Aby złagodzić problem, Polska planuje wybudowanie dwóch elektrowni jądrowych o mocy 3000 MW każda. Pierwszy blok miałby ruszyć w 2020 r. Inwestorem ma być Polska Grupa Energetyczna (PGE), która analizuje technologie trzech dostawców: koncernu Westinghouse Electric Company LLC z reaktorem AP 1000, francuskich firm EDF i Arevy z reaktorem EPR oraz koncernu GE Hitachi Nuclear Energy Americas z reaktorem ESBWR.
W pierwszej polskiej elektrowni − w zależności od rozstrzygnięcia przetargu − działałyby trzy reaktory AP 1000 lub dwa mocniejsze ESBWR lub EPR. Ostatnie wydarzenia w Japonii, gdzie w wyniku kataklizmu uległy uszkodzeniu elektrownie jądrowe, znów studzą zapał do atomu.
Wyjściem z sytuacji mogłyby być małe elektrownie atomowe. Rono Moleschi, szef instytutu rozwoju technologii jądrowych w Montrealu, uważa, że obecnie nad tymi reaktorami pracuje na całym świecie ok. 3 tys. inżynierów, a do 2030 r. na świecie działać będzie nawet 90 małych reaktorów jądrowych produkujących prąd. Przodują Rosjanie. W Sankt Petersburgu Rosatom buduje w tamtejszym porcie przenośną atomową stację energetyczną, która w 2011 r. ma być przetransportowana na rosyjski Daleki Wschód, a w planach jest budowa czterech. Mają one zaopatrywać w prąd przybrzeżne oraz leżące nad rzekami miasta. Można je instalować tam, gdzie z powodu trudnych warunków geologicznych czy meteorologicznych nie sposób instalować normalnych reaktorów. Są one m.in. odporne na trzęsienia ziemi. Możliwość awarii ocenia się jak jeden na sto tysięcy. Taka niewielka rosyjska stacja kosztuje zaledwie 550 mln dol.
W tym samym kierunku idą Amerykanie. Np. koncern NuScale Power za 2,2 mld dol. Oferuje siłownię atomową z 12 małych reaktorów, które można odebrać zwykłą ciężarówką. Meksykańska Hyperion Power Generation oferuje jeszcze tańsze reaktory o wielkości lodówki, z uranem wystarczającym na 10 lat. Japońska Toshiba twierdzi natomiast, że przygotowywany przez nią model 4s (super, mały, prosty, bezpieczny) będzie mógł funkcjonować bez uzupełnienia paliwa przez 30 lat.
Kto wie, czy także w Polsce nie należałoby się pochylić nad tymi reaktorami. Elektrownie węglowe, które obecnie u nas dominują, odejdą pewnie w zapomnienie z powodu dyrektyw unijnych dotyczących zanieczyszczenia środowiska. Dokumenty KE zakładają redukcję emisji dwutlenku węgla o 20% do 2020, o 40% do 2030 r. i o 80% do 2050 r. Kto się nie dostosuje, ten zapłaci kary.
Pozostaje jeszcze gaz oraz energia odnawialna. Gaz tani jednak nie jest i pewnie nie będzie. Nad naszym łupkowym, którego dobrze jeszcze nie zbadaliśmy, gromadzą się czarne unijne i ekologiczne chmury. − Gaz łupkowy może pełnić jedynie rolę uzupełniającą w dostawach dla Europy i nie zastąpi importu gazu konwencjonalnego z Norwegii czy Rosji − mówił unijny komisarz ds. energii Guenther Ettinger, dodając, że UE ma swoje przepisy, których trzeba przestrzegać. Wydobycie tego gazu z zaciśniętych skał wymaga użycia dużych ilości wody z niewielką domieszką chemikaliów, które potem mogą przedostać się do wód gruntowych. A ugrupowanie Zielonych w PE chce zakazać wydobycia gazu łupkowego w Europie.
Obecnie w UE funkcjonują 143 elektrownie atomowe: siedem w Belgii, dwie w Bułgarii, sześć w Czechach, cztery w Finlandii, 58 we Francji, 17 w Niemczech, cztery na Węgrzech, jedna w Holandii, dwie w Rumunii, cztery na Słowacji, jedna w Słowenii, osiem w Hiszpanii, 10 w Szwecji, 19 w Wielkiej Brytanii. Elektrowni atomowych nie ma we Włoszech i Polsce, a od 1 stycznia 2010 r. na Litwie. Na świecie działają 442 reaktory energetyczne, dostarczające 375 tys. GW energii elektrycznej.
JAN WYGANOWSKI
Cały artykuł w numerze 4/2011 Eurogospodarki.

