Proponował wykup za symboliczne kwoty działek pod budowę domu z areału, jakim dysponuje Agencja Nieruchomości Rolnych, co – jak tłumaczy rzecznik PSL, Krzysztof Kosiński – miałoby zapobiegać emigracji zarobkowej młodych Polaków.
Kłopot tylko w tym, że jeżeli ktoś nie ma pracy w kraju, to nie pobuduje domu nawet na działce nabytej za złotówkę. Odłogiem leżą zaś grunty najgorszej klasy, niechciane przez rolników, sporo jest ich także w pobliżu miast. Już przed laty lider pewnej partii proponował, aby przeznaczyć je pod budownictwo mieszkaniowe, ale nie za złotówkę. Chodziło mu o nieodpłatne przekazanie tych gruntów samorządom, aby mogły je uzbroić w media techniczne i przeznaczyć na cele budownictwa mieszkaniowego zarówno wielorodzinnego, jak i indywidualnego.
Tymczasem „umiera” nie tylko białoruska, ale i polska wieś, szczególnie na jej kresach północno-wschodnich. Na początku XXI w., przemierzając wzdłuż i wszerz Mazury, wystarczy tylko skręcić z głównych dróg trochę w bok, aby zobaczyć przygnębiający obraz. Wiele miejscowości figuruje tylko w starych mapach.
Z badań socjologicznych Andrzeja Saksona wynika, że w latach 1945-1985 wyemigrowało z regionu 126 tys. Mazurów i Warmiaków. W PRL-u zostawiali dowody osobiste w zamian za kartę podróży… w jedną stronę. Działo się tak w ramach porozumienia między rządami obu państw o tzw. łączeniu rodzin. To właśnie dlatego niektórzy Polacy z Mazur tak pilnie uczyli się Ojcze nasz po niemiecku.
Kolejna fala emigracji, zarówno za Odrę, jak i do miast, nastała po 1990 r.
JAN WYGANOWSKI
Cały artykuł w numerze 7/2012 Eurogospodarki.

