Do dziś mimo przyjętego przez Radę Ministrów w 2002 r. „Programu usuwania azbestu i wyrobów zawierających azbest stosowanych na terytorium Polski” szacuje się, że w budynkach na terenie kraju wciąż znajduje się blisko 1,4 mld m2 płyt azbestowo-cementowych, co daje około 15 mln t tego śmiercionośnego wyrobu.
Najgorzej sytuacja przedstawia się w województwach mazowieckim i lubelskim, gdzie nagromadzono więcej niż 2 mln t wyrobów zawierających azbest, a najlepiej na Opolszczyźnie i w województwie lubuskim, gdzie wciąż zalega po 0,5 mln t tej groźnej trucizny.
Ilość zalegającego w polskich domach azbestu ma duży wpływ na zdrowie ludzi. Zbudowany z niewielkich włókien surowiec łatwo się rozpyla i wnika do organizmu przez układ oddechowy, powodując prawdziwe spustoszenie w płucach oraz innych organach, które prowadzi do trwałego podrażnienia i chronicznych stanów zapalnych. W wyniku kontaktu z azbestem co roku kilkaset osób w Polsce zapada na jedną z groźnych chorób – azbestozę, raka płuc, oskrzeli, krtani, żołądka, jelit, trzustki i nerek. Tym bardziej dziwi fakt, że wiele rodzin nadal spokojnie mieszka w domach, w których na co dzień domownicy stykają się z tym cichym zabójcą.
Z powagi problemu zdają sobie sprawę zarówno unijni urzędnicy, jak i niektórzy polscy samorządowcy i posłowie, ale wciąż próżno szukać skutecznego rozwiązania. Niektóre gminy organizują przetargi i dofinansowują od 70 do 100% wartości robót związanych z usuwaniem azbestu, a Bank Ochrony Środowiska udziela nisko oprocentowanych kredytów na ten cel, ale i tak większości ludzi nie stać na wydatki związane z położeniem nowego pokrycia. Na obecną sytuację wpływ ma również brak skutecznych kampanii informacyjnych i edukacyjnych, które zmieniłyby podejście polskiego społeczeństwa do palącego problemu związanego z azbestem.
DANUTA KUŚ
Cały artykuł w numerze 10/2011 Eurogospodarki.

