Działacze Koalicji Klimatycznej uważają, że rząd nie jest od tego, aby budować biogazownie czy inne produkujące energię zakłady, ale raczej powinien zachęcać do inwestowania w tzw. energetykę rozproszoną, np. dopłacając do kredytów czy zwalniając z podatków inwestorów. W kraju o przestarzałych, niewytrzymujących opadów śniegu sieciach przesyłowych małe zakłady produkujące prąd mogą umożliwić normalne funkcjonowanie miast, a tym bardziej sołectw w ekstremalnych warunkach. Mają być w tym pomocne – będące w fazie zaawansowanych projektów – elektrociepłownie wykorzystujące jako paliwo gaz ziemny. Planuje się je w Stalowej Woli, Tarnowie i Policach. Ich zaletą jest możliwość szybkiego uruchomienia lub zwiększenia mocy w sytuacjach awaryjnych. Wadą jest dość drogie paliwo, ale nadzieja w tym, że tego paliwa będziemy mieć dużo dzięki importowi gazu płynnego, a kto wie czy nie własnym odkryciom. Na dodatek światowe ceny gazu przestały rosnąć wraz z cenami ropy naftowej, a ostatnio mają nawet tendencję spadkową.
Znaną, ale jednak drogą metodą na ograniczenie zużycia węgla w energetyce jest modernizacja wielu przestarzałych elektrowni, a także linii przesyłowych. Chodzi o to, aby spalając tę samą ilość węgla, uzyskać z niego więcej energii. Jest możliwość uzyskania oszczędności nawet o 2,5% rocznie.
Optymistyczne jest to, że dzięki wymienionym działaniom za kilkanaście lat będziemy łatwiej oddychać, ale nie cieszy fakt, że za to wszystko sporo zapłacimy – zobaczymy to na rachunkach za energię.
HENRYK PIEKUT
Cały artykuł w numerze 2/2011 Eurogospodarki.

