Zobowiązano się do redukcji o co najmniej 5% z poziomu emisji z 1990 r. – dwutlenku węgla, metanu, tlenków azotu, HFC i PFC. Co ciekawe, na ratyfikację tego dokumentu nie zdecydowały się m.in. Stany Zjednoczone, czyli drugi po Chinach największy światowy emitent dwutlenku węgla. Polska, podpisując pakiet z Kioto (uczyniły to wszystkie kraje UE), zobowiązała się do osiągnięcia w 2020 r. 15-procentowego udziału odnawialnych źródeł energii w rocznej produkcji energii. OZE to energetyka wiatrowa, biomasa i biogazownie, energetyka wodna, słoneczna i geotermalna. Nasze położenie sprawia, że słońce spełnia rolę producenta energii tylko kilkanaście tygodni w roku, natomiast gorące źródła podziemne istnieją, ale nie na większą skalę. Zasoby hydroenergetyczne, chociaż nie do końca wykorzystane, mamy bardzo ograniczone. Pozostaje bioenergetyka i energetyka wiatrowa
Jednak w Polsce najbardziej efektywne warunki wietrzności dla energetyki wiatrowej są na Pomorzu, Mazurach, Dolnym Śląsku, czyli w regionach najatrakcyjniejszych turystycznie i widokowo. Ale dla inwestycji w OZE jest stosowany urzędniczy priorytet – są przyjazne środowisku! To też tłumaczy, dlaczego piękne nadmorskie tereny czy te wokół mazurskich jezior lub dolnośląskich gór nagle wzbogacają wieże wiatraków z obracającymi się łopatami śmigieł. A już niedługo ma być ich o wiele więcej.
Pomimo wieloletniego funkcjonowania energetyka wiatrowa ciągle wzbudza jeszcze szereg emocji – od zachwytu aż po fanatyczną niemal niechęć, i to nie tylko wśród zwykłych obywateli, ale też samych energetyków, w środowiskach naukowych.
Wśród tych ostatnich bardzo silne jest środowisko skupione wokół prof. A. Janiaka z Politechniki Wrocławskiej. Twierdzą oni m.in., że funkcjonowanie wiatraków w stosunku do wydajności w żaden sposób nie jest uzasadnione ekonomicznie, koszt jednego mega jest w ekstremalnych warunkach nawet pięć razy droższy od wytwarzanego przez tradycyjną energetykę. Natomiast koszty społeczne i w sumie ekonomiczne – bardzo duże. Przede wszystkim ogromne zużycie materiałów. Bardzo wysokie są koszty społeczne związane z instalowaniem wież wiatrowych w pobliżu zabudowań. W Polsce praktycznie nie ma uwarunkowań prawnych dotyczących minimalnej odległości, zwyczajowo przyjmuje się 1,5 km. Chociaż w okolicach Gołdapi, w miejscowości Lisy, widziałem wiatrak usytuowany w samej wsi. Zresztą cały piękny tamtejszy region jest teraz upstrzony wiatrakami. Naukowcy oceniają, że bezpieczna odległość to 3 km od zabudowań.
Ta odległość jest konieczna dla obrony zdrowia ludzi mieszkających w pobliżu wiatrakowych farm. Ulegają oni tzw. syndromowi turbin wiatrowych, tj. zespołowi objawów wynikających z sąsiedztwa z wiatrakami. Przede wszystkim praca turbin jest monotonnie głośna. Hałas może doprowadzić do trwałego uszkodzenia słuchu. Ale problemem są też niesłyszalne (poniżej 20 Hz) infradźwięki. Jest to bardzo długa fala dźwiękowa rozchodząca się na wiele kilometrów i przenikająca nawet przez gruby beton. Stosuje się ją w wojsku jako tzw. broń akustyczną do unieszkodliwiania przeciwnych armii, szczególnie w kotlinach górskich. Silne impulsy tych fal, 7-8 Hz (badania niemieckich i amerykańskich naukowców), mogą wprowadzić w drgania ludzkie organy wewnętrzne, np. serce czy nerki, i doprowadzić do ich uszkodzeń czy spowodować ich urwanie! Są one niebezpieczne dla chorych na serce, powodują też depresje, apatyczność, zaburzenia psychiczne, wymioty, senność lub bezsenność. Poza tym pojawia się tzw. efekt disco, wynikający z migotania pracujących turbin i świateł ostrzegawczych zamontowanych na wieży. Powoduje on bardzo złe samopoczucie i obciąża oczy.
Ekolodzy twierdzą, że jeden wiatrak może rocznie spowodować śmierć nawet 1300 ptaków, a to także wpływa na zwiększanie się populacji gryzoni i w konsekwencji niszczenie zbiorów i gleby. Takie zjawisko zaobserwowano na niemieckich farmach wiatrowych.
Energetyka wiatrowa to dziś znakomity biznes mający przy okazji poparcie organizacji unijnych i dlatego będzie się rozwijać. Czy jest on ekonomicznie uzasadniony – trudno powiedzieć, chociaż ta energia jest kilkakrotnie droższa od tradycyjnej węglowej. Ale ma być jej wiodącym uzupełnieniem, i będzie. Problem w tym, by przy okazji nie zapomniano o naszym zdrowiu i estetyce terenów, na których żyjemy.
ANDRZEJ KAZIMIERSKI
Cały artykuł w numerze 12/2011 Eurogospodarki.

