Starzy wyjadacze z firm zajmujących się budową dróg nie tylko wykorzystali dokładnie te same zagrywki, za które zostali już ukarani m.in. we Francji, lecz także korzystali z tego samego nieoficjalnego slangu. W 2007 r. Jarosław Kaczyński grzmiał z sejmowej mównicy, że musimy złamać drogowy kartel, bo to z jego winy budowa polskich dróg jest tak powolna i nieefektywna. Jego następcy mieli inne priorytety – głównym była budowa sieci 3 tys. km obiecanych dróg, które miały być gotowe na EURO 2012, co jak wiemy nie udało się nawet w jednej trzeciej. Walka z potężnym kartelem byłaby czasochłonna, pełna poświęceń i uniemożliwiłaby realizację postawionego celu. Przyjęto więc zasady gry przeciwnika, byle tylko odnieść PR-owski sukces. Bardzo zresztą wątpliwy.
Nie tylko nie wykorzystaliśmy tych doświadczeń, co było naszym podstawowym obowiązkiem przed budowlaną akcją na taką skalę, lecz także nie będziemy mogli nałożyć żadnych kar. Co więcej, niewykluczone, że po wnikliwym zapoznaniu się z dokumentacją przez Generalną Dyrekcję ds. Konkurencji Komisji Europejskiej to my będziemy zmuszeni zapłacić. Gdzie tu sens?
PIOTR WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 6/2013 Eurogospodarki.

