Krajobraz poddany takiemu użytkowaniu jałowieje i pomału umiera, tworząc poindustrialne przestrzenie przypominające nieurodzajną pustynię. Na szczęście można w porę temu zapobiec. Dzięki pomysłowym samorządowcom i ekologicznie odpowiedzialnym koncernom dawno spisane już na straty miejsca odzyskują dziś zupełnie nowy blask.
Kopalnie i fabryki odciskają swoje piętno na otoczeniu. Dawne lasy, łąki i pastwiska zmieniają się w hale produkcyjne, wyrobiska czy hałdy poprzemysłowe. W miarę upływu lat taka przestrzeń ulega ekologicznej i użytkowej degradacji. Zdarza się, że bezpowrotnie niszczeje i obumiera. Tymczasem, jak pokazuje przykład Kopalni Węgla Brunatnego Bełchatów, wielki przemysł może funkcjonować w harmonii ze środowiskiem naturalnym.
Góra Kamieńsk to przykład wzorowego zagospodarowania terenów poindustrialnych i jasny komunikat – warto inwestować w takie miejsca! Wystarczą pomysł, determinacja i odpowiednie środki finansowe. Jak się okazuje, tereny intensywnie użytkowane przez przemysł nie muszą być już na zawsze spisywane na straty. Stara sztolnia, opuszczona fabryka czy na pozór bezużyteczna hałda przy odrobinie wyobraźni mają szansę zyskać nowe życie i nadal, choć inaczej niż pierwotnie zakładano, służyć ludziom.
Coś z niczego – tak w skrócie można nazwać rekultywację terenów poindustrialnych, które zamiast pomału niszczeć i odchodzić w zapomnienie, zmieniane są w gwarne miejsca rekreacji. To już nie pojedyncze przypadki, ale prawdziwa moda. Lokalne samorządy i społecznie odpowiedzialne koncerny przemysłowe inwestują dziś olbrzymie pieniądze, prześcigając się w coraz to bardziej oryginalnych pomysłach. Doskonałym przykładem takich działań jest wspomniana Góra Kamieńsk, która zapewnia niezwykłe atrakcje przez okrągły rok.
Pokopalniana hałda to dziś kompleks narciarski, który w sezonie zimowym kusi narciarzy najdłuższym stokiem w centralnej Polsce oraz wyposażeniem, którego może pozazdrościć niejeden górski kurort. Latem zbocza Góry Kamieńsk to przede wszystkim trasy rowerowe o łącznej długości 42 km.
Również w innych miejscach Polski nie brakuje podobnych przykładów udanej rekultywacji. W nieczynnych sztolniach kopalni soli w Bochni organizowane są dziś biegi długodystansowe, wyścigi rowerowe oraz inne imprezy sportowe. Warszawski Żerań wyrósł na wiodące centrum wspinaczki, odkąd dawne silosy cementowe przerobiono na profesjonalne ściany do uprawiania tej dyscypliny. Śmiałe inwestycje realizowane są na Górnym Śląsku. Stok narciarski na starej hałdzie zbudował Sosnowiec, w którym powstaje także centrum wspinaczkowe wykorzystujące szyb kopalniany. Jeszcze ciekawiej jest w Zabrzu, gdzie w tamtejszej kopalni węgla kamiennego „Guido” odbywają się koncerty muzyczne, przedstawienia teatralne i działa najgłębiej położony pub w tej części Europy (320 m pod ziemią)!
Jak pokazują powyższe przykłady, warunki do aktywnego wypoczynku można zorganizować niemal wszędzie. Miejsca użytkowane dotąd przez kopalnie, huty czy inne zakłady przemysłowe nadają się do tego celu wręcz idealnie, gdyż oferują duże i niezwykle zróżnicowane przestrzenie. Pewnym ograniczeniem może okazać się koszt takiej inwestycji. Budowa samego wyciągu narciarskiego to dziś wydatek co najmniej kilku milionów złotych. Do tego dochodzi konieczność przygotowania odpowiedniego zaplecza gastronomiczno-hotelowego, infrastruktury komunikacyjnej i sanitarnej. Razem nawet kilkanaście milionów złotych! Taniej kosztuje stworzenie centrum wspinaczkowego, ale i tu trzeba dysponować kwotą minimum miliona złotych. Nie wydaje się to jednak specjalnie dużo, jeśli spojrzymy, ile pieniędzy duże koncerny, władze centralne i samorządowe przeznaczają na źle targetowane kampanie wizerunkowe oraz bezsensowne imprezy.
SŁAWOMIR WOJTAŚ
Cały artykuł w numerze 11/2013 Eurogospodarki.

