Umożliwia on ludziom uczestnictwo w przedsięwzięciach gospodarczych i społecznych, a celem spółdzielczości nie jest zysk, lecz zaspokajanie potrzeb swoich członków i lokalnych społeczności. ONZ wezwało państwa członkowskie do ustawowego i finansowego wspierania sektora spółdzielczego. Skupia on na świecie ponad 800 mln ludzi i setki tysięcy przedsiębiorstw. Stanowi ważny człon społecznej gospodarki rynkowej.
Czym jest dla współczesnych Polaków spółdzielczość mieszkaniowa, najlepiej świadczy statystyka – ponad 3 mln zbudowanych mieszkań, w których żyje ok. 10 mln osób. Oznacza to, że co 3–4 obywatel mieszka w spółdzielczym lokalu. To średnio w kraju, w miastach ten wskaźnik zbliża się do 50%. W latach 70. i 80. spółdzielnie budowały około 200 tys. mieszkań rocznie. Tych wielkości nie udało się więcej powtórzyć. Dla porównania, w minionym roku w całym kraju wybudowano w ogóle niewiele – ponad 130 tys. lokali.
Spółdzielczość mieszkaniowa to nadal największa branża, najlepiej zorganizowana i dysponująca ogromnym majątkiem. To ponad 3500 czynnych kooperatyw z ponad 4 mln członków. To Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych i 13 związków regionalnych. Ta branża ma bezpośredni wpływ na funkcjonowanie miast i życie ich mieszkańców, stwarza dobre warunki do adaptacji społecznej i usamodzielnienia się ludzi młodych. Dla dwóch generacji spółdzielczość była właściwie jedyną drogą zdobycia własnego M. Również obecnie spółdzielnie budują sporo, chociaż polityka finansowa państwa, niekorzystne zmiany prawne nie sprzyjają spółdzielczym inwestycjom.
Brak sprecyzowanej polityki mieszkaniowej, wycofywanie się państwa z ulg i zachęt dla osób kupujących lokale i dla spółdzielni je budujących powodują, że problem mieszkaniowy ciągle jest poważny. Budownictwo deweloperskie oferujące lokale po 6–10 tys. za m2 tego problemu nie rozwiąże. Na tak drogie mieszkania stać tylko nielicznych i to z reguły wspierających się o kredyt hipoteczny. Szacuje się, że aktualnie brakuje w Polsce co najmniej 1,5 mln mieszkań. Ponadto ok. 400 tys. wymaga kapitalnego remontu.
Znaczna część użytkowanych budynków, ze względu na śmierć techniczną i brak podstawowych urządzeń, powinna zostać wyburzona. Szacuje się, że takich lokali jest w kraju blisko 800 tys. Oto skala problemu, oto skala społecznego zapotrzebowania na dach nad głową. Sam rynek tej potrzeby nie zaspokoi, podobnie jak nie jest tego zrobić budownictwo komunalne. Niezbędny jest państwowy program i sprzyjająca polityka finansowa państwa. A takiej polityki od wielu lat brakuje. Można nawet mówić o wycofywaniu się państwa z tego ważnego obszaru. Jeśli jeszcze w 1992 r. ponad 6% budżetu państwa kierowano na wspomaganie budownictwa mieszkaniowego, to w 2003 r. już tylko 1,1%, a obecnie jeszcze mniej. Sukcesywnie likwidowane są ulgi podatkowe związane z budownictwem mieszkaniowym, a do tego zwiększono stawkę VAT na materiały budowlane.
Krótko mówiąc – konieczny jest długofalowy państwowy program budownictwa mieszkaniowego i znaczne zwiększenie nakładów – niektórzy postulują nawet do wysokości 3% PKB. Cennym, a może nawet najważniejszym, partnerem w realizacji tego programu może być spółdzielczość mieszkaniowa.
SATURNIN SOBOL
Cały artykuł w numerze 2/2012 Eurogospodarki.

