Mimo faktycznego odkrycia sporych złóż m.in. w okolicach Łebienia (woj. pomorskie) i we wsi Krynica na Lubelszczyźnie, po początkowej euforii nastał czas rzeczowej kalkulacji opłacalności tego przedsięwzięcia i oszacowania ewentualnych negatywnych skutków dla środowiska. O ile przewidywana cena wydobycia gazu łupkowego w Polsce wynosi obecnie 335 dol./1000 m3 i choć znacznie przewyższa koszty eksploatacji tradycyjnych surowców, oceniana jest jako opłacalna, o tyle zagrożenie środowiskowe, jakie ze sobą niesie, budzi zdecydowany sprzeciw ekologów.
Zaśmiecenie krajobrazu wieżami wiertniczymi to nie jedyny negatywny skutek planowanej budowy infrastruktury służącej do wydobycia gazu łupkowego. Podczas eksploatacji tego surowca niezbędne jest wykorzystanie olbrzymich ilości wody, która po zakończeniu procesu wiercenia i tzw. szczelinowania nie nadaje się już do wolnego odprowadzenia do ekosystemu np. poprzez wylanie na glebę lub do rzeki. Taka woda, silnie zasolona i zanieczyszczona substancjami chemicznymi (wymienione dodatki stanowią często ponad 0,5% uzyskanej cieczy) pod żadnym pozorem nie nadaje się do spożycia, a w przypadku dostania się do zasobów wody pitnej, stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi.
Czy mamy szansę stać się drugim Katarem? To raczej mało prawdopodobne. Mimo kuszącej perspektywy zostania energetycznym potentatem i uniezależnienia się od Rosji, z wydobyciem gazu łupkowego w Polsce wiąże się spore ryzyko. Z jednej strony technologia pozwalająca na dotarcie do złóż jest wciąż w fazie eksperymentów i udoskonalania, z drugiej, obserwujemy nasilone protesty organizacji ekologicznych, które przekonują, że na tym przedsięwzięciu poważnie ucierpi środowisko naturalne w naszym kraju. Jak uważają ekolodzy, znacznie korzystniejsze byłoby zdecydowane postawienie na „czystą” energię odnawialną, która nie szkodzi ludziom ani środowisku naturalnemu oraz w przeciwieństwie do surowców kopalnych – nigdy się nie skończy.
SŁAWOMIR WOJTAŚ
Cały artykuł w numerze 1/2012 Eurogospodarki.

