Badania lekarskie osób pracujących na umowę o dzieło, pobór opłaty za przejazd autostradą pługu czy też obowiązkowe egzemplarze pism pornograficznych dla posłów – to tylko niektóre absurdy czeskiego prawa. Śledząc pomysły rządzących, chciałoby się rzec – „czeski film”.
Mimo iż nasi południowi sąsiedzi przodują w przyjaznych obywatelowi rozwiązaniach, to w ich prawodawstwie nadal pozostaje wiele „smaczków”. Te z jednej strony wywołują uśmiech, z drugiej stają się nie lada utrapieniem dla tych, którzy owe regulacje muszą wypełniać.
Od wielu lat Czesi starają się budować wizerunek państwa przyjaznego dla obywateli i przedsiębiorców. Praktycznie wszystkie nowe regulacje prawne ostatnich lat mają właśnie taki cel. I trzeba oddać Czechom sprawiedliwość – nowe przepisy zazwyczaj są przemyślane i rozsądne. Jednak nie zawsze. Tak oto na wiosnę ubiegłego roku weszło w życie rozporządzenie mówiące o tym, że kiedy przedsiębiorca chce zatrudnić kogoś, nawet na umowę zlecenie czy umowę o dzieło, osoba taka musi przejść badania u lekarza medycyny pracy. Co ciekawe, przepis ten obowiązuje również w przypadku, kiedy usługa ma być świadczona nawet przez zaledwie jeden dzień! Co więcej, jeżeli przedsiębiorca będzie potrzebował zlecić tej osobie wykonanie jakiejś pracy za miesiąc lub dwa, badanie trzeba będzie powtórzyć. Oczywistym jest, że koszty takiej wizyty lekarskiej ponosi przedsiębiorca. Zaś niedopełnienie tego obowiązku grozi karą w wysokości 2 mln koron (ok. 320 tys. zł).
Sens tegoż przepisu dość trudno odgadnąć, bowiem w Czechach instytucja tzw. brygadnika (czyli osoby zatrudnianej na umowę o dzieło – najczęściej na okres kilku dni – lub w zastępstwie) stała się lekarstwem nie tylko na prace sezonowe, ale także sposobem na szybkie i skuteczne zapewnienie siły roboczej w przypadku zwiększonej liczby zamówień lub choroby pracowników. Tymczasem wprowadzenie takiego rozwiązania sprawiło, że zatrudnianie brygadników z godziny na godzinę stało się praktycznie niewykonalne. Automatycznie przyczyniło się to do zmniejszenia liczby oferowanych brygad (prac tymczasowych), a w wielu przypadkach spowodowało nawet przejście zleceniobiorców do szarej strefy.
TOMASZ DAWID JĘDRUCHÓW, korespondent z Czech
Cały artykuł w numerze 2/2013 Eurogospodarki.
UWAGA! Dla zalogowanych, stałych użytkowników naszego serwisu, pełna wersja artykułu dostępna jest w strefie płatnej.

