Krajowe ośrodki, gdzie funkcjonuje tramwaj wodny, można dziś policzyć na palcach jednej ręki. Gdańsk, Kraków, Warszawa, Wrocław i Bydgoszcz – to rzadkie przypadki samorządów, które odważyły się na inwestycje przywracające rzekom ich hiArchiwumczną komunikacyjną funkcję.
W Polsce, jak pokazuje przykład Gdańska, zapotrzebowanie na transport wodny jest olbrzymie, a tego typu inwestycje mają szansę w szybkim czasie stać się prawdziwym hitem komunikacyjnym.
Na podobny splendor nie ma co liczyć Krakowski Tramwaj Wodny, który – zamiast stać się alternatywą lub choćby uzupełnieniem dla dominującego w mieście transportu samochodowego – póki co rozbija się o fale bezwzględnej krytyki.
Trudno mieć nadzieję, że polscy samorządowcy z dnia na dzień spojrzą na transport wodny nieco łaskawszym okiem, bo – jak pokazał przykład Krakowskiego Tramwaju Wodnego – tego typu inwestycje nie należą do tanich ani łatwych w realizacji. Śmiałym przedsięwzięciom nie sprzyja również utrzymujący się globalny kryzys, który sieje prawdziwe spustoszenie w kasach miejskich magistratów i zmusza do oszczędności. Należy jednak wierzyć w to i oczekiwać od lokalnych samorządów, że docenią wreszcie komunikacyjny potencjał cieków wodnych, bo mało jest już takich krajów jak Polska, gdzie przepływająca przez środek miasta rzeka nie łączy a dzieli, zamiast spajać poszczególne dzielnice i ułatwiać komunikację, stanowi, niczym średniowieczna fosa, nieprzebytą barierę urbanistyczną.
SŁAWOMIR WOJTAŚ
Cały artykuł w numerze 5/2013 Eurogospodarki.

