Od kilku lat po unijnej Europie jeździmy, jak po ojczystej ziemi, natomiast na wschód droga z Warszawy nie jest tak łatwa. Tu dotarcie do celu wymaga pokornego odstania na granicy.
W sumie po około 3 godzinach wjechałem na teren białoruskiego obwodu brzeskiego. Dobrze oznakowanymi drogami dotarłem do trasy Brześć-Mińsk-Moskwa. A jest to zbudowana na olimpiadę w Moskwie w 1980 r. dwupasmówka, gdzie po bardzo dobrym asfalcie 350-kilometrowa jazda do Mińska przebiegła bez emocji, szczególnie po wypiciu dobrej kawy w eleganckim przydrożnym barze. Zaszokowałem się, gdy minąłem stację benzynową. Litr benzyny 95 oktanowej – 0,46 euro czyli wtedy ok. 2 zł. Tu trzeba dodać, że na wszystkich białoruskich stacjach niezależnie od ich nazwy jest stała cena paliwa. Drugie zaskoczenie, to samochody, widziałem może jedną wołgę i moskwicza, kilka ład, a tak to podobne jak w Polsce, czyli różne światowe marki, także te najdroższe, no może trochę więcej starszych roczników.
Mińsk oplata szeroka dwupasmowa obwodnica – i tu marzę, kiedy taki „wynalazek” wreszcie pojawi się w mojej kochanej Warszawie. Mińsk i Warszawa to bardzo podobne miasta. Oba z różnych powodów zostały dzięki II wojnie światowej w ogromniej większości z równane z ziemią, oba też jakoś dziwnie odbudowano. I tu i tam mamy przykłady socrealizmu, ale i pędu do zachodu w postaci różnych nowoczesnych szkaradzieństw ze stali i szkła. W Mińsku są dwie linie metra – niebieska i czerwona już od 1984 r. W planach jest realizacja trzeciej linii… W Mińsku zaskakuje… czystość.
Trzeba wiedzieć, że Białoruś to jeszcze kraj dopłat i limitów. Do czynszów dopłaca państwo, jest limit taniego prądu 107 kW miesięcznie na osobę – kto go przekroczy, płaci trzy razy więcej, woda 140 m3 na osobę – więcej też z trzykrotną dopłatą. Dlatego jak się wszystkie elementy życia zsumuje, to ich niskie pensje przekładają się na nasze średnie. Ale nie jestem analitykiem, by się w te sprawy wgłębiać..
Przez trzy dni trudno jest poznać miasto, a co dopiero kraj, tak skomplikowany. Białoruś to dla mnie kraj wspaniałych ludzi, pewnych osiągnięć, ale też mocno pachnący „czasem słusznie minionym”. Być może, gdy przyjadę tu po raz drugi, moje wrażenia będą inne. Ale na pewno trzeba pojechać, zobaczyć i samemu oceniać.
ANDRZEJ K. KAZIMIERSKI
Cały artykuł w numerze 3/2012 Eurogospodarki.

