W jaki sposób państwo polskie mogłoby potencjalnie zarobić na gazie łupkowym? Po pierwsze, dzięki opłatom za koncesje i użytkowanie górnicze. Po drugie, dzięki podatkom VAT i CIT. Po trzecie natomiast, dzięki opłatom eksploatacyjnym stanowiącym około jednego procenta wartości samego gazu. Łącznie jest to kilkanaście procent wartości kopaliny, które mogłoby wpływać przy dzisiejszym stanie prawnym do Skarbu Państwa.
Jeżeli przyjrzymy się prasie ekonomicznej, która coraz częściej dopatruje się w gazie łupkowym lekarstwa na światowy kryzys, można się zastanawiać, czy nie przesypiamy swojej dziejowej szansy? Gdyby udało się rozpocząć wydobycie w krajach Unii Europejskiej (pod znakiem zapytania stoi też bój z Komisją Europejską, która do sprawy podchodzi nad wyraz sceptycznie), światowa gospodarka w pewnym stopniu zostałaby odwrócona do góry nogami. Rosja zostałaby zmuszona do przeniesienia swojego eksportu surowcowego na Daleki Wschód, konkurencja wymogłaby obniżenie cen, a nie ma przecież nic bardziej stymulującego gospodarkę niż obniżka ceny surowców.
My natomiast wciąż śpimy. Choć przedwyborcze pomysły utworzenia ogólnonarodowego funduszu, na którym gromadzone byłyby wpływy z łupków, nie są złe (w Norwegii na takim funduszu leży 547 mld dolarów, a u nas byłoby to prawdopodobnie znacznie więcej), to jednak od obietnic niewiele się zmienia.
Krótkowzroczność może skończyć się głupią krzywdą wyrządzoną kolejnym pokoleniom Polaków, które musiałyby tłumaczyć się na świecie ze stereotypu średnio rozgarniętego Polaka niepotrafiącego dbać o swój własny interes.
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 12/2011 Eurogospodarki.

