Winna jest Unia Europejska. To właśnie Unia, a dokładniej ministrowie rolnictwa krajów członkowskich kilka lat temu zdecydowali o zmniejszeniu produkcji cukru. Bo rzeczywiście cała Wspólnota od lat borykała się z nadprodukcją cukru. Rosły zapasy, koszty magazynowania, dopłaty do nieopłacalnego eksportu. Postanowiono więc poważnie ograniczyć produkcję. Każdy kraj członkowski otrzymał limit. Nie tyle samej produkcji cukru, co określoną kwotę do ulokowania towaru na własnym rynku. Polska uzyskała stosunkowo dużą kwotę – ponad 1,4 mln t. Ale jest ona niższa od krajowego spożycia. W rezultacie musimy rocznie importować ok. 200 tys. t cukru.
Po czterech latach od wprowadzenia reformy i dokonania restrukturyzacji branży cukrowniczej coraz częściej słyszy się opinie, że była ona niepotrzebna, że nie przyniosła spodziewanych rezultatów, że należy się powoli z niej wycofywać. W gruncie rzeczy nie udało się osiągnąć żadnego z zamierzonych celów. Wprawdzie w skali całościowej zmniejszono z 17 do 12 mln ton ilość, jaką wolno sprzedać na europejskim rynku, ale sama produkcja cukru wcale nie spadła. Nadal są duże nadwyżki, z którymi nie bardzo wiadomo co robić. A jednocześnie kraje UE są zobowiązane do importowania znacznych ilości tego towaru z krajów rozwijających się. Polska, wyprodukowawszy 1,8 mln t, ma znaczne nadwyżki, a mimo to sprowadza 200 tys. ton. Wygląda to dosyć absurdalnie, ale tak niestety jest.
Nie udało się również doprowadzić do obniżki cen dla konsumentów. Wręcz przeciwnie. Jeśli w momencie rozpoczynania reformy cena tony cukru na rynku międzynarodowym wynosiła nieco ponad 600 euro, to obecnie – powyżej 800 euro i nadal wykazuje tendencję wzrostową. Odczuwamy to wszyscy podczas codziennych zakupów.
W obronie kwot występują głównie rolnicy. Chcą ich utrzymania przez najbliższe kilka lat. Nie są to obawy całkiem bezzasadne. Plantatorzy wiedzą, że puszczenie wszystkiego na żywioł wolnego rynku może doprowadzić do upadku europejskiego cukrownictwa, w tym polskiego. Wiadomo przecież, że w Brazylii, Kolumbii, Indiach czy krajach karaibskich produkcja cukru jest dużo tańsza, więc będzie on wypierał rodzimą produkcję w UE. Nagła deregulacja rynku w UE byłaby więc nader niebezpieczna.
W wielu państwach rolnicy i ich organizacje są właścicielami lub współwłaścicielami przedsiębiorstw przetwórczych bazujących na surowcach rolniczych. Częściowo tak jest również w Polsce. Przy komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych kooperujący z nimi rolnicy otrzymali bezpłatnie 15% ich akcji. A spółdzielnie mleczarskie są w całości własnością dostawców. Dlaczego nie miałoby tak być w cukrowniach? Oczywiście jest to
możliwe, ale tylko w odniesieniu do fabryk będących jeszcze własnością państwa. Czyli tych siedem zrzeszonych w Krajowej Spółce Cukrowej. Właśnie Skarb Państwa prowadzi sprzedaż akcji tych firm plantatorom. I to na dogodnych, preferencyjnych warunkach.
SATURNIN SOBOL
Cały artykuł w numerze 5/2012 Eurogospodarki.

