11 lat na fotelu premiera Zjednoczonego Królestwa… w XX w. nikt nie piastował tego stanowiska tak długo, jak ona. Nikt też nie miał chyba tak trudnego punktu wyjścia do zmian, a z całą pewnością nikt nie wykazał tyle determinacji i zdecydowania, żeby jednak do nich doprowadzić. Leszek Balcerowicz we wstępie do jej polskiej biografii ujął to w ten sposób: „Politycy kierujący się przekonaniami należą do rzadkości. Jeszcze rzadziej spotkać można tych, którzy kierują się przekonaniami i służą dobrej sprawie. Najrzadsi są politycy, którzy kierują się przekonaniami, służą dobrej sprawie i na dodatek są skuteczni”.
Kiedy obejmowała stanowisko, wśród zachodniej inteligencji komunizm był znacznie popularniejszy niż podejście liberalne. Związki zawodowe z prawem weta wobec decyzji parlamentu, znacjonalizowana własność po II wojnie światowej, niezwykle agresywny sprzeciw dla każdej jej decyzji ze strony Partii Pracy, masowe protesty na angielskich ulicach, konflikt z IRA – to wszystko stawiało konserwatywną premier w sytuacji, w której większość polityków musiałaby ugiąć się pod presją. Nie ona. Przydomek Żelazna Dama nie wziął się znikąd. Analizując sytuacje i przemiany tamtych lat, aż ciężko uwierzyć, jak olbrzymie pokłady wrogości i jak wiele ciężaru niepopularnych decyzji musiała dźwigać na swoich barkach. Do dziś wiele środowisk uważa ją za zło wcielone. David Hopper, przewodniczący Związku Górników z Durham, w dniu śmierci Thatcher kończył 70 lat i nie omieszkał publicznie oświadczyć, że dostał najlepszy prezent urodzinowy w życiu.
Z całą pewnością stanowi wzór polityka – ze względu na swoją skuteczność, pewność słuszności podejmowanych decyzji, ale przede wszystkim z powodu priorytetów, faktycznej chęci zmiany i poprawy rzeczywistości, a nie tylko poziomu poparcia wyborców. Pozostaje wierzyć, że ten wzór zainspiruje współczesnych polityków, których ręka drży przy każdej decyzji mogącej sprawić, że ktoś powie o nich coś złego, a co dopiero w sytuacji, kiedy przeciwko jest zdecydowana większość. W historii jednak mamy wiele dowodów na to, że rzadko jest tak, aby większość miała rację. Czasem potrzebny jest człowiek z żelaza, gotów wziąć na siebie ciężar niepopularności słusznej decyzji. I za te wszystkie zasługi chcemy nazwać jej nazwiskiem strategiczne rondo w stolicy?
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 5/2013 Eurogospodarki.

