Miejskie przedsiębiorstwa komunikacyjne mają ograniczone źródła dochodów. Do głównych z nich należą wpływy z biletów oraz dotacje z budżetów miast, które – jak wiadomo – nie są z gumy i muszą zabezpieczyć znacznie więcej innych, równie palących, potrzeb lokalnych społeczności. Niektóre jednostki zarabiają dodatkowo na okolicznościowym wynajmie środków transportu oraz sprzedaży powierzchni reklamowej na pojazdach. Nie są to jednak kwoty robiące wrażenie, dlatego łatwo zrozumieć, jak wielkie znaczenie w finansowaniu komunikacji miejskiej odgrywają dochody z biletów.
Przedsiębiorstwa komunikacyjne funkcjonują w gospodarce według tych samych praw, co inne podmioty. Dotykają je wahania koniunktury skutkujące m.in. trudnymi do przewidzenia skokami cen ropy naftowej. Ich pojazdy psują się i zużywają, dlatego nie tylko podniesienie, ale choćby utrzymanie pewnych standardów funkcjonowania, wiąże się z ciągłymi wydatkami. W świecie rosnących kosztów oznacza to często konieczność podejmowania niepopularnych decyzji, włącznie z tymi o podniesieniu opłat za przejazd.
Skupiając się na wzrostach cen biletów, zdajemy się czasem nie zauważać pozytywnych zmian, które bez wątpienia nastąpiły w transporcie zbiorowym polskich miast w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Przecież jeszcze niedawno po drogach największych metropolii wlekły się rozklekotane Ikarusy. Dziś większość miast może pochwalić się nowoczesnymi autobusami niskopodłogowymi wyposażonymi w klimatyzację czy wewnętrzny monitoring. Nie są to bajery, to standard, którego oczekują pasażerowie, chociaż często nie zdają sobie sprawy, że włączona latem klimatyzacja to wzrost zużycia paliwa o ok. 10%, a przy zakupie autobusu – to dodatkowy koszt 50-80 tys. zł. Tramwajowy złom, który po okresie intensywnej eksploatacji u naszych zachodnich sąsiadów trafił nad Wisłę, zamiast zostać przerobionym na żyletki, zastąpił komfortowe cudeńka zw. bombardierami. Rewolucję widać gołym okiem. Zmiany jednak słono kosztują. Zarówno podniesiony komfort, niezawodność, jak i bezpieczeństwo, tak ważne w aspekcie funkcjonowania komunikacji zbiorowej.
Artykuł ten nie jest próbą usprawiedliwiania podwyżek, jeśli te są wynikiem niegospodarności i złego zarządzania komunikacją miejską. Z pewnością zdarza się, że w przypadku niektórych miast w Polsce decyzje o nich podejmowane są zbyt pochopnie. Bez szczegółowej analizy ekonomicznej lub ze zwykłej ludzkiej bezmyślności. Warto jednak pamiętać, że na cenę biletu w transporcie zbiorowym składa się wiele najróżniejszych czynników. Tak zależnych, jak i niezależnych od władz lokalnych, które mogą w bardziej optymalny, a więc i opłacalny, sposób zarządzać rozkładem połączeń, ale są bezradne, gdy ceny paliwa i inflacja galopują jak oszalałe. Warto mieć to na uwadze, aby krytykować i domagać się wyjaśnień wtedy, gdy nie istnieją gospodarcze przesłanki do windowania cen, a zarazem przyjąć podwyżki ze zrozumieniem, kiedy jest to w pełni uzasadnione.
SŁAWOMIR WOJTAŚ
Cały artykuł w numerze 1/2014 Eurogospodarki.