Rok 2013 pod względem opresyjności systemu zdeterminowanego na powiększenie wpływów do budżetu jest wyjątkowy w skali sześcioletniej już kadencji. Nie tylko w opracowaniach naukowych, ale także w rozmowach Polaków czy ich aktywności w Internecie da się wyczytać, że urzędy skarbowe, policjanci, organy kontrolne i wszyscy, którzy mają możliwość wystawiania mandatów w ostatnim czasie wykazują zaskakująco wysoką aktywność. Wynika to zapewne z bardzo złego i kompletnie nietrafionego budżetu na ten rok, który praktycznie po kilku tygodniach wymagał już nowelizacji, a „kwiatki” pokroju planowanego zwiększenia wpływów z drogówki były jak ostatnie gwoździe do trumny. Wiadome jest więc, że konieczne będzie powiększenie deficytu, a co za tym idzie zwiększenie zadłużenia kraju, które już w tym momencie stoi na niedorzecznie wysokim poziomie. Politykom coraz trudniej jest przekonać Polaków, że to normalna procedura sprawowania władzy, a błogie poczucie normalności, które sprawiało, że przez lata wielu wierzyło, że tak ma być, poszło w odstawkę.
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 7/2013 Eurogospodarki.

