Ukraińscy przedsiębiorcy pracują uczciwie i chcą płacić podatki. Oczywiście wtedy, gdy będą one pobierane według zrozumiałych zasad. Zagraniczni biznesmeni inwestujący na Ukrainie przyzwyczajeni są do jasnych zasad podatkowych w swoich krajach i oczekują tutaj tego samego. Ale zdarza się, że mają oni do czynienia z różnym podejściem do opodatkowania przedsięwzięć, a także z represyjnymi metodami egzekwowania nie zawsze należnych podatków.
Nie widać końca represjonowania przedsiębiorców przez ukraiński urząd skarbowy. Niewiele przedsiębiorstw może wytrzymać nacisk machiny podatkowej i zachować rentowność biznesu. Aby utrzymać się i nie zamknąć przedsiębiorstwa, muszą szukać rozwiązań. Według opinii niektórych biznesmenów trzeba walczyć z wiatrakami, próbując przyciągnąć na swoją stronę ukraińskie i zagraniczne organizacje prawnicze. Teoretycznie jest szansa na wygraną sprawę w sądzie – jednak bez gwarancji, że to zwycięstwo zrekompensuje moralne i materialne wydatki.
Część ukraińskich przedsiębiorców wybiera inną drogę. Uciekają do szarej strefy. Korzystając z wszelkich możliwych sposobów, uchylają się od płacenia podatków i nie ujawniają rzeczywistych dochodów bądź nawiązują nieformalne relacje ze skarbówką i MSW.
Pozycja ukraińskiej skarbówki wywołuje niepokój ekonomistów. Twierdzą oni, że bezprawne opodatkowanie obrotu czy represje, nieprzyjęcie deklaracji VAT i inne nieracjonalne postępowania
spowodują, że spadnie inwestycyjny potencjał i konkurencyjność ukraińskich małych i średnich przedsiębiorstw. Może doprowadzić to do całkowitego zniknięcia legalnego biznesu na Ukrainie, który odpłynie do szarej strefy. A to będzie oznaczać, że można zapomnieć o zagranicznych inwestycjach, dochodach budżetowych i wzroście ekonomicznym.
VIKTORIA CHYRVA
Cały artykuł w numerze 9/2010 Eurogospodarki

