A z tym jest u nas źle, wręcz tragicznie. Jesteśmy w niechlubnej czołówce państw europejskich pod względem śmiertelności na drogach. Na 1400 wypadków w Brandenburgii sprawcami aż tysiąca są polscy kierowcy!
Rocznie na drogach ginie w Polsce średnio ok. 4,5 tys. osób. W czasie tylko jednego weekendu – przeciętnie 50 osób, to jak jadący na cmentarz autokar z kompletem pasażerów. Dla porównania: w Norwegii ginie na drogach 250 osób – ale w ciągu roku! I jeszcze, dla otrząśnięcia, trochę szokującej statystyki. Wskaźnik zabitych na sto wypadków w Niemczech to 1,4, w Polsce – 11,1. GDDKiA chce ograniczyć w Polsce liczbę wypadków śmiertelnych o 75%. Jak? Sposobów jest wiele.
Co się sprawdziło? Wiele rozwiązań – technicznych, organizacyjnych i prawnych. W Niemczech: obowiązkowa jazda na oponach zimowych i dopracowany system zarządzania ruchem. Dyżurni poprzez tablice o zmiennej treści przekazują nie tylko informacje o temperaturze przy nawierzchni drogi, gołoledzi czy o kolizji lub korku na drodze. Potrafią poprowadzić kierowcę np. autostradami z południa kraju na północ, wybierając optymalną, najmniej zatłoczoną i najbezpieczniejszą trasę.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad czerpie z pomysłów skandynawskich, holenderskich i niemieckich. Zmieniła już przepis o barierach ochronnych przy drogach. W Norwegii drogowcy zamontowali przy drogach elastyczne bariery boczne, które pochłaniają energię uderzenia samochodu. Odbijają samochód z powrotem, ale tylko z taką siłą, by nie wypadł na przeciwległy pas. W Skandynawii stosuje się też bariery z lin metalowych. Są one też w Polsce, m.in. przy drodze wlotowej do Siedlec. Zaskakujące wrażenie w Norwegii robią „elastyczne” słupy lamp oświetleniowych, które łamią się od uderzenia samochodu. Ich podstawa nie jest wbetonowana w fundament, lecz zamontowana na niewielkich kółkach.
Najbezpieczniej w Europie jest na drogach Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii i Malty. Tam giną średnio cztery osoby w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. W Polsce trzykrotnie więcej. Straty społeczno-ekonomiczne, czyli utrata PKB z powodu śmierci osób na drogach oraz m.in. kosztów leczenia i rehabilitacji rannych po tych wypadkach, wynoszą średnio 30 mld zł.
ADAM BOGORYJA-ZAKRZEWSKI dziennikarz „Interwencji” Telewizji Polsat
Cały artykuł w numerze 3/2011 Eurogospodarki.

