Panie ministrze, problem społeczny, w sprawie rolnictwa w Polsce jest, i moje zainteresowanie wynikało z tego, jak ludzie postrzegają polską wieś. Powiedział pan, żeby nie robić nagonki – ten artykuł miał na celu pokazanie stanu rzeczy, nie tylko krytykę, ale również zrozumienie dla zainteresowanych. To jest bardzo trudne zadanie, biorąc pod uwagę wydarzenia: wyrok Trybunału Konstytucyjnego i ogólne reformy, planowane od wielu lat.
– Cięgle pokutuje podział na miasto i wieś. Nadal nie ma zrozumienia, że mieszkańcy wsi są takimi samymi obywatelami jak mieszkańcy miast. Należy też wziąć pod uwagę, że pewnymi sprawami dotyczącymi tych pierwszych zajmuje się minister rolnictwa, a pozostałymi inni ministrowie. Tymczasem mieszkańcy wsi to nie tylko rolnicy. Warto zdać sobie sprawę z faktu, że obecnie zaledwie 17% spośród nich utrzymuje się głównie z rolnictwa. Pozostali to albo wielozawodowcy, albo mieszkańcy wsi, którzy w ogóle z rolnictwem nie mają nic wspólnego.
Natomiast na wsi niezbędne jest podniesienie poziomu edukacji, dostępu do opieki zdrowotnej, stworzenie właściwej infrastruktury technicznej oraz zwiększenie dostępu do kultury. Oczekuje się, że wszystkie problemy mieszkańców wsi rozwiąże minister rolnictwa, a to jest niemożliwe. Podobne oczekiwania dotyczą także problemu ubezpieczeń zdrowotnych.
Warto przypomnieć, że powszechnym systemem ochrony zdrowia rolnicy objęci zostali dopiero w 1972 r. Uzyskali prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej otwartej i zamkniętej. Jednak ze względu na wieloletnie zaniedbania w tworzeniu sieci placówek służby zdrowia na wsi dostęp do korzystania z tego prawa też był znacznie utrudniony. Pełnoprawnymi beneficjentami społecznej służby zdrowia rolnicy wraz z rodzinami stali się dopiero z chwilą utworzenia systemu ubezpieczenia społecznego, w którym zobowiązano rolników do opłacania składek, co wynikało z ustawy (27.10.1977). Dopiero wprowadzone w 1999 r. powszechne ubezpieczenie zdrowotne zastąpiło finansowanie opieki zdrowotnej ze środków budżetu państwa finansowaniem ze składek na ubezpieczenie zdrowotne. Ponieważ nie zakładano jednoczesnego zwiększenia istniejących dotychczas obciążeń finansowych ubezpieczeniowych, składka na ubezpieczenie zdrowotne pomniejszała podatek dochodowy od osób fizycznych. Należy jednak podkreślić, że obecnie już tylko część składki (7,75% podstawy wymiaru) rekompensowana jest z podatku, natomiast pozostała kwota (1,25% podstawy wymiaru) opłacana jest z dochodu po opodatkowaniu. Powiązanie składek zdrowotnych z systemem podatku dochodowego umożliwiło objęcie nim rolników opłacających podatek rolny, od którego nie mieliśmy odliczenia składek. W efekcie składki zdrowotne za rolników podlegających ubezpieczeniu społecznemu rolników opłacane są z budżetu państwa, a KRUS jedynie w tym pośredniczy.
Należy pamiętać, że zmiany systemu naliczania i opłacenia składek zdrowotnych musiały brać pod uwagę kwestię niespłaconych zobowiązań społeczeństwa wobec rolników z tytułu obowiązkowych dostaw oraz zobowiązań także wobec tych rolników, którzy, przechodząc na renty i emerytury, przekazali całe swoje gospodarstwa. Zdecydowano zatem, że z budżetu państwa będą opłacane składki zdrowotne za rolników. I, być może nie do końca fortunnie, „listonoszem” tej składki zdrowotnej uczyniono Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego.
Nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby za rolników opłacał samorząd gminny, a więc np. wójt, a KRUS przekazywałby tylko tej instytucji informację o liczbie ubezpieczonych. Bowiem niezależnie od tego, w którym miejscu i jakie rolnik ma gospodarstwo, to widnieje on jako ubezpieczony i od ubezpieczonego byłaby składka. Nieubezpieczony, mimo że był rolnikiem, ale nieubezpieczony w KRUS-ie, nie był beneficjentem tej składki zdrowotnej opłacanej przez państwo. W dodatku powtarzana jest ciągle informacja, że w Polsce mamy 2,7 mln gospodarstw, a za ponad 5 mln rolników państwo płaci składkę zdrowotną, gdyż w gospodarstwie przeciętnie są minimum dwie osoby, które byłyby uprawnione do takich świadczeń. Realnie to 1,48 mln osób jest dzisiaj ubezpieczonych w KRUS-ie i to za nich państwo płaci składkę.
Czy ten system jest sprawiedliwy?
– Z pewnością nie do końca. Wtedy jednak był skrojony na miarę czasu, a dziś powinna nastąpić jego rewizja, przy czym niepotrzebnie wiąże się problem z KRUS-em. Reforma systemu ubezpieczenia społecznego rolników i reforma ubezpieczenia zdrowotnego to dwie odrębne kwestie.
Sam pan zauważył, że niefortunne jest to, że akurat KRUS stał się listonoszem. Jeśli nie on, byłaby inna instytucja.
– Dlatego nie można w tytułach podawać, że przez KRUS rolnicy stracą świadczenia zdrowotne. Wiele takich tytułów pojawia się w mediach. W związku z tym informuję, że to nie przez KRUS. Druga ważna sprawa z tym związana – orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczy ustawy. Podkreślam: ustawy, a nie zarządzenia czy rozporządzeni
Ustawy ostatecznie uchwala Sejm, a podpisuje prezydent RP. Tymczasem Trybunał nie wskazał, do kogo skierował orzeczenie i kogo zobowiązał do jego wykonania. Logiczne jest zatem, że w pierwszej kolejności zobowiązanym do wykonania orzeczenia Trybunału jest ustawodawca, czyli Sejm we współpracy z Senatem i podpisujący ustawy prezydent. W drugiej kolejności rząd, a w trzeciej – inicjatywa obywatelska.
Czy obecnie jakieś inicjatywy są podejmowane w tym kierunku?
– Z mojej strony nie. Zwracam uwagę, że składka dotyczy spraw zdrowotnych. Zmiany w tym zakresie i ustawy proponuje minister zdrowia. Obciążanie tym obowiązkiem ministra rolnictwa i rozwoju wsi, w mojej ocenie, nie jest zbyt fortunne, ale nie uchylam się od inicjatyw. Jeśli zajdzie potrzeba, zaproponuję kolejne zmiany, jednak nie pozwolę na to, by rolników traktowano gorzej niż pracownika. Skoro ja, jako urzędnik, ze swoich dochodów po potrąceniu obowiązkowych danin publicznych, tj. składek na ubezpieczenia społeczne i zaliczki na podatek dochodowy, odprowadzam (za pośrednictwem pracodawcy) składkę na ubezpieczenie zdrowotne w wysokości 1,25% podstawy wymiaru, to chcę, aby tak samo traktowano rolnika. Pozostała część mojej składki zdrowotnej, tj. 7,75% podstawy wymiaru, zmniejsza mój podatek dochodowy. Jestem więc za tym, aby również w przypadku ubezpieczonych rolników w takiej proporcji zmniejszany był ich podatek.
Nie trzeba liczyć ich dochodów?
– To nie jest konieczne. Bo dzisiaj wszystkim wydaje się, że rolnictwo jest dziedziną bardzo dochodową i że jeśli tam będą liczone dochody, to nagle budżet państwa się wzbogaci.
Ale jest duża nierównowaga między rolnikami. Znamy realia biedy i bogatych gospodarstw wielohektarowych.
– Dzisiaj obowiązujący podatek rolny jest równoważny i nie mniejszy niż wyliczony na ogólnych zasadach podatek dochodowy z tytułu przychodów z produkcji rolnej. Nie jest prawdą, że stawka podatku rolnego jest na zbyt niskim poziomie. On jest równoważny i nie mniejszy niż ten, który byśmy chcieli odprowadzać jako podatek dochodowy od dochodów z produkcji rolniczej. Jesteśmy za tym, żeby 7,75% podatku rolnego było odprowadzane na składkę zdrowotną, 1,25% niech dołożą rolnicy, tak jak my ze swoich poborów dopłacamy. Będzie to działanie zgodne z konstytucją. W dalszych etapach niewykluczone, że wprowadzimy podatek dochodowy w rolnictwie. Ci, którzy będą przechodzili na podatek dochodowy obowiązkowy czy dobrowolny (jak w przypadku chociażby rozwiązań w podatku od wartości dodanej VAT), to na takiej samej zasadzie, jak każdy płatnik spoza rolnictwa, będą również wpłacali inne zobowiązania oddochodowe. Dzisiaj oddochodowym zobowiązaniem są ubezpieczenia zdrowotne, ubezpieczenia emerytalno-rentowe i drugi filar emerytalno-rentowy. Więc jeśli rolnicy przejdą na ten system, będziemy także płacili jako rolnicy oddochodową składkę zdrowotną.
Ma pan pomysły w tym obszarze…
– Zwracam uwagę, że obecny system naliczania składki zdrowotnej jest bardzo kosztowny i skomplikowany. Budżet sam sobie wysyła składkę, płacąc na każdym etapie prowizje od przelewów oraz zatrudniając armię urzędników, którzy najpierw księgują składkę w budżecie swojej instytucji, a następnie ją wyksięgowują. Składka zdrowotna za osobę bezrobotną jest wysyłana przez Ministerstwo Finansów do urzędu wojewódzkiego, stamtąd do starostwa, te natomiast wysyłają ją do powiatowego urzędu pracy, z którego przekazywana jest do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i dopiero stamtąd do Narodowego Funduszu Zdrowia. Tymczasem składka zdrowotna za osobę bezrobotną może być opłacona przez budżet bezpośrednio do NFZ. Takie uproszczenie procedury przekazywania składek nie wymaga żadnych zmian w systemie podatkowym, a jedynie zmian technicznych. Zapewniam, że wtedy zmniejszenie kosztów administracyjnych na ubezpieczenia zdrowotne przyniesie większe korzyści niż opłata, jaką dzisiaj państwo ponosi na rzecz rolników.
Niewątpliwie koszty administracyjne dla wszystkich, dla całego społeczeństwa, są to najmilsze oszczędności.
– Proszę zwrócić uwagę, jak przekazywana jest składka za bezrobotnego. Bo wszak bezrobotny po sześciu miesiącach czy po roku traci prawo do zasiłku dla bezrobotnego, ale nie traci prawa do ubezpieczenia zdrowotnego.
Tak, każdy może iść się zarejestrować i niekoniecznie szukać pracy.
– Zatem każdy, kto nie jest obciążony 2 ha ziemi, może iść i zarejestrować się, a automatycznie otrzymuje ubezpieczenie. Rolnik, który ma 2 ha ziemi, już z tego nie może skorzystać. Dla bezrobotnych urząd pracy nalicza składki zdrowotne od zarejestrowanych bezrobotnych i przekazuje do ZUS, a ten do NFZ. Jeśli dzisiaj w Polsce niemających ubezpieczenia zdrowotnego jest promil, to pytanie: po co ten system rejestracji i rozliczenia? Wszyscy w Polsce w tym systemie jesteśmy ubezpieczeni, a obowiązki płatnicze mają ci, którzy pracują, mają działalność gospodarczą, czy to na własny rachunek, czy to zatrudniając się, bo tak to de facto rzeczywiście jest.
Minister finansów Jacek Rostowski twierdzi, że to Waldemar Pawlak blokuje reformę KRUS-u?
– Należałoby zapytać się o to samego premiera Pawlaka. Natomiast jeszcze ani razu nie słyszałem ze strony ministra Rostowskiego i Ministerstwa Finansów ich propozycji reformy. Jeśli zgłoszą takie propozycje, będziemy je oceniać, będziemy się do nich odnosić.
Minister Rostowski uważa, że taka reforma jest na razie „politycznie niemożliwa”…
– Mało kto pamięta, że w 2009 r. rolnicy z gospodarstw powyżej 50 ha zostali obciążeni wyższą składką ubezpieczeniową i nadal mają ryczałtową emeryturę rolniczą, czyli 730 zł. Jest to wobec nich niesprawiedliwe. Będziemy się zastanawiali nad systemem powiązań i dochodów, co administracyjnie będzie bardzo kosztowne i niestety wpływów, jak niektórzy sądzą, do budżetu to nie przyniesie. W efekcie ujawni rzeczywistą biedę na wsi, co obciąży nie tylko rolnictwo. Wówczas sprawą zajmować się będzie minister Fedak i Ministerstwo Pracy, Płacy i Polityki Społecznej, a nie minister rolnictwa.
A co ze świadomością społeczną? Ludzie w miastach nie chcą pracować na wieś, bo tam mieszkają sami bogaci… Może warto ich uświadomić?
– To jest z pewnością rola mediów. I dlatego dziękuję za tę rozmowę. Ciągle powtarzam tym wszystkim, którzy zazdroszczą bogactwa na wsi, że mamy dzisiaj w Polsce ok. 2 mln ha ziemi rolniczej nieużytkowanej, można zostać rolnikiem i korzystać z tego rzekomego dobrobytu. Dzisiaj, w bogatej Europie, niezależnie od tego, którego państwa byśmy nie wymienili, dochody rolników są na poziomie sięgającym maksymalnie 70% dochodów ludności pozarolniczej.
Ale rolnicy w Europie są bardzo szanowaną grupą społeczną.
U nas o rolnikach mówi się ciepło z okazji dożynek. Często też antagonizmy między miastem i wsią są od czasu do czasu podsycane. Naprawdę polska wieś się zmienia i warto, żeby patrzeć na rolnictwo nie tylko pod kątem socjalnym, ale także produkcyjnym, gospodarczym i kulturowym, bo tych płaszczyzn jest naprawdę wiele..
***
Rozmowa z ministrem Sawickim skłania do refleksji oraz prowokuje do polemiki. Zniesienie obowiązkowych dostaw, bezpłatna opieka zdrowotna, wreszcie emerytury i renty – to były wielkie osiągnięcia polskiej wsi w okresie PRL-u. Stanowiły wielki postęp społeczny, akt sprawiedliwości.
Chłopi – mimo że rzekomo byli klasą współrządzącą, a sojusz robotniczo-chłopski był fundamentem Polski Ludowej – byli przez dziesiątki lat pozbawieni tych ważnych obywatelskich uprawnień. I jako ostatni zostali do nich dopuszczeni. Gwoli ścisłości warto pamiętać, że znaczna część mieszkańców wsi korzystała jednak z bezpłatnej opieki medycznej oraz ubezpieczenia emerytalno-rentowego. Systemem ZUS-owskim objęci byli pracownicy PGR-ów, członkowie spółdzielni produkcyjnych, chłopi łączący pracę w gospodarstwie z zatrudnieniem pozarolniczym, wreszcie mieszkańcy wsi pracujący na państwowym (nauczyciele, służba rolna, urzędnicy itp.). Natomiast indywidualni rolnicy, utrzymujący się z pracy we własnych gospodarstwach, pozostawali poza systemem ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalno-rentowych. Nie znali płatnych urlopów, zwolnień chorobowych, zasiłków. Zdani byli wyłącznie na siebie.
Dobrze pamiętam prowadzoną przez lata batalię o te dobrodziejstwa dla chłopów. Sam w niej, jako publicysta, uczestniczyłem, na łamach i nie tylko. Trudna to była walka, długa i nierzadko pośrednia czy wręcz podjazdowa. Chociaż pierwsza ustawa ubezpieczeniowa z 1977 r. była daleka od ideału: prawo do emerytury uzależniała od przekazania państwu gospodarstwa, była jednak dużym postępem. Likwidowała na wsi widmo wycugu, starości bez dochodów i opieki, zmieniła los ludzi chorych i niepełnosprawnych. Do dziś dla wielu chłopskich rodzin jest ratunkiem przed biedą. Z czasem system ubezpieczeń rolniczych był doskonalony, aż przybrał postać ustawy z 1990 r., która wprowadziła Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Ustawa ta po kilku nowelizacjach obowiązuje do dzisiaj. Jeśli ubezpieczenie emerytalno-rentowe od początku jest opłacane przez samych rolników, to całkowite koszty ubezpieczenia zdrowotnego pokrywa państwo. Życie lubi paradoksy. To, co przez lata stanowiło wyraz sprawiedliwości społecznej, było symbolem postępu, raptem okazuje się niemal nadużyciem, a przynajmniej nieuzasadnionym przywilejem. Trybunał Konstytucyjny, rozpatrując skargę wniesioną przez Rzecznika Praw Obywatelskich, uznał, że bezpłatna opieka zdrowotna rolników jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Z takim trudem wywalczone prawo powinno zostać unieważnione.
Rząd otrzymał na załatwienie sprawy 15 miesięcy. Bardzo trudne i niepopularne jest to zadanie. Rozwiązania, które spełniłoby dyrektywę Trybunału, a zarazem było do zaakceptowania przez zainteresowanych, jak na razie nie widać. Że system KRUS wymaga zmian, to nie podlega dyskusji. Z inicjatywy ministra Sawickiego w 2008 r. znowelizowano ustawę ubezpieczeniową, wprowadzając zasadę, że właściciele gospodarstw powyżej 50 ha płacą wyższą składkę (ale nie otrzymują wyższej emerytury). To jednak tylko kroczek we właściwym kierunku. Wydaje się, że poprzeczka 50 ha została ustawiona zbyt wysoko, być może dałoby się obniżyć ją do 20 ha. Zresztą sam areał posiadanej ziemi nie przesądza o dochodowości gospodarstwa. W części przypadków rzeczywiście mamy do czynienia z niczym nie uzasadnionymi przywilejami i trzeba coś z tym zrobić.
Być może sensownym rozwiązaniem jest wysunięty przez ministra Sawickiego pomysł, aby składką zdrowotną obciążyć rolników, a zarazem wydatek ten odliczyć od płaconego przez nich podatku gruntowego. Tyle że straty z tego powodu dla budżetów gmin musiałoby pokryć państwo. Czyli zysk z tej operacji żaden, z tym że może w ten sposób spełniony byłby wymóg zgodności z konstytucją.
Marek Sawicki nie pali się do tej roboty. Łudzi się, że może spadnie ona na minister zdrowia Ewę Kopacz lub jego partyjną koleżankę minister pracy Jolantę Fedak. Oczekuje, że z inicjatywą zmiany ustawy wystąpi parlament, prezydent, a może sami obywatele. To złudzenia! Uniki na nic się zdadzą. Projekt dostosowania ustawy do konstytucji musi wyjść od rządu. To jego obowiązek. A w praktyce od ministra rolnictwa i rozwoju wsi, w którego gestii znajduje się KRUS. A czy to będzie Marek Sawicki, czy jego następca, to już inna kwestia.
Kłopoty z KRUS-em przypominają mi przedwojenną anegdotę. Stary gospodarz, czując zbliżającą się kostuchę, przywołuje do łoża boleści trzech synów, aby uzgodnić, który zajmie się jego pogrzebem. Synkowie popatrują a to na siebie, a to na ojca. – Może powinienem ja – rzecze najstarszy – ale mam rodzinę, dzieci… – Ja właściwie mam się żenić, potrzebuję pieniędzy – spuściwszy oczy, powiada brat średni. Wszyscy czują się nieswojo, popatrują z nadzieją na najmłodszego. Ten po dłuższym namyśle odzywa się: – Najlepiej tato, żeby Was co zjadło albo woda zabrała…
SATURNIN SOBOL
źródło: Eurogospodarka nr 3/2011

