Rolnicy żądają zaprzestania w nowym budżecie unijnym na lata 2014-2020 dyskryminowania finansowego litewskiej gospodarki, zwiększenia dopłat bezpośrednich do poziomu średniej unijnej oraz większych pieniędzy na rozwój obszarów wiejskich. Z tytułu dopłat bezpośrednich za ha w 2013 r. litewski rolnik otrzyma zaledwie 53% średniej unijnej dopłaty. W niektórych starych państwach dopłaty dla rolników są nawet 3 razy wyższe niż na Litwie. W nowym budżecie unijnym zaplanowano, że dopłaty dla litewskich rolników wzrosną, ale i tak będą jednymi z najniższych w Unii Europejskiej.
A dopłaty stają się głównym źródłem dochodu litewskiego rolnika. Spada produkcja. Hodowla trzody chlewnej jest w br. na poziomie z roku 1919! Wiele wskazuje na to, że to nie koniec spadku pogłowia. W 3-milionowym kraju hoduje się obecnie zaledwie 790 tys. sztuk trzody chlewnej, podczas gdy za czasów ZSRR było ich 3 mln. Co ciekawe, większość świń znajduje się w fermach duńskiego Saerimnera, który przed kilkunastoma laty wziął udział w prywatyzacji litewskiego rolnictwa. Koncentracja produkcji w litewskim rolnictwie jest duża, mimo zlikwidowania kołchozów, ponieważ po ich rozwiązaniu i zwróceniu ziemi kołchoźnikom, ci – w większości – oddali ją w użytkowanie różnym przedsiębiorstwom lub obrotniejszym biznesmenom. W statystyce dominują małe i średnie gospodarstwa rolne (w kraju istnieje ok. 240 tys. gospodarstw rolnych o przeciętnej wielkości 6 ha), ale faktycznie ziemię uprawia kto inny. Nawet rolnicy z polskiej Sejneńszczyzny uprawiają litewskie pola!
Nie każdy rolnik zaczął siać, orać lub hodować. Aby utrzymać duże poradzieckie fermy, należało znów łączyć się w jakąś formę kooperacji rolniczej, a na początku litewskiej transformacji chęci powrotu do „kołchozów” nie było. Farmy krów, owiec, trzody nabywały więc od nowych właścicieli głównie zagraniczne (w większości duńskie) koncerny. Małorolnemu byłemu kołchoźnikowi były one niepotrzebne. Kołchoźnicy nie mieli ani środków do podjęcia samodzielnego gospodarzenia, ani w zasadzie takich umiejętności. W kołchozie zawsze ktoś nimi dyrygował, wskazywał, gdzie i co siać, kiedy i jak karmić inwentarz. Następowała zatem ponowna koncentracja i ziemi, i produkcji.
JAN WYGANOWSKI
Cały artykuł w numerze 8/2012 Eurogospodarki.

