Dwa lata temu ten znany i popularny reżyser oraz słynny prezenter „Teleranka” zdecydował się oddać wszystko, co miał – także mieszkanie – by sąd umorzył mu długi i stworzył szansę na rozpoczęcie nowego życia. Zachorował, stracił pracę i możliwości spłacania kredytu na mieszkanie. Wniosek o upadłość konsumencką był jego jedyną szansą. – Starałem się złożyć w sądzie wniosek o upadłość, ale został odrzucony ze względów formalnych, bo nie byłem w stanie przedstawić wszystkich dokumentów – mówi zrezygnowany Broś. Nie przebiera w słowach: – Ustawa o upadłości konsumenckiej, mówiąc kolokwialnie, jest do d…, jest martwą ustawą.
Takich osób, jak te, z którymi rozmawiałem, było 1668. Tyle złożyło w sądach wnioski o ogłoszenie upadłości (dane z 31.05.2011 r.). Do tego czasu ogłoszono upadłość w 26 przypadkach – według statystyki wiceministra sprawiedliwości Zbigniewa Wrony. Wiceminister przedstawia drakońskie zasady ogłoszenia prawa do upadłości: – Likwidacji podlega cały majątek upadłego. Z masy upadłościowej sąd musi zabezpieczyć potrzeby życiowe upadłego. Upadłemu muszą być pozostawione środki na wynajmowanie mieszkania przez rok. Warunkiem jest jednak wywiązanie się z planu spłat, które zatwierdza sąd. Plan spłat sąd określa na podstawie środków majątkowych upadłego oraz jego źródła dochodów. Spłaty te nie muszą doprowadzić i na ogół nie prowadzą do spłaty całego zadłużenia. Sąd ustala, że trzeba w ciągu od trzech do pięciu lat spłacić wierzyciela np. w 75%. Jeśli upadły wywiąże się z tych spłat, to pozostałe długi zostają mu umorzone. Jeśli ktoś nie ma nic, wtedy nie dochodzi do ogłoszenia upadłości. Ponadto w obecnym systemie prawnym warunkiem jest posiadanie majątku, który pokryłby przynajmniej koszty postępowania i chociaż częściowo doprowadził do spłaty wierzycieli. – Pokaźną część wniosków oddalono lub odrzucono. Aż 1419 – dodaje Wrona. – Powody były różne: od niewniesienia stałej opłaty 200 zł, przez brak przesłanek do ogłoszenia upadłości, po – jak się okazywało podczas postępowania – brak środków na pokrycie wysokich kosztów postępowania. Te – zdaniem ministerstwa – sięgają od 6800 do 9 tys. zł, w zależności od skomplikowania sprawy i składników majątkowych, które posiada upadły. Ogólna zasada jest taka, że długi musiały powstać bez winy upadłego. To jest jedna z głównych przyczyn tak niskiej liczby ogłoszenia upadłości. Brak winy to są przesłanki losowe. To jest np. nieuczciwość kontrahentów, wyrządzanie szkody czynem niedozwolonym przez kogoś. Potem ta osoba musi się leczyć, popada w długi – dodaje wiceminister.
Wiceminister Wrona obiecuje nowelizację ustawy. Ministerstwo planuje m.in. dopuścić do upadłości osoby nieporadne życiowo, które dodatkowo zadłużały się na utrzymanie np. dzieci. Chce umożliwić układanie się z wierzycielami, bo ci często odmawiają konsolidacji długów. Chce wprowadzić upadłość, która nie będzie – tak jak dziś – oznaczać konieczności utraty całego majątku, w tym mieszkania. Projekt zmian musi zatwierdzić jeszcze rząd i Sejm.
ADAM BOGORYJA-ZAKRZEWSKI
Cały artykuł w numerze 9/2011 Eurogospodarki.

