Włodarze tych krajów ścigają się w tym, aby przekonać bogaczy, że to właśnie u nich najbardziej opłaca się deponować swoje zarobki, i starają się możliwie jak najbardziej ułatwiać życie tym, którzy przyzwyczajeni są do tego, że się je im ułatwia.
Trendy transferów finansowych zmieniają się bardzo dynamicznie, a luksusowe miasta-państwa budują swoją potęgę na dyskrecji finansowego obiegu. W trakcie ostatnich paru miesięcy miało miejsce kilka wydarzeń, które tę dyskrecję zachwiały i ukazały światu w pełnej krasie, jak dokładnie wyglądają finansowe praktyki najbogatszych ludzi na Ziemi.
Gerald Ryle, australijski dziennikarz, uzyskał dostęp do blisko 260 GB danych – korespondencji, dokumentów i zestawień finansowych – które w pełnej krasie ukazały, jak to wygląda od kuchni. Ryle skontaktował się z międzynarodowymi instytucjami dziennikarskimi, aby nagłośnić sprawę i poprosić o pomoc w opracowaniu danych. Proces nadal jest w toku. Do tego momentu ujawniono m.in. nieoficjalne, ukryte konta osób, takich jak Jean-Jacques Augier (odpowiedzialny za finanse kampanii Françoisa Hollande’a), Ilham Alijew (prezydent Azerbejdżanu), Olga Szuwałowa (żona Igora Szuwałowa – polityka z otoczenia Putina) czy Bidzina Iwaniszwili (premier Gruzji). Ilość dokumentów jest ponad 150 razy większa niż te, które zostały ujawnione przy okazji WikiLeaks, a ich opracowanie prawdopodobnie potrwa jeszcze wiele miesięcy i nie wiadomo, co jeszcze ujawni. Zadanie jest niezwykle pracochłonne, bo zanim znajdzie się osobę, która stoi za danym kontem bankowym, trzeba odszyfrować misterną siatkę połączeń finansowych, skonstruowaną tak, aby właściciela możliwie jak najbardziej zakamuflować. Osoby mające dostęp do danych już na tym etapie twierdzą, że oprócz tych, którzy ukrywają swoje pieniądze, do wiadomości publicznej trafią ci, którzy im w tym czynnie pomagają, tak jak UBS – wielka spółka, która kilka miesięcy temu w USA i Europie została zdekonspirowana jako firma wyspecjalizowana w omijaniu opodatkowania na zlecenie. Siatka kancelarii prawniczych i firm księgowych, które żyją z nielegalnych procederów, prędzej czy później trafi do wiadomości publicznej. Za pośrednictwem International Consortium Of Investigative Journalist materiały trafiły do „Guardiana”, „Washington Post”, „Süddeutsche Zeitung”, „Le Monde”, BBC, CNN itd. Obserwując, jak niewielkie konsekwencje poniosły liczne osoby skompromitowane przez WikiLeaks, pozostaje zadać pytanie: „I co z tego?”. Przecież świat finansjery i tak znajdzie sposób, aby dobrze zatuszować sprawę, a przeciętny obywatel nadal będzie restrykcyjnie rozliczany z każdego ciężko zarobionego grosza należnego państwu.
LEON MEDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 6/2013 Eurogospodarki.

