Okazuje się, że najczęściej atakują psy znajome – sąsiadów lub najbliższej rodziny. Tak było w Ostródzie 19 kwietnia podczas przyjęcia rodzinnego. Amstaf wydostał się z łazienki. Podbiegł do 14-miesięcznego Alanka, chwycił szczęką całą głowę. Dotkliwie pogryzionego Alana przywiozła karetka z Ostródy do Olsztyna – na Odział Kliniczny Chirurgii Dziecięcej Szpitala Dziecięcego.
– Niemal co tydzień trafia do nas pogryzione dziecko! – twierdzi lekarz Bartosz Kotkowicz, bezsilnie rozkładając ręce. Tydzień po tragicznym zdarzeniu Alanek miał już zdjęte bandaże. Widać głębokie rany szarpane na jego malutkiej twarzy. Cudem kły psa nie zahaczyły o oko. – Jest to stan poważny. Wymaga antybioterapii, dalszego leczenia operacyjnego. Blizny zostaną. Te na skutek pogryzienia goją się gorzej – dodaje lekarz.
Do tej tragedii nie doszłoby, gdyby już przed laty psa i jego opiekuna zatrzymano. Opiekun był skazany w 2010 r. za pobicie człowieka i szczucie amstafem. Wyrok: dziewięć miesięcy pozbawienia wolności… w zawieszeniu! – Dostrzegam luki w prawie, które powinny być zlikwidowane przez ustawodawcę – przyznaje sędzia Artur Borowy, prezes Sądu Rejonowego w Ostródzie. – Pies nie mógł zostać zatrzymany, bo byłoby to w sprzeczności z ustawą o ochronie zwierząt. Prawo karne nie pozwala nam na interesowanie się zwierzęciem, jeżeli to zwierzę nie jest ofiarą, jeśli nad tym zwierzęciem ktoś się nie znęca.
Opiekun dopiero teraz trafił do więzienia. Sędzia nakazał wykonanie kary, ale nie z powodu szczucia psem, ale za alkoholizm i niepodejmowanie pracy. Amstaf też siedzi, ale w schronisku – na obserwacji. Jeśli nie będzie agresywny, zostanie oddany w dobre ręce.
ADAM BOGORYJA-ZAKRZEWSKI
Cały artykuł w numerze 7/2011 Eurogospodarki

