerów, nie to jest istotne, gdzie giełda ma siedzibę, lecz jak przyciągnąć na nią nowe emisje. Zwracają jednak uwagę, że wraz ze zmianą siedziby giełdy Czechy stracą miliony koron, które corocznie wpływają do państwowego budżetu z tytułu podatków. Z jednej strony miejscowi brokerzy zgodnie twierdzą, że Praska Giełda Papierów Wartościowych jest dla czeskiego rynku kapitałowego miejscem, do którego firmy przychodzą po pieniądze, a w którym miejscowi inwestorzy mogą wycenić swój majątek. Jednak w rzeczywistości praski parkiet nie realizuje tych zadań. I tak naprawdę nigdy nie miał takiej możliwości. Wszystko z powodu prywatyzacji kuponowej. Firmy pojawiające się na giełdzie nie przychodziły tam ponieważ potrzebowały pieniędzy, ale dlatego, że były tam wysyłane przez państwo. Tym samym stała się ona miejscem spieniężania akcji, a nie pozyskiwania kapitału.
Taka sytuacja sprawiła, że drobni inwestorzy nie mieli nawet okazji poczuć, czym jest giełda. Czynnikiem hamującym rozwój giełdy bez wątpienia jest też dominująca rola sektora bankowego oraz rynek kredytowy. Kiedy przyjrzeć się podejściu miejscowych przedsiębiorców, nietrudno dostrzec, że większość z nich nie ma pojęcia o tym, że istnieją inne formy zdobywania pieniędzy niż tylko kredyt bankowy.
W zasadzie czescy przedsiębiorcy nie mają nic przeciwko połączeniu czeskiej giełdy z polską. Pozostaje jednak pytanie: „Czy aktualny właściciel pakietu większościowego (a jest nim wiedeńska giełda) będzie chciał swoje udziały odsprzedać Polakom?”. Nie wiadomo też, czy GPW jest w ogóle zainteresowana taką operacją. Poza tym wielu maklerów nie jest do końca przekonanych do tego, że ewentualne połączenie giełd wyraźnie w czymkolwiek pomoże. Dla giełdy nie tak istotna jest jej siedziba, co ilość i jakość notowanych na niej tytułów. Tymczasem przeprowadzka do stolicy Polski nie przynosi żadnej większej zmiany.
Zdaniem niektórych specjalistów, lepszym rozwiązaniem byłoby aktywniejsze promowanie reformy emerytalnej i oszczędzania w drugim filarze. To fundusze emerytalne mogą inwestować w krajowe spółki, co z pewnością poprawiłoby wysokość obrotów na krajowym parkiecie. Konieczne jest też zwiększenie świadomości ekonomicznej Czechów, którzy do tej pory nie potrafią sobie uzmysłowić, że giełda może być sposobem na zarabianie pieniędzy. Jeżeli jednak doszłoby do połączenia giełdy praskiej z warszawską, najbardziej widoczną zmianą będzie zmiana w wysokości wpływów do budżetu państwa. W ciągu dwudziestu lat praska giełda odprowadziła do kasy państwa blisko 350 mln koron podatku od dokonywanych tam transakcji. Tylko w ubiegłym roku finanse państwowe zostały wsparte kwotą 18 mln koron. Połączenie naszych parkietów oznacza, że pieniądze te trafiałyby do Polski. To zaś niekoniecznie musi się podobać zarówno czeskim politykom, jak i obywatelom.
Mimo iż problemy czeskiej giełdy widać bardzo wyraźnie, brakuje rozwiązania, które uzdrowiłoby obecną sytuację. Kroki proponowane przez prezydenta Miloša Zemana, choć brzmią zachęcająco, rzeczywiście mogą okazać się niewystarczające. Nie pomaga też przeciągająca się recesja, która skutecznie tłumi giełdowe ambicje różnych inwestorów. Dlatego coraz mniej nieprawdopodobnym jest scenariusz, który przewiduje całkowitą likwidację praskiej giełdy. Czy jednak państwo dysponujące własną walutą i sporym potencjałem gospodarczym może sobie pozwolić na taki krok?
TOMASZ DAWID JĘDRUCHÓW korespondent z Czech
Cały artykuł w numerze 8/2013 Eurogospodarki.

