W ostatnich latach zbudowaliśmy i zmodernizowaliśmy tyle, ile tylko było można. Więcej się nie dało. Przyjęte 4 lata temu plany były nierealne czasowo i wielkościowo. Dlatego teraz może być zastój, chociaż to, co jest w realizacji, raczej zostanie skończone.
Mamy rozsypane systemy: administracyjny, zarządzania i realizacji inwestycji. O roli państwa i doprowadzaniu firm do podpisywania kontraktów poniżej kosztów już wspomniałem. Ale jest też kolejny problem – urzędnicy nie są przygotowani do swoich zadań. W administracji panuje ogromna rotacja kadr, brakuje fachowców. Najlepsi przechodzą do prywatnego biznesu, a w urzędach zostają słabsi. Dzisiejszy urzędnik to fachowiec od niepodejmowania decyzji. Najlepiej jest nie ponosić odpowiedzialności za to, co się robi. Urzędnik nie wyda żadnej decyzji, jeżeli nie ma zapewnienia w dokumentacji, że nie poniesie za nią odpowiedzialności. Podejmując złe decyzje, ma przynajmniej spokój, czego przykładem są różne problemy związane z ochroną środowiska. Czasami drobnostki typu trawa czy jedno drzewko blokują inwestycje na kilka miesięcy, a nawet lat. Urzędniczy paradoks brzmi tak: „im mniej pomagam inwestorowi, tym jest dla mnie lepiej”. A pensja – wcale nie taka zła – i tak będzie na koncie!
Na pewno transport lotniczy spokojnie da sobie radę. W ostatnim okresie nastąpił w tej branży ogromny skok jakościowy. Lotniska już są, zbudowano do nich dojazdy. Jeżeli pojawią się kolejne – biorąc pod uwagę falę bankructw linii lotniczych – to będą tylko uzupełnieniem dla istniejącej sieci połączeń. Podobnie z bazą logistyczną i magazynową. Samolotów też nie brakuje. Jak nie w Polsce, to można je pożyczyć nawet z Korei czy Australii.
Natomiast gdy chodzi o drogi, to jeżeli zrealizujemy program ich budowy do 2015 r., nawet z kilkuletnim poślizgiem, to i tak będzie dobrze i ta sieć autostrad i dróg szybkiego ruchu
zapewni sprawny ruch. Oczywiście problemem jest Polska wschodnia. Sądzę, że przy panującym tam ruchu pojazdów nie ma potrzeby budowania kolejnych autostrad. Wystarczy kilka tras szybkiego ruchu lub przynajmniej obwodnice miast. O zachodnioeuropejskiej sieci autostrad w Polsce zapomnijmy i to chyba na pokolenia.
Gorzej jest z koleją – infrastrukturalnym skansenem. Niestety tu zaległości są ogromne. Od dziesiątków lat nie inwestowano w nią, stąd rozpadające się torowiska, gdzie prędkość 60 km/h to już zagrożenie życia. Ona musi wrócić do stanu jakościowego z lat 30. ubiegłego wieku. Ale na to potrzeba 15-20 lat wytężonej pracy. A dziś okazuje się, że projekty przyjęte do realizacji są mniejsze niż środki unijne przeznaczone na modernizację polskich kolei. Można za tę sytuację winić rząd premiera T. Mazowieckiego, który na polską kolej wydał wyrok, uznając, że nie ma ona przyszłości, dlatego przez lata w nią nie inwestowano. Pozbyto się także najlepszych fachowców inżynierów, zastępując ich słabej kondycji menedżerami. I to był ogromny błąd, za niego będziemy płacić jeszcze długie lata.
Aha, pozostaje transport morski, którego praktycznie w Polsce nie ma. Są porty, które obsługują różnych armatorów – tylko nie polskich, bo ci dawno już zbankrutowali lub pływają pod innymi banderami. Jedyny poważny – PŻM – boryka się z dużymi problemami, musi spłacać raty za statki zbudowane w chińskich stoczniach, bo polskie nie były w stanie spełnić oczekiwań jakościowych i cenowych. I tak nasza gospodarka, nie tylko morska, zamiera. Czy zamienimy się w skansen?
ANDRZEJ KAZAN
Cały artykuł w numerze 9/2012 Eurogospodarki.

