„Użytkownik odwiedzający witrynę wydawcy będzie mógł zalogować się i płacić za treści na każdej witrynie oferującej usługę One Pass. Treści zakupione za pośrednictwem usługi One Pass można odczytywać na wielu różnych urządzeniach, takich jak laptopy, telefony komórkowe i tablety” – tak o swoim nowym wynalazku pisze Google. Kiedy tego typu firma bierze się za jakieś projekty, przeważnie robi wszystko, co jest możliwe, żeby uczynić je rentownymi. Mowa tu o konsorcjum, które zatrudnia ponad 23 tys. osób na całym świecie, a jego dochód za rok 2010 jest szacowany na 23,6 mld dol.
One Pass ma być, zdaniem twórców, jednym z najbardziej rewolucyjnych pomysłów w historii Internetu. Jest to swego rodzaju system płatności, za pomocą którego wydawcy internetowych informacji, artykułów, materiałów wideo, muzyki czy newsów (podobnie jak wszystkich multimediów dostępnych w sieci) będą mogli pobierać od odbiorcy dostosowaną do własnych potrzeb opłatę. System pozwala wydawcom zaproponować bardzo atrakcyjne oferty dostępu – pakietową, czasową, pay-per-article czy uzależnioną od subskrypcji, ale w zamian oczekują jednego: pieniędzy.
Siła przebicia i możliwości giganta z pewnością sprawiają, że w wielu internetowych redakcjach zapłonęły liczne iskierki nadziei. Jeśli największe portale informacyjne skorzystają z takiego rozwiązania, to być może niebawem stanie się możliwe również utworzenie np. małego, dobrze prosperującego i utrzymanego na wysokim poziomie merytorycznym portalu branżowego, z którego jego pracownicy będą w stanie się utrzymać. Co za tym idzie, pozwoli to na podniesienie jakości treści publikowanych w Internecie (a z tym bywa różnie) i będzie stanowić potężny zastrzyk kapitału do gałązki gospodarki, która w przypadku odpowiedniego funkcjonowania systemu może stać się potężną gałęzią. Znikające witryny przygotowywane przez fascynatów, które z użyciem innego pomysłu Google – AdSense nie byłyby w stanie się utrzymać, mogą w ten sposób stać się rentowne. Gra wydaje się być warta świeczki, bo nowymi rozwiązaniami kwestii płatności w Internecie zajęli się również specjaliści z innego cyfrowego molocha.
Wydaje się, że to jednak oferta Google jest ciekawsza dla wydawców. Trzykrotnie mniejsza prowizja niż u konkurencji to tylko jedna zaleta nowej technologii. Jej użytkownik najpierw będzie musiał udzielić swoich podstawowych danych, żeby mieć dostęp do serwisu, a następnie za pomocą jednego hasła (stąd pomysł na nazwę One Pass) uzyska dostęp do konkretnych treści, a tym samym wesprze strony, które go interesują. Właściciele najpopularniejszego odtwarzacza w sieci (YouTube) będą mieli też szersze spektrum rażenia, bo ich system można stosować na każdej platformie – nie tylko tych, które zaczynają się od „i”. Przy tym programiści molocha rynku komputerowego pozostawili spore pole manewru po stronie wydawców. Będą oni mieli odpowiednie możliwości, by np. udostępniać część materiałów za darmo czy stosować opłaty okresowe, np. za miesiąc korzystania z konkretnego portalu.
Dyskusję nad tym, czy One Pass mógłby mieć zastosowanie w Polsce, należałoby zacząć od tego, kiedy w ogóle system może pojawić się w naszym kraju. Według reprezentanta Google Polska Piotra Zalewskiego firma jest zainteresowana tym, żeby One Pass dotarł wszędzie, również do Polski, ale na dyskusję o terminach jest zbyt wcześnie. Potrzeba rewitalizacji polskiego Internetu jest widoczna chociażby w tym, że i w Polsce zaczęły przyjmować się idee płatności za informacje i multimedia. Takie projekty jak Uznaj.pl, który umożliwiał „zostawienie napiwku” (od 10 gr do 100 zł) dla twórców tekstu, nie zyskały jednak dużej popularności, a polscy dystrybutorzy muzyki online nie mogą nawet myśleć o sukcesach podobnych do iTunes.
Z drugiej strony strzałem w dziesiątkę okazywały się internetowe transmisje sportowe (np. walka Kliczko-Adamek) w systemie pay-per-view, które umożliwiają obejrzenie dużego
wydarzenia sportowego nawet dla osób bez telewizyjnych platform cyfrowych za jednorazową opłatą z własnego konta bankowego lub za pomocą płatnego SMS-a. Podupadająca potęga wydawnicza PRL-u – Polskie Nagrania – również planuje digitalizację swojego dorobku (uwaga: 35 tys. tytułów archiwum!) i jego sieciowe spieniężenie. Firma, która być może niebawem będzie mogła skorzystać z możliwości One Pass, przy tym projekcie musiała postawić na system, w którym muzyka zakupiona od Polskich Nagrań będzie możliwa do odtwarzania tylko na profilach użytkowników na ich stronie, co niewątpliwie będzie sporym utrudnieniem dla potencjalnych nabywców.
One Pass to jednak niejedyna „rewolucja płatnicza”, jaką przygotowuje dla nas Google. Na rynek w Stanach Zjednoczonych trafia technologia Wallet. Jest to system jednorazowych płatności przeznaczony do codziennego użytku klientów, którzy idąc na zakupy, będą musieli wziąć ze sobą jedynie telefon. Za platformę technologiczną, która systematycznie będzie trafiać do nowych typów sklepów, odpowiadają firmy, które są doskonale znane użytkownikom kart płatniczych – Master-Card, Visa, American Express czy Discover. Właściciel komórki z systemem Wallet będzie musiał jedynie zbliżyć swój telefon do specjalnego czytnika na odległość 10 cm, a system po uwierzytelnieniu sam zapłaci za transakcję. Na razie technologia dostępna jest tylko dla użytkowników operatora komórkowego Sprint, który sprzedaje niezbędny chip telefoniczny NFC Nexus 4G Special, jednak rozmach, z jakim firma przygotowuje oba projekty, pozwala wierzyć, że być może naprawdę jesteśmy świadkami rewolucji.
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 11/2011 Eurogospodarki.

