Wiele pańskich publikacji dotyczy integracji europejskiej. Jest pan znawcą polityki niemieckiej, która ma bardzo duży wpływ na kierunki rozwoju Unii Europejskiej. Zjednoczona Europa przechodzi obecnie kryzys na wielu płaszczyznach: ekonomicznej, społecznej, politycznej i aksjologicznej. Jak może wyglądać unijna przyszłość?
– Odpowiadając na to pytanie, można – niestety – przyjąć kilka scenariuszy. Nie ma tu zdecydowanej jednej opcji. Jeden scenariusz zakłada zreformowanie Unii na tyle, że będzie ona mogła dalej rozwijać się w obszarach gospodarczych z sukcesem. Za tą wersją przemawia dotychczasowa historia. Wspólnoty europejskie na różnych etapach dotychczasowego rozwoju przechodziły już kryzysy, lecz za każdym razem problemy pokonywane były ucieczką do przodu i rozwój integracji postępował. Dzisiaj przeciwko rozwojowi przemawia fakt, że Unia ogarnięta jest syndromem różnych kryzysów, tj. finansowo- ekonomiczny, polityczny oraz kryzys przywództwa. Dzisiaj nie ma polityków na miarę tych, którzy tworzyli wspólnoty w latach 50. Mamy do czynienia także z kryzysem społecznym i psychologicznym. Ten ostatni jest chyba najpoważniejszym ze wszystkich kryzysów, dlatego że on dotyczy świadomości zarówno polityków, jak i społeczeństw Unii, w której wspólnota ukazuje się nie jako źródło dobrobytu i spokoju. W tym obrazie pojawiają się niebezpieczeństwa i ma miejsce sytuacja, w której Unia staje się niezrozumiała – albo trochę już obca dla społeczeństw zachodnich – dlatego że wraz z rozszerzeniem weszło do Unii dużo nowych problemów obniżających dotychczasowe poczucie dobrobytu na Zachodzie.
Czyli jest to strach bogatych wywołany przez przyjmowanie do wspólnoty państw mniej zamożnych, w które trzeba inwestować dla wyrównania standardów…
– Tak, ale dyskomfort dotyczy również tych biedniejszych społeczeństw wschodnich, o które powiększyła się wspólnota. One oczywiście dużo zyskały, ale ich oczekiwania były jeszcze większe, dlatego że wyobrażenie o zmianie ustroju jawiło się jako możliwość szybkiego sięgnięcia po dobrobyt. Te wszystkie kryzysy powodują, że powstaje kryzys modernizacji. Nigdy wcześniej w historii kryzysów integracyjnych nie zadawano pytania: „Jak modernizować, żeby pokonać przeszkody i dalej się rozwijać?”. Nawet jest dyskusja o tym, jak się modernizować, nie zmieniając stworzonych struktur administracyjno-prawnych. Drugi scenariusz unijnej ewolucji to Europa różnych biegów. Byłaby to sytuacja, w której kilka najbardziej rozwiniętych krajów, m.in. Francja, Niemcy, Belgia, Holandia, Luksemburg plus ewentualnie Włochy, które są teraz w kryzysie, stworzy formę federacji i odłączy się od Unii.
Gdyby przyjąć taki rozwój wydarzeń, to w którym miejscu jest on dla nas niekorzystny?
– Wtedy, kiedy nie znaleźlibyśmy się w tej silnej grupie, bo miejsce w czołówce dawałoby większą gwarancję na stabilny rozwój. Jednak do realizacji tego scenariusza prawdopodobnie nie dojdzie, bo przeciwko niemu przemawia brak zgody wewnątrz krajów. Wiąże się to z koniecznością wprowadzenia wielu zmian w konstytucjach, a na to w wielu krajach zgody politycznej jeszcze nie ma.
Chętni na ten scenariusz musieliby się w znacznym stopniu zasymilować, podporządkować w wielu dziedzinach życia…
– To prawda, jednym z elementów tego dostosowania jest m.in. przystąpienie do strefy euro. Żeby być partnerem do współpracy i wsiąść do pociągu z najbogatszymi, trzeba przyjąć wspólną walutę. Jednak w tej chwili unijny kryzys na płaszczyźnie finansowej zrodził pytanie: „Czy jest teraz interes, żeby wchodzić do strefy euro?”. To wielki znak zapytania… Trzecia możliwa perspektywa dla Unii, to także Europa różnych biegów, ale zrezygnowano by z utworzenia federacji. Najsilniejsi dążyliby do podjęcia ścisłej współpracy z krajami środka i północy Europy – Skandynawią, Polską, Austrią, może Czechami, czyli grupą państw uważanych za solidnych uczniów, którzy systematycznie realizują założony plan integracyjny. Dla nas ten plan byłby korzystny.
Dlaczego?
– Nasza rola na arenie unijnej rośnie. Jesteśmy średnim krajem w strefach wyższych. Do tej pory nasza ekonomia rozwijała się z sukcesem. Nasz proeuropejski rząd jest zdeterminowany w procesie integracyjnym. Równocześnie integracje innych państw słabną, jak to na przykład ma miejsce w Wielkiej Brytanii.
Cały wywiad w numerze 6/2013 Eurogospodarki.

