O tym, że najbardziej rasowe konie czystej krwi arabskiej są właśnie w Polsce, wiedzieli hodowcy z wielu krajów od dawna. Nie kwestionowali tego faktu nawet przedstawiciele krajów arabskich, gdzie ta rasa miała swój początek. Nieprzypadkowo na aukcjach koni czystej krwi, odbywających się tradycyjnie w Janowie Podlaskim, zjawiali się praktycznie wszyscy znaczący światowi hodowcy i wielbiciele tej rasy. Ceny tych wyjątkowej urody koni biły kiedyś rekordy.
W 1985 r. na „Polish Ovation Sale” w Arizonie amerykański milioner zapłacił za klacz o znaczącym imieniu „Penicylina” 1,5 mln dol. Ceny koni z państwowych stadnin w Michałowie i Janowie Podlaskim wahają się od 100 tys. euro do 300 tys. euro. W 2008 r. klacz „Kwesturę” z Michałowa wylicytowano za 1150 tys. euro. Jednym z wiernych uczestników janowskich aukcji jest Shirley Watts – żona perkusisty zespołu The Rolling Stones. Bywa, że to ona (czasami z mężem) kupuje te najdroższe konie.
Opinia o koniach czystej krwi arabskiej prezentowanych na aukcjach w Janowie, wygrywających wiele międzynarodowych czempionatów, miała zapewne niebagatelne znaczenie, gdy jeden z książąt wywodzących się z saudyjskiej rodziny królewskiej postanowił część swojej wielkiej hodowli Al Khaledih Farm ulokować w Europie.
Magiczne miejsce
Hubert Kulesza, dyrektor generalny działającej niedaleko Płońska arabskiej spółki Estate AKF, słyszał, że książę z Arabii Saudyjskiej początkowo chciał ulokować stadninę w Czechach. Saudyjski bywalec janowskich aukcji przypomniał jednak o historii koni arabskich w Polsce i znakomitych hodowcach, i książę postawił na Polskę. Mając do wyboru kilka miejsc, arabscy eksperci zdecydowali się na miejscowość Wrońska. Konkretna lokalizacja wynikała z konieczności znalezienia odpowiednio dużej działki, którą akurat można było kupić. Miejsce okazało się jednak magiczne. W przeszłości grunty, na których od podstaw zbudowano stajnie, wybiegowy hangar i siedzibę dyrekcji, wchodziły w skład majątku rodziny Jaworowskich. Tam w 1924 r. przyszedł na świat Ignacy Jaworowski – polski patriota, znakomity hodowca koni arabskich. Pracował m.in. w Janowie Podlaskim, a przez 44 lata – do 1997 r. – zarządzał, jako dyrektor, Państwową Stadniną Koni w Michałowie (woj. świętokrzyskie). Inż. Ignacy Jaworowski to m.in. doktor honoris causa Akademii Rolniczej w Krakowie (jedyny praktyk), twórca typu „michałowskiego” araba, odtwórca maści tarantowata, hodowca kilkudziesięciu koni czempionów Polski, Europy, Ameryki i świata, a także laureat „Oskara Hodowcy” przyznawanego przez hodowców koni z USA. Dla uczczenia tej postaci wmurowano specjalną tablicę, a dyrektor Hubert Kulesza odsłaniając ją, zorganizował światowy zjazd rodziny Jaworowskich.
Szczęście sprzyjało stadninie we Wrońskach od początku. Już w trakcie lotu pierwszych 14 koni, na lotnisku w Brukseli (samolot nie mógł wylądować w Warszawie), przyszło na świat pierwsze źrebię! Stąd dyrektor Kulesza ma statystyczny kłopot. W Arabii Saudyjskiej odnotowano odlot 14 koni, a w Warszawie zanotowano przylot 15 sztuk.
Połączenie doświadczenia z młodością
Hubert Kulesza jest specjalistą od zarządzania, którego uczył się na studiach w USA. Nad pracą hodowlaną czuwa w Estate AKF Sp. z o.o. bardzo doświadczony specjalista od hodowli koni czystej krwi mgr inż. Władysław Guziuk. To doświadczenie zdobywał pod okiem dyrektora Andrzeja Krzyształowicza w Państwowej Stadninie Koni w Janowie Podlaskim. Pan Władysław czuwa nad właściwym doborem ogierów do krycia poszczególnych klaczy, odchowem „młodzieży”, żywieniem, codziennym wybieganiem itp. Właściciel z Arabii Saudyjskiej – książę – mając świadomość, że w Polsce wprawdzie koniom arabskim klimat dobrze służy, ale dla tych przeniesionych z upalnej pustyni może okazać się zbyt ostry, postanowił, że nawet hala wybiegowa musi być zimą ogrzewana. I tak jest.
Przy boksach widać wielu młodych ludzi z okolicznych sołectw (łącznie pracuje 16 osób). Nad wszystkim „co zielone”, z kilkuhektarowym sadem włącznie, czuwa młody absolwent SGGW mgr inż. Sławomir Gortat. – Stadnina rozpoczynała funkcjonowanie od 5 ha gruntów. Teraz ma ok. 40 ha i na razie bardziej opłaca się jej dokupować część paszy niż grunty – twierdzi. Okoliczni rolnicy zbyt podnieśli ceny ziemi.
– W pierwszym etapie stadnina ma liczyć ok. 40 koni, w drugim 80, a trzecim 120 sztuk – informuje dyrektor Kulesza. Wierząc w szczęśliwe porody, ta pierwsza liczba będzie w tym roku przekroczona. Niedawno przyszła na świat kasztanowata klaczka, która jest 37. koniem. Maść kasztanowata może oznaczać, że jej przodkowie (prawdopodobnie z Francji) dobrze sobie radzą na torach wyścigów konnych. Pierwsze młode konie z Wrońsk zostały poddane treningowi i niebawem wezmą udział w gonitwach koni arabskich na warszawskim Służewcu. Będzie to jedyna konkurencja między arabami przywiezionymi z Arabii Saudyjskiej i tymi z polskich stadnin. Jesienią będzie można ją podsumować – także finansowo.
Hubert Kulesza podkreśla, że zarządzana przez niego stadnina blisko współpracuje z wieloma państwowymi i prywatnymi polskimi stadninami koni arabskich. Kupowane jest nasienie od ogierów z polskim rodowodem, a ogiery z Wrońsk, zwłaszcza „Galba”, kryją klacze w polskich stadninach. Na boksach zdecydowanej większości klaczy i ogierów widnieją dwuczęściowe nazwy arabskie. W jednym z pierwszych stacjonuje właśnie „Galba”. Ma bogaty życiorys. Urodził się prawdopodobnie w Niemczech. Po zakupie przez wspominanych Wattsów pozostawił wiele cennego potomstwa w Wielkiej Brytanii – jego dzieci są w wielkiej stadninie w Arabii Saudyjskiej – a swój pobyt w Polsce rozpoczął od „pracy” w Michałowie, za którą stadnina we Wrońskach otrzymała źrebaki.
***
Każdy z koni czystej krwi arabskiej ma zapisany w księgach swój bogaty rodowód. Ludzie kochający konie to zwykle pasjonaci, nie zawsze dbający o efekt ekonomiczny, ale zazwyczaj on jest, chociaż w bardzo różnej postaci. W Wielkiej Brytanii hodowla i chów koni tworzy 400 tys. miejsc pracy, w Niemczech niewiele mniej – 380 tys., a w Polsce, uznawanej niegdyś za najbardziej „koński” kraj w Europie – zaledwie 40 tys. Państwowe stadniny koni i stada ogierów są w rozsypce. Czy takie piękne wyjątki jak we Wrońskach potrafią utrzymać mit znakomitej polskiej hodowli? To chyba za mało.
HENRYK PIEKUT
źródło: Eurogospodarka 6/2010

