Na szczycie

0
Na szczycie

Mało który w młodym wieku otrzymał od rodziców pierwszy milion na start – jak np. Jan Kulczyk. Wielu zaczynało od zera. Bez początkowego kapitału i w prymitywnych warunkach, za to z pomysłem i wiarą, że musi się udać.
Od pucybuta do milionera. Podobną drogę przeszło wielu polskich superbogaczy, którzy wykorzystując spryt oraz sprzyjające warunki rynkowe (transformacja ustrojowa na początku lat 90.), dorobili się pokaźnej fortuny. Jak zaczynali? Często z naprawdę niskiego pułapu, jak Dariusz Miłek (wg „Wprost” 8. miejsce na liście najbogatszych Polaków, majątek – 2600 mln zł), który zarabiał na życie jako zawodowy kolarz, w międzyczasie handlując wszystkim, czym popadnie. Inną drogę wybrał Jerzy Małek, numer 50. Wśród najbogatszych wg „Wprost”. Ten obrotny biznesmen z Ustki, zanim zajął się niezwykle dochodowym przetwórstwem łososia, pracował w zawodzie elektryka i próbował swoich sił jako hodowca pieczarek.
Podobnych przykładów potwierdzających powiedzenie: „Polak potrafi” można wskazać znacznie więcej.
Jak pokazują przykłady wielu polskich multimilionerów, którzy zaczynali od zera, nie ma dziś rzeczy niemożliwych. Sukces jednostki wciąż w dużej mierze zależy od jej przebojowości i uporu, nieszablonowego pomysłu na biznes i łutu szczęścia, który w sprzyjających okolicznościach z szarego zjadacza chleba może zrobić bogacza na miarę Rockefellera.
SŁAWOMIR WOJTAŚ
Cały artykuł w numerze 5/2014 Eurogospodarki.